Filtry, bany

Już czas, aby Google zmieniło klasyfikację linków

Od pewnego czasu zastanawiałem się, kiedy w powiadomieniach o odrzuceniu prośby o ponowne rozpatrzenie, jakie otrzymujemy od Google, zobaczymy katalog WP czy Onetu. W końcu przecież nawet przy dużej moderacji może się zdarzyć, że coś umknie czujnemu oku moderatora i znajdzie się w bazie wpis z anchorem stricte pod SEO, prawda?

No i stało się. Jak napisał Darek taka sytuacja właśnie zaistniała

Katalog WirtualnaPolska.pl - anchor SEO

Podniósł się szum w branży – w końcu katalog WP był (także i przeze mnie) postrzegany jako katalog mało podatny na wpływy SEOwców. No ale stało się – powodem wskazania katalogu był zaś, jak można się było domyślić,

money key word po poprzedniej firmie :-) Nawet nie wiedziałem ze takie anchory w Wp przechodząc :-)

Wnioski?

Wykrusza się baza katalogów, które są w 100% zgodne ze wskazówkami Google. Moderator to też człowiek i może stracić czujność – i nie zwrócić uwagi na tytuł wpisu wstawiony stricte pod SEO. Nikt jednak nie zwrócił uwagi chyba w tych wszystkich dyskusjach na fakt, że to, że Google potrafi wskazać taki a nie inny katalog w powiadomieniu pokazuje, jak bardzo SQE jest zdeterminowany w swojej pracy. I po 3 lipca, kiedy poszła pierwsza duża fala ręcznych filtrów, nie zwalnia swojej pracy, a wręcz przeciwnie… Obecnie znam tylko trzy katalogi, które nie zostały jeszcze wymienione w przykładach nienaturalnych linków – Onet, Katalok i Gwiazdor. Trzy na tysiące, jakie istnieją na naszym rynku….

Uważam, że czas już jest ku temu najwyższy, aby Google zmieniło swoją politykę odnośnie linkowania – i zamiast tracić czas i środki na karanie webmasterów, którzy łamią jego Wskazówki powinno wprowadzić dwie kategorie odnośników:

  1. te, które są wykorzystywane przez algorytm do ustalania pozycji w SERPach – ale w sposób pozytywny (czyli podnoszą pozycje strony, nie obniżają jej)
  2. te, które … szkodzą, a nie pomagają – a co za tym idzie nie są wykorzystywane do tworzenia rankingu, zaś linki z takich stron są po prostu pomijane przez algorytm.

Praca nad stronąWprowadzenie takiego podziału na linki sprawiłoby, że

  1. Google miałoby mnie „spraw” na głowie – zamiast utrzymywać działy SQE tylko do karania webmasterów łamiących Wskazówki mogłoby skierować osoby w nich pracujące do innych zagadnień związanych z rozwojem algorytmu – chociażby … organizowanie czegoś na kształt SEMCampu czy Internetowej Rewolucji – dziwię się, że jeszcze nic takiego nie ma miejsca, że skupiamy się tylko na Adwords, a nie na optymalizacji stron !
  2. Publiczne systemy wymiany linków, grupy precli itp. przestałyby mieć rację bytu – powiedzmy sobie szczerze, że dla takiego systemu jak Google wykluczenie z rankingu linków zmieniających się na stronie przy każdorazowej wizycie bota to przecież „pikuś”. Czy fakt, że pozwala na razie istnieć systemom to efekt głupoty ze strony Google czy … może celowego działania?

W konsekwencji wprowadzenia nowego podziału linków ludzie skupiliby się stricte na dbaniu o swoje strony – a nie na kombinowaniu (po 3 lipca już to robią, ale na razie skala nie jest jeszcze tak duża)

Zgodzicie się ze mną?

Aha – jeszcze powinno zniknąć nofollow – tym bardziej, że w skrajnej sytuacji nofollow może zaszkodzić stronie. A jak może to … po co w ogóle istnieje???

GD Star Rating
loading...
Już czas, aby Google zmieniło klasyfikację linków, Już czas, aby Google zmieniło klasyfikację linków, 6.1 out of 10 based on 9 ratings Już czas, aby Google zmieniło klasyfikację linków
napisał/a 1326 artykułów na rzecz Bloga SEO

Działaniami z zakresu SEO zajmuję się nieprzerwanie od 2008 roku - swoje usługi świadczę w Polsce oraz na rynkach anglo- i niemieckojęzycznych. W 2010 roku roku założyłem pierwszego bloga SEO (na którym mam przyjemność Ciebie gościć) skierowanego stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam zmiany w algorytmie oraz publikuję wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google. Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC.

Opinie i Komentarze

Rafał 17 grudnia 2013, 8:15

Myślę, że nie byłby to zły pomysł, ale…. Po co Google miałoby tworzyć tak czytelny system? Niestety wciąż myślę, że Google specjalnie wykorzystuje nie do końca jasną politykę linkowania, m.in. do walki z konkurencją. Google wchodzi w coraz to nowsze usługi i taka polityka im odpowiada, im mniej czytelniejsza tym lepiej się później wytłumaczyć :).

Sebastian Miśniakiewicz 17 grudnia 2013, 9:01

Rafał, po co czytelny?
Zauważ, że wysyłając informacje o filtrach, a potem korespondując z webmasterem, nie mówiąc już o Wskazówkach, w których podawane sa przykłady złego linkowania, daje dużo informacji odnośnie tego, co wolno, a co nie.
Likwidując to wszystko uprościłoby się sprawę – tym bardziej, że wielu właścicieli stron decydując się na usługi SEO nie wie, że pozycjonowanie łamie Wskazówki…

Kris_Set 17 grudnia 2013, 10:55

1) Wskazywanie linków z WP pokazuje, że algorytm naprawdę nie potrafi rozpoznać „dobrych” linków od „złych”. 2) Nawet gdyby wreszcie potrafił, to wyzerowanie mocy złych linków oznaczałoby, że każdy blast będzie skuteczny.

Sebastian Miśniakiewicz 17 grudnia 2013, 11:40

Kris,
ad 1) jak masz link z anchorem np. „Nieruchomości Kraków” w WP – to jest to naturalny link? No proszę…
ad 2) e… raczej w 100% nieskuteczny :)

Kris_Set 17 grudnia 2013, 12:40

Niby dlaczego jako webmaster mam nie reklamować swojej strony w internecie w sposób, jaki uznam za słuszny? To, że jakaś tam wyszukiwarka używa linków i anchorów do wyznaczania swojego rankingu, to przecież nie moja sprawa. Nie dodałem swojego serwisu do jakiegoś „precla” mającego wpływać na wspomniany ranking, tylko do renomowanego katalogu stron www. A skoro nawet link z DMOZa nie jest OK według Google, tzn., że algorytm ‚nie potrafi rozpoznać „dobrych” linków od „złych”’ :)

Sebastian Miśniakiewicz 18 grudnia 2013, 14:19

Coś w tym jest – jednak musimy pamiętać, że Google to firma, a wyszukiwarka to jej produkt; nie musimy go używać; mamy inne wyszukiwarki…
Co do radzenia sobie z klasyfikacją linków – moim zdaniem jak coś nie wychodzi to nie wychodzi w małym stopniu – ale ten mały stopień jest tak mocno nagłaśniany, że cała reszta „ginie w szumie” :)

Miłosz 17 grudnia 2013, 11:15

Jeśli dobrze rozumiem, algorytm miałby działać w taki sposób, że albo linki dają dodatnią moc, albo te słabej jakości mają zerową moc i nie są ani na plus ani na minus. Do SEO wróciłby „dziki zachód” z zasadą zrób dobrą listę, przyładuj XRumerem i ScrapeBoxem gdzie tylko się da, na kilkaset tysięcy przecież coś wejdzie, a te słabej jakości i tak zostaną wyzerowane. Coś średnio mi się widzą takie czasy…

Sebastian Miśniakiewicz 17 grudnia 2013, 11:39

Głośno myślę – nie wierzę, aby Google dało się tak łatwo, po ostatnich zmianach i na pewno dużemu doświadczeniu, jakie zdobyło, łatwo dawać robić w konia :)

Tomek Serafin 17 grudnia 2013, 14:55

Lepszym rozwiązaniem jest danie możliwości „bogatszemu” sfiltrowania konkurencji?

Sebastian Miśniakiewicz 18 grudnia 2013, 14:17

Jak to ma miejsce, zgłaszaj to na Forum Google; ale pamiętak – jak sam masz coś na sumieniu to to mija się z celem :)

Piotr Bielecki 17 grudnia 2013, 18:35

Sebasian, zacytuję Twoje słowa: „dziwię się, […] że skupiamy się tylko na Adwords, a nie na optymalizacji stron!”
Czytam i nie wierzę, że masz jeszcze jakiekolwiek wątpliwości dokąd, jak i którędy zmierza Google.
;-)

Sebastian Miśniakiewicz 18 grudnia 2013, 14:17

Piotrek,
Google to firma. Duża firma. Duże firmy bazują na kasie – to proste i nigdy nie twierdziłem, że jest inaczej.
Zauważ jednak, że jak ludzie przejdą do Binga w Polsce, to i na Adwords się tyle nie zarobi – dlatego Google musi „jakoś utrzymywać równowagę” – i tylko oni wiedzą, jak sprawy stoją; my możemy tylko dywagować…

Rafał Tetzlaff 17 grudnia 2013, 19:43

Sebastian, w sumie Twój pomysł nie jest wcale zły z podziałem linków na dwie grupy. Zawsze będą osoby, które będą kombinować jak pomóc i przyspieszyć wzrost pozycji, ale skoro te gorsze jakościowo linki byłyby pomijane przez Google, to wydaje mi się, że takie osoby by nie traciły czasu ani pieniędzy na pozyskiwanie takich odnośników bo i tak one by nic nie dawały. Wymagało by to od Google dopracowania, ale byłoby do zrobienia.

Tak sobie myślę, że można by w tym celu zrobić jakąś petycję lub coś w tym stylu, pewnie miałaby ona marne szanse powodzenia, ale chociażby może dostrzegli sam fakt, że zmiany są potrzebne.

Sebastian Miśniakiewicz 18 grudnia 2013, 14:16

Nie wiem, czy petycja ma sens; temat skierowałem kiedyś do Google w rozmowie, więc jest na pewno znany; na HO z Johnem też to chyba ktoś poruszał. Moim zdaniem Google konsekwentnie robi teraz swoje – i nie ma co płakać, bo trzeba pamietać o tym, że wcześniej były śmiechy, że sobie Google z linkami … nie radzi. Więc teraz trzeba przyjąć status quo „na klatę” i … zobaczyc, czym to się wszystko skończy…

Michael 18 grudnia 2013, 14:01

„Obecnie znam tylko trzy katalogi, które nie zostały jeszcze wymienione w przykładach nienaturalnych linków” – jest ich sporo więcej Sebastianie, tylko nie znajdziesz ich na żadnych listach. Pozdrawiam

Sebastian Miśniakiewicz 18 grudnia 2013, 14:14

Nie twierdzę, mam na mysli te najbardziej znane. Od katalogów zaczął się Internet i ubolewam, że tak skończyły – kto wie, może czasy ich świetności powrócą; ale nie jako seokatalogi.

jimmi 18 grudnia 2013, 21:41

Sebastian dobry pomysł, chyba od lat się o tym mówi, żeby wreszcie algorytm G. nie brał „złych” linków pod uwagę. Wreszcie osoby z zewnątrz nie mogłyby szkodzić.

Bori 28 grudnia 2013, 21:38

Z tego co zrozumiałem proponujesz rozwiązanie że można walić spamem do oporu w domenę a może akurat się uda że jakiś z tych linków nam pomoże podnieść pozycję bo przecież nic nam nie możesz zaszkodzić? Raj dla BHT.

Sebastian Miśniakiewicz 29 grudnia 2013, 20:33

Licze na to, że tak nie będzxie. Jak poczytasz wypowiedzi osób związanych z BHS z początku roku, a teraz – to albo widać … brak wypowiedzi, lub też nawiązanie do dążenia do większej jakości w pracy – co jest nieadekwatne do tego, co osoby siedzący w BHS robią. Uważam, że Google uderzyło celnie – raz po 3 lipca, a drugi raz – po 5 października. I mam wrażenie, że Nowy Rok nie będzie wcale dawał okazji do odsapnięcia. Google ewidentnie przeszło do ofensywy i jak na razie radzi sobie całkiem nieźle…

Gumiś 4 stycznia 2014, 6:58

Sebastian,

Używanie takich a nie innych anchorów jest absolutnie naturalną reakcją webmasterów na zachowanie internautów przeszukujących internet właśnie za pomocą takich fraz jak wspomniane przez Ciebie „Nieruchomości Kraków”. Pamiętam jak w połowie lat 90. funkcjonowało Yahoo.com (zanim jeszcze chłopaki z Mountain View przez pomyłkę literową zarejestrowali domenę Google.com zamiast Googol.com) – to w zasadzie był jeden zaspamowany katalog, w dużej mierze posługujący się „money keywords”. I było OK.

Atrybut „<a href=" jest trochę starszy niż wyszukiwarka Google i jego używanie w połączeniu z anchorami w połowie lat 90. było jak najbardziej normalne i naturalne. Przyszło Google, zaadaptowało anchory w linkach jako kluczowy czynnik rankowania, a potem zrobiło roz%&%$#^uchę w tym co webmasterzy wypracowali w wyniku naturalnej adaptacji do takich a nie innych reguł zaadaptowali.

Słuszność używania "money keywords" w anchorach można przyrównać do sytuacji w realu – jeżeli klient ma ochotę na ciastko, to idąc ulicą szuka szyldu z napisem "CUKIERNIA", a nie "FPHU Jan Kowalski – produkcja i sprzedaż wyrobów cukierniczych" (no chyba, że cukiernia ma renomę i wyrobioną markę to może się nawet nazywać "Pierwszy Lokal na Stolarskiej Po Lewej Stronie Idąc Od Małego Rynku" – Sebastian – mieszkasz w okolicach Krakowia to wiesz o co chodzi…). Wyobrażacie sobie, żeby na ulicach zakazano sklepom używania szyldów "SKLEP SPOŻYWCZY" albo "UBRANIA"?

Reasumując to nie webmasterzy są be a Google. To brak dalekowzrocznego myślenia twórców algorytmu wyszukiwarki spowodował taki zamęt – będzie on trwał dopóki Page i Brin będą kurczowo trzymać się pierwotnych, przestarzałych założeń algorytmu.

Algorytm Google można porównać do architektury – na początku był jak budynek o genialnie prostej bryle i nowoczesnym foturystycznie ksztacie. Teraz wygląda jak szopa w mnóstwem wieżyczek, łuków, antresoli i przybudówek, przy której zamek Śpiącej Królewny z Eurodisneylandu pod Paryżem to szczyt minimalizmu… Najgorsze, że po tych adaptacjach architektonicznych, pojawiło się w nim wiele pokoi, z których nie ma wyjścia albo pomieszczeń na wysokich piętrach, w których wyjście przez drzwi grozi upadkiem z olbrzymiej wysokości.

Z utęsknieniem czekam na firmę z duuużym budżetem, która zrobi wyszukiwarkę bazującą przede wszystkim na zachowaniu internautów na stronie internetowej (czas przebywania na stronie, bounce rate, a także heat map – moim zdaniem mało popularny a szalenie ważny czynnik) a nie na archaicznych anchorach i linkach. I wiem, że kiedyś taki moment przyjdzie…

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz inne wpisy z tej kategorii