Filtry, bany

Jak powinna wyglądać poprawna nazwa pliku wgrywanego do disavow tool?

Tak czy nieNie bez powodu publikuję ten wpis, ponieważ sam zasugerowałem się tak bardzo pierwszymi informacjami na temat narzędzia do zrzekania się linków, że umknęła mi jedna, ale to bardzo ważna kwestia, o której chyba do tej pory nie napisałem – nazwa pliku NIE MUSI brzmieć „disavow”.

Możemy wpisać w nazwie cokolwiek chcemy. Popatrzmy na zapis w Pomocy Google

Pobierzesz plik zawierający listę wszystkich stron z linkami do Twojej witryny. Utwórz na jego podstawie plik tekstowy (o rozszerzeniu .txt) z linkami, których się zrzekasz

Nie ma nic o wymogu nazywania pluku „disavow”, prawda? Na wszelki wypadek potwierdziłem to w Google; John odpisał mi

you can use any name that ends in „.txt”

czyli „możesz użyć dowolnej nazwy – byleby miała rozszerzenie txt” (niektórzy używają plików z rozszerzeniem csv – ja konsekwentnie trzymam się od samego początku txt, po co kombinować).

Pamiętajmy także o tym, że zrzekając się całych domen możemy stosować zapis „z pauzą” po „:”

domain: url_mojej_domeny

lub bez

domain:url_mojej_domeny

Oba zapisy są poprawne :)

Na koniec – nie oczekujmy po wgraniu pliku do narzędzia zrzekania się linków od razu powrotu strony na wysokie pozycje – tak, jak kiedyś linki, których się teraz zrzekamy, działały ciągnąc stronę w SERPach w górę, tak teraz ich moc jest równa zeru – co sprawia, że „nie ma kto czego ciągnąć”. „Posprzątanie” przywraca stan sprzed nałożenia filtra.

Oczywiście, jeżeli w międzyczasie zdobyliśmy inne, mocne linki, tak wcale nie będzie – jednak dla potrzeby zobrazowania zagadnienia przyjąłem takie założenie. Jest to ważne, ponieważ wiele osób uważa, że użycie disavow toola automatycznie przywróci stronę na pozycje sprzed nałożenia filtra przez Google. Nic bardziej mylnego…

GD Star Rating
loading...
Jak powinna wyglądać poprawna nazwa pliku wgrywanego do disavow tool?, Jak powinna wyglądać poprawna nazwa pliku wgrywanego do disavow tool?, 2.8 out of 10 based on 17 ratings Jak powinna wyglądać poprawna nazwa pliku wgrywanego do disavow tool?

Zobacz inne wpisy z tej kategorii

napisał/a 1334 artykułów na rzecz Bloga SEO

Optymalizacja i pozycjonowanie stron i sklepów internetowych w Google to moja pasja.

Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom rozwiązywać problemy z widocznością ich stron w Google na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC w Polsce.

W 2010 roku roku założyłem pierwszego w Polsce bloga SEO skierowanego nie do branży SEO, ale stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam Wskazówki Google dla Webmasterów, opisuję i komentuję zmiany, jakie zachodzą w algorytmie Google. Publikując wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google, pomagam im zwiększać ruch na stronach z naturalnych wyników wyszukiwania.

SEO to także moje życie zawodowe – firma SEOProfi, której jestem właścicielem, świadczy usługi na rynku polsko, anglo- i niemieckojęzycznym.

Opinie i Komentarze

Przemek Sztal 5 kwietnia 2013, 14:34

„jedna, ale to bardzo ważna kwestia, o której chyba do tej pory nie napisałem”
Czy taka ważna? Faktycznie, w Google zdarzają się czasem podstawowe bugi, ale wymaganie określonej nazwy pliku przesyłanego narzędziem powiązanym z konkretnym kontem (zalogowanie) i konkretną witryną (wybór z listy) byłoby całkowitym nonsensem :-)

Sebastian Miśniakiewicz 5 kwietnia 2013, 15:14

Możliwe – ale zauważ, że zrzekając się danej domeny, jak użyjesz zapisu „http://”

domain:http://

to plik nie zadziała – dla mnie to też jest nonsens, bo Google powinno potrafić „przeczytać” taką domenę :)

Od czasu do czasu pytają się mnie osoby o nazwę, więc zamieściłem o tym informację – bloga czyta sporo nie-branżowców, dla nich wiele rzeczy, oczywistych dla mnie czy dla Ciebie, nie do końca jest oczywistymi :)

Piotr Rostecki 5 kwietnia 2013, 20:05

„domain:http://… to plik nie zadziała – dla mnie to też jest nonsens, bo Google powinno potrafić „przeczytać” taką domenę”

…ale zauważ, że nawet osobom z branży zapomina się, że http://example.com i https://example.com mogą wskazywać na różne strony.

Sebastian Miśniakiewicz 6 kwietnia 2013, 9:13

Mnie przestaje już dziwić, co się zapomina „osobom” z branży :)

Marek Płatek 6 kwietnia 2013, 9:06

Z tym http:// to faktycznie dziwna sprawa. Google jest tak sprytne, że bez problemu czyta adresy zaszyte w kodzie strony na różne sposoby i eksploruje podane w ten sposób zasoby, a tutaj takie dziwne ograniczenie.

Piotr Rostecki 6 kwietnia 2013, 15:11

Jak dla mnie to w pełni zrozumiałe. Zrzekając się całej domeny „domain:” nie możemy umieszczać wyłącznie jednego protokołu na jednym* z przeszło 65 tyś. portów. Dodatkowo http://example.com/ to konkretny adres URL (zazwyczaj strony głównej), a nie domena, która może być dostępna i zaindeksowana np. jeszcze na ftp, https…

Przecież mamy wybór między rezygnacją z linków z konkretnego adresu URL (wpisując np. z http://) lub z całej domeny.
Skąd Google ma wiedzieć, czy przypadkiem nie chcesz zrezygnować z linku na stronie głównej, a przypadkiem wpisałeś całą domenę?!

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *