Search Console
2 grudnia 2013
zdziwienie

Zanim Google zmieniło formularz prośby o ponowne rozpatrzenie jedna rzecz była pewna – formularz miał limit znaków i próba wklejenia zbyt dużej ilości tekstu lub też napisania więcej niż „Google pozwalało” kończyło się na tym, że kursor stawał w miejscu i wiedzieliśmy od razu, co jest nie tak – trzeba było przerobić treść i część jej wrzucić do Dokumentów Google.

Wraz z wprowadzeniem nowego rozwiązania, zgodnie z którym prośbę można napisać tylko wtedy, gdy na domenę nałożona jest ręczna kara, mamy do czynienia z pewnego rodzaju błędem ze strony Google – otóż system pozwala nam pisać ile chcemy, ale w sytuacji, gdy przekroczymy ustalony limit znaków i klikniemy w przycisk wysyłania zobaczymy taki oto komunikat

prośba o ponowne rozpatrzenie strony - bład w wysyłaniu

Można byłoby domniemywać, że mamy do czynienia w takiej sytuacji z chwilowym padem systemu – tak też pomyślałem sobie parę tygodni (miesięcy?) temu, kiedy po raz pierwszy natknąłem się na taką sytuację. Kiedy jednak za godzinę, a potem za kolejną,  miała miejsce taka sama sytuacja zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno komunikat mówi nam o „padzie”.

Na pierwszy ogień poszła długość tekstu. Skróciłem RR znacznie, umieszczając długa listę odnośników w dokumencie Google, wstawiłem do nowej wersji RR link do tego pliku, kliknąłem w wysyłanie i … poszło. I wszystko stało się jasne…

Nie natknąłem się na razie na informację, jaki jest limit znaków, które możemy wkleić do formularza prośby o ponowne rozpatrzenie. Nie interesuje mnie to tez specjalnie, muszę przyznać – na pewno można wklejać więcej tekstu niż wcześniej, więc w sytuacji, gdy operuję przy pisaniu RR Dokumentami Google, problem dla mnie nie istnieje.

Uważam jednak, że opisana sytuacja nie powinna mieć miejsca – i albo powinniśmy widzieć licznik znaków, pokazujący nam ile jeszcze ich możemy użyć w treści RR, albo powinno wrócić stare rozwiązanie. Osoba, która pisze RR „od święta” może bowiem zrobić wielkie oczy :)zdziwienie

Zgłoszę ten problem do Google, zobaczymy, co z tego wyniknie :)

O autorze
SEBASTIAN
MIŚNIAKIEWICZ
Autor bloga,
specjalista SEO
Jako właściciel firmy SEOProfi pomaga zwiększać sprzedaż w sklepach internetowych oraz ruch na stronach firmowych na rynku polsko-, anglo- oraz niemieckojęzycznym.

Bloga założył w 2010 widząc ogrom problemów, z jakimi mają do czynienia osoby próbujące samodzielnie wypromować stronę w Google. Od 2011 roku jako Product Expert pomaga rozwiązywać te problemy na Forum Pomocy Google dla Webmasterów.


Pozycjonowanie to nie magia (jak często słyszę),
tylko ciężka, codzienna praca przy budowaniu marki

Zobacz, jak z Klientem pracujemy przy stronie >


OPINIE I KOMENTARZE

Paweł 2 grudnia 2013, 2:30

Panie Sebastianie, RR nie czyta żaden człowiek, proszę nie uskuteczniać teorii spiskowych. Na forach podanych jest masa przykładów, dlaczego RR nie czytają ludzie i dlaczego Google zależy aby wiara wierzyła w wersję, że ludzie rozpatrują RR.

Sebastian Miśniakiewicz 2 grudnia 2013, 7:42

Moim zdaniem to jeszcze nie jest teoria spiskowa :) – jest to możliwe, że filtr puści, ale stoją za tym inne czynniki
W RR siedzę od dawna i jeszcze nigdy, przy bardzo złym profilu linków Google nie puściło mi strony za pierwszym razem przez wysłanie pustego RR. Ani póxniej.
Nie mówię stanowczego nie tej teorii – może kiedyś tak będzie ale moim zdaniem jeszcze na to za wcześnie.

Adrian 3 grudnia 2013, 12:21

Oj Sebastian, bo Ty kurde eseje im piszesz ;) ja piszę zwykle dwa zdania i też się udaje, czynnik ludzki ;) tfu ludzki automatyczny ;) zależy na co trafisz :)

Sebastian Miśniakiewicz 4 grudnia 2013, 22:12

Eseje jak eseje – czasem lista domen za długa i trzeba dawac linka do Google Docs’ów :)

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Inne wpisy z tej kategorii