Filtry, bany
28 lutego 2014

Postanowiłem napisać małe podsumowanie mijającego tygodnia, właściwie niejako zamknięcie kilku wpisów nawiązujących do tweeta Matta, w którym zapowiedział akcję skierowaną na dwie sieci (wymiany) linków. Moim zdaniem mamy właśnie do czynienia ze „środkiem końca” „polskiego SEO” – SEO, w którym główną rolę odgrywało stosowanie rotacyjnych systemów wymiany linków.

Nie bez powodu napisałem „środkiem końca”. Początkiem końca był dzień 3 lipca 2013, kiedy to na wiele domen zostały nałożone ręczne filtry za linkowanie ich ze źródeł o niskiej jakości (precle, katalogi, fora, swle, tzw. „marketing szeptany”). To, co odróżniło akcję od wcześniejszych tego typu działań była niewątpliwie jej skala – bardzo dużo stron otrzymało wtedy powiadomienia w sekcji Działania Ręczne w Narzędziach. Poza tym była to akcja wymierzona stricte w nienaturalne linki – a dokładniej mówiąc w strony, które używały takich linków w procesie pozycjonowania.

W tym samym roku (2013) mieliśmy jeszcze jedną ważną datę dla „polskiego SEO” – 5 październik. W tym to dniu Google wdrożyło update, który branża nazwała Pingwinem 2.1. Algorytmiczna aktualizacja (tym razem) algorytmu została skierowana, podobnie jak ręczne działania z 3 lipca, jednak także w stosunku do stron, które wykorzystywały w procesie pozycjonowania linki niskiej jakości. Biorąc pod uwagę przyjęte założenia nic dziwnego, że w Polsce Pingwin 2.1 został nawet określony mianem „czerwonej soboty” – ze względu na fakt, że wiele firm w tym dniu zobaczyło spadki pozycji stron w systemach monitorowania pozycji (kolor czerwony, jak na giełdzie, odpowiada za spadek pozycji w Google strony pod monitorowaną frazę – stąd nazwa)

Osoby, które od dawna czytają mojego bloga, z pewnością doskonale wiedzą, że niejednokrotnie pisałem o tym, że Google „gdyby chciało” to zrobiłoby porządek z systemami już dawno temu. Ponieważ jednak to „dawno temu” cały czas się odwlekało to dosyć szybko branża SEO doszła do wniosku, że system sobie z systemami wymiany linków najzwyczajniej w świecie … nie radzi. Patrząc się na ostatnie dni okazało się, w jak wielkim była w błędzie – właściciele systemów naokoło opowiadali, jak to Google daje się „robić w konia”, a Google … no cóż, jak widać spokojnie i cierpliwie rozpracowywało systemy.

Po raz kolejny sprawdziła się znana z giełdy reguła – jak wszyscy mówią, że trzeba kupować akcje, to … należy je szybko sprzedawać. W przypadku SWLi mieliśmy do czynienia z podobnym trendem – wszyscy mówili, że Google daje się łatwo oszukać, wystarczy trochę linków z rotacyjnych systemów wymiany linków – e-weblink – i jest się w TOPie. Głosy te bardzo mocno były widoczne w ostatnich tygodniach – i tylko mała garstka ludzi próbowała studzić „rozgrzane głowy” entuzjastów, słusznie uważając zaistniała sytuację za nienaturalną.

Na chwilę obecną wiemy, że Gotlink „oficjalnie” został dotknięty działaniami Google w 30%

gotlink-oswiadczenie-luty-2014

Co do e-weblinka pozostaje się tylko domyślać, że skala „zniszczeń” musi być większa, ponieważ twórca zablokował sprawdzanie site stron w systemie – pewnie aby uniknąć paniki. I to aż na 2 tygodnie…. Moim zdaniem skala spadków tutaj wynosi co najmniej 70%… – gdyby było bowiem mniej niż u „konkurencji” – Gotlink – Xann na pewno nie omieszkałby się o tym pochwalić.

Po 2 tygodniach w systemie znajdą się pewnie nowe strony i będzie można odtrąbić „sukces” – pytanie tylko, kto w to uwierzy?? Już teraz użytkownicy systemy się niecierpliwią i wietrzą spisek

xann sukces otrąbisz po tym jak odblokujesz sprawdzanie site i bedzie widac ile domen jest w systemie, ile domen ludzie musieli dodac i ile wypadło

czy poddają w wątpliwość głoszony przez twórcę medialny sukces

weblink-sstorm

Do tego sukcesu krótko chcę nawiązać, ponieważ ludzie są wprowadzani w błąd – otóż według Xanna piszą o nim w Ameryce. No cóż – to, że blog, na który się powołał jest po angielsku, nie oznacza od razu, że jest on … amerykański :)

xann-ameryka

i to już jest „małe przegięcie” – bo Bartek jest z Wrocławia :)

Mam w tym miejscu prośbę do  twórcy weblinka, aby trzymał się faktów, a nie wprowadzał ludzi w błąd tego typu stwierdzeniami.

Jaki będzie teraz los SEO w Polsce?

Osoby, które oczekują cudownego narzędzia/rozwiązania, muszę niestety rozczarować. Nie napiszę nic odkrywczego – czeka nas praca, praca i jeszcze raz praca. Kombinowanie, co pokazał ostatni update, coraz mniej popłaca – jest ryzykowne, daje krótkotrwałe efekty – mówiąc krótko po prostu się dla wielu właścicieli stron nie kalkuluje. Od lat o tym piszę na blogu – zdania w tym zakresie nie zmieniam.

Usługi SEO w Polsce po 3 lipca bardzo szybko przechodzą metamorfozę. Konsekwencja działań Google sprawia, że wiele osób z branży rezygnuje z SEO na rzecz np.. …. Adwords. Mamy coraz więcej specjalistów z linków sponsorowanych – mam poważne wątpliwości, czy dzieje się to z korzyścią jeżeli chodzi o Klientów „nowych/starych” specjalistów.

Mamy także i drugie oblicze zmian – konieczność posiadania większej wiedzy z zakresu nie tylko SEO, ale SEM sprawia, że za tego typu usługami zaczynają iść coraz większe koszty – i niewątpliwie Klienci firm SEO odczują to w 2014 roku. Do tej pory specjalista SEO było się znając obsługę np. e-weblinka – co już samo w sobie było jakąś parodią. Bo to tak, jakby na robotnika kopiącego doły pod fundamenty domu mówić, że jest specjalistą od jego budowania :).

Na koniec napiszę coś mocnego – moim zdaniem za ostatnią „akcją pokazową” stali … sami właściciele SWLi. Bardzo często systemy wymiany linków były wykorzystywane w procesie depozycjonowania konkurencji. I to właściciel domeny, którą depozycjonowano, musiał się blokować w systemach przed tego typu praktykami – co było paranoją. Jeżeli dodamy do tego fakt, że jeden z SWLi – e-weblink – wprowadził opłatę za blokadę roczną domeny w wysokości 30 zł, a z niektórymi twórcami SWLi (seo.net.pl) nie było kontaktu – nic dziwnego, że Google musiało w końcu zajęło się tematem. Od dawna zwracałem uwagę, że jest rzeczą nie do przyjęcia, aby można było szkodzić komuś bezkarnie.

W tym roku jeden z SWLi, vseo, uniemożliwił linkowanie domeny innej niż zweryfikowana – jednak zostało to wprowadzone za późno… A wystarczyło wprowadzić w SWLach niemożność linkowania innych niż zweryfikowane domeny – i kto wie, ile czekalibyśmy wtedy na ostatnią akcję…

O autorze
SEBASTIAN
MIŚNIAKIEWICZ
Autor bloga,
specjalista SEO
Jako właściciel firmy SEOProfi pomaga zwiększać sprzedaż w sklepach internetowych oraz ruch na stronach firmowych na rynku polsko-, anglo- oraz niemieckojęzycznym.

Bloga założył w 2010 widząc ogrom problemów, z jakimi mają do czynienia osoby próbujące samodzielnie wypromować stronę w Google. Od 2011 roku jako Product Expert pomaga rozwiązywać te problemy na Forum Pomocy Google dla Webmasterów.


Pozycjonowanie to nie magia (jak często słyszę),
tylko ciężka, codzienna praca przy budowaniu marki

Zobacz, jak z Klientem pracujemy przy stronie >


OPINIE I KOMENTARZE

ArganoPL 28 lutego 2014, 12:34

Haha „piszą o nas w Ameryce” to dobre :) Tomek chyba to dla jaj napisał. Swoją drogą wytoczył „swoje działa” przeciwko Tobie po raz enty na FB ;) Podobno jesteś agentem Google :D

Sebastian Miśniakiewicz 28 lutego 2014, 13:32

Dasz linka? :)

vidar 28 lutego 2014, 12:34

Jeszcze jeden wpis i będzie 1111 ; D

Sebastian Miśniakiewicz 28 lutego 2014, 13:32

Tak?
Nie pisze dla cyferek, ale … bo lubię to, co robię :)

Zgred 28 lutego 2014, 13:36

Ostatni akapit jest zajebiście celny.

Sebastian Miśniakiewicz 28 lutego 2014, 14:39

Chyba zdanie :)

Mariusz Kołacz 28 lutego 2014, 15:52

Pisałem już na G+ o tym, Tomek Wieliczko przyjął e-PR-owy styl amerykański i mimo że jest totalnie źle trzyma fason wprowadzając przy tym wszystkich w błąd – kreując fakty pod siebie, a najbardziej tym świadczą ciągłe ataki na mnie i na kilka innych osób z branży. Taka postawa Tomka nie przystoi specjaliście z jego stażem.

Marek 28 lutego 2014, 18:20

No patrzą na testy widać co innego niż piszeciehttp://blog.tomaszstopka.pl/test-e-weblink-czesc-1-frazy-latwe/

Sebastian Miśniakiewicz 28 lutego 2014, 22:13

Test tego rodzaju jest bez sensu – to tak, jakby diler wypuścił osobę zainteresowaną kupnem nowego auta na Rynek w Krakowie, aby potencjalny właściciel, kręcąc bączki na płycie Rynku, wypróbował auto.
Da się? Da się.
Ale o konsekwencjach – np. mandat – to się już nie mówi…

taki sobie gość 1 marca 2014, 10:59

widzicie Panowie, bo w naszej branży ludzie dzielą się na 2 kategorie. 1wsza to Ci którzy zarabiają prawdziwe pieniądza takie o których Wam się nie śniło, maja swl lub z nich korzystać muszą bo mają setki klientów. Katalogowniem i szeptanym +contentem pewnych spraw nie zrobicie. Druga kategoria to goście tacy jak Wy którzy piszą na forach, maja po 3 tys postów i są z tego dumni. Tyle że będziecie pisać do końca życia , robić z siebie białych pajaców i za to dostaniecie kubeczki koszulki od Google na ich jakiś smiesznych eventach. No i tyle Waszego :) Samo Google za rok czy 2 po tym jak odejdziedzie z branży bo z pisania na forach nie wyżyjecie -zapomni o Was szybko. Bo dla nich też ważna jest kasa. Tylko Wy jedyni tego nie rozumiecie :)

Sebastian Miśniakiewicz 1 marca 2014, 12:43

No cóż, każdy ma prawo do własnego zdania :)

Magda 1 marca 2014, 13:04

@taki sobie gość – dobrze powiedziane jedni mają 3 tys postów inni mają 3 tys dziennie zarobku z SWL :) No cóż, każdy ma prawo do własnego sposobu na życie

Przemek 3 marca 2014, 16:23

No Magdo z tego wynika, że na Black Hat SEO i SWL zarabiacie prawie 100 tysięcy miesięcznie. Chylę czoła przed Waszą nieźle wyśrubowaną fantazją. Ostatni raz takie bajki mi opowiadali koledzy w czasach podstawówki.

Denis Wróbel 1 marca 2014, 18:26

Tylko co zrobią Ci na SWL’ach, gdy nie będzie to dawało żadnego efektu? Mnie interesują długofalowe efekty, a nie szybka kasa przez internet. Linki znikną, nie będą miały wartości i koniec interesu. Posty na forach dopóki forum nie upadnie będą widniały po wieki. No i jeszcze jedno. Dasz coś za darmo, bez kombinowania to uwierz mi ludzie sami przyjdą do Ciebie, żeby Ci zapłacić.

Sebastian Miśniakiewicz 1 marca 2014, 18:33

jak to w życiu – albo się dostosują, albo … wymrą.

Greg 22 maja 2018, 1:29

Hej Sebastian,
Mnie dziwi iż Google tyle czasu zwlekało z ubiciem rotacyjnych SWL-i, co było wyjątkowo proste, gdyż nikt o zdrowych zmysłach nie zmienia linków na kilkuset (albo i tysiącach) podstron dziennie. Dodając do tego fakt iż tego typu spam cechował się zerowym ruchem i w większości był na subdomenach – zadanie było wyjątkowo proste.

Sebastian Miśniakiewicz 23 maja 2018, 7:30

Google interweniuje wtedy, kiedy uzna to za konieczne.
Zauważ, że wszyscy mówią o depozycjonowaniu, a ja od lat stoję na stanowisku, że dobrej domenie się nie zaszkodzi.
„W podziękowaniu” ktoś linkuje mojego bloga SWLem – od lat – zobacz w Ahrefsie, widać najlepiej.
I co?
I NIC.
Nie pamiętam już, kiedy widziałem informację o ręcznej karze za linki – dzisiaj Google, z tego co wiem, sam „usuwa linki”, po prostu je ignorując – i robi to bardzo dobrze :)

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Inne wpisy z tej kategorii