Wyszukiwarka Google

Google a wydawcy prasy – nie ma co przesadzać…

Czy damy się zamknąć w klatce?Po opublikowaniu wczoraj przeze mnie artykułu Verteidige dein Netz – Google przeciwko planom zmian w prawie w Niemczech w komentarzach pod wpisem rozgorzała dyskusja. W dyskusji tej stałem na stanowisku, że nie można sztucznie wpływać na to, co się dzieje w Sieci, zmuszać kogoś do płacenia za to, że inni korzystają z jego usług, narzucać Internautom to, jakiej wyszukiwarki muszą używać, a jakiej nie. Podałem przykład „zrobienia ze ślimaka ryby” przez UE (aby Francja mogła uzyskać dopłaty do rolnictwa), wskazałem, że kiedyś Ford sprzedawał swoje samochody w dużych ilościach, ale tylko dlatego, że były tanie i .. czarny. Konkurencja stosunkowo szybko poradziła sobie z Fordem (marketingiem produkcyjnym, w którym firmy produkują coś, z góry wiedząc, że to się sprzeda). W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z marketingiem usług, niektórzy mówią marketingiem konsumenckim – jak się przedsiębiorca nie postara, jak jego produkty/usługi nie będą dobrej jakości, to … znika z rynku. Koniec, kropka.

W tym kontekście dziwią mnie usilne próby UE i państw unijnych, które mają na celu zmuszenie Google do płacenia innym za to, że … korzystają z wyszukiwarki amerykańskiej firmy.

Dzięki jednemu z uczestników wczorajszej dyskusji dotarłem do świetnego artykułu, który jasno pokazuje, co może się stać, jak urzędnicy „przegną”. Przyznam, że nie słyszałem jeszcze o „wojnie” Google z jakąś instytucją/państwem, która chciała wymóc na Google płacenie za korzystanie z jego usług. Do wczoraj.

Niemcy planują ustawę, Francuzi – „się zbroją” i potrząsają szabelką. A tymczasem mało kto wie, że Belgowie wytoczyli działa Google, jednak z mizernym efektem, o czym można przeczytać w internetowym wydaniu Wyborczej, do której trafiłem notabene … przez wyszukiwarkę Google.

W Belgii, gdzie podobne prawo przyjęto w zeszłym roku, popularne gazety, jak „Le Soir” czy „La Libre Belgique”, zniknęły z wyników wyszukiwania Google’a. Gazety mówiły o „bojkocie”, „odwecie”, ale szybko się przekonały, jak bardzo zmniejszył się ruch na ich stronach i automatycznie – przychody z reklam. Po miesiącu belgijska izba prasy Copiepresse się poddała; uznała, że nie będzie egzekwować tego prawa.

Jak widać Google nie zawahało się spełnić swoich gróźb. Nie jestem, wbrew temu, co niektórzy piszą, próbując mi przypiąć łatkę „zaciętego obrońcy Google”, ślepo za Google. Nie – staram się podchodzić do takich kwestii z logiką. Emocje trzeba zostawić na boku – inaczej w końcu powiemy, że „nikt nie zmusi nas do stwierdzenia faktu, że białe jest białe, a czarne – czarne”…

Z samych Niemiec płyną sygnały sprzeczne z inicjatywą Bundestagu

IT Bitkom, niemieckie zrzeszenie branży teleinformatycznej, twierdzi, że ta ustawa to sygnał, że rząd blokuje innowacyjne usługi w internecie. Przed skutkami nowych przepisów przestrzega też Instytut Maxa Plancka: „Zaszkodzą nie tylko prasie i autorom, których będzie trudniej odszukać w internecie, ale także naruszą swobodę komunikacji”.

W tym wszystkim tak naprawdę chodzi o … kasę

Gazety nie chcą zniknąć z internetu. Ich właścicielom nie przeszkadza, że Google w wynikach wyszukiwania oprócz tytułu publikuje fragmenty tekstów. Sprzeciw budzi to, że nie płaci im ani grosza, choć sam zarabia, m.in. na reklamach wyświetlanych podczas wyszukiwania.

No cóż – chyba czas powiedzieć politykom i urzędnikom unijnym, aby wzięli się do roboty i zaczęli skuteczniej i szybciej likwidować skutki kryzysu – a regulację rynku pozostawiły samemu rynkowi. Google to firma spoza UE i mam nadzieję, że pokaże „urzędasom”, że czasy regulowania już dawno minęły. Wszyscy wiemy, jak skończył socjalizm – nie pozwólmy, aby ktoś „wyżej” mówił nam, czego mamy używać.

Konkluzja?

Nikt nikogo nie zmusza do używania wyszukiwarki Google. Nie trzeba daleko szukać, w samej UE mamy na to dowód: Czesi „dali radę” – Google nie ma tam monopolistycznej pozycji na rynku wyszukiwarek. Niech UE lepiej stworzy własną wyszukiwarkę, a przestanie szukać kasy na łatanie wydatków w firmach spoza UE.

GD Star Rating
loading...
Google a wydawcy prasy - nie ma co przesadzać..., Google a wydawcy prasy - nie ma co przesadzać..., 5.3 out of 10 based on 6 ratings Google a wydawcy prasy - nie ma co przesadzać...

Zobacz inne wpisy z tej kategorii

napisał/a 1334 artykułów na rzecz Bloga SEO

Optymalizacja i pozycjonowanie stron i sklepów internetowych w Google to moja pasja.

Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom rozwiązywać problemy z widocznością ich stron w Google na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC w Polsce.

W 2010 roku roku założyłem pierwszego w Polsce bloga SEO skierowanego nie do branży SEO, ale stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam Wskazówki Google dla Webmasterów, opisuję i komentuję zmiany, jakie zachodzą w algorytmie Google. Publikując wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google, pomagam im zwiększać ruch na stronach z naturalnych wyników wyszukiwania.

SEO to także moje życie zawodowe – firma SEOProfi, której jestem właścicielem, świadczy usługi na rynku polsko, anglo- i niemieckojęzycznym.

Opinie i Komentarze

RiT 2 grudnia 2012, 18:51

Powiem tak, choć sam utrzymuje się dzięki Google, to wydaje mi się że łaski też nie robi. Tak jak sam napisałeś są inne alternatywy. A poza tym, sami zmuszają użytkowników do kupowania AdWordsów wprowadzając to co raz nowe cuda do algorytmu wyszukiwania, aby pozycjonowanie było bardziej hard. Przez te cuda wyniki są jakie są, większość haseł które wyszukuje prezentuje same śmieci. Więc wg. mnie kradzież nawet części artykułów nie powinno być zakazane i nie dopuszczalne. Ponadto sami w swojej instrukcji dla webmasterów piszą, że kopiowanie tekstu z innych stron, nawet w celach informacyjnych jest nie zgodne z regulaminem. Więc tak naprawdę sami sobie zaprzeczają. Chciałbym z Google czerpać jak najdłużej korzyści, ale wydaje mi się, że nie długo sami się mogą unicestwić swoimi bzdurnymi zasadami i praktykami.

Sebastian Miśniakiewicz 3 grudnia 2012, 9:58

@RiT – a co sądzisz o tym, co zrobili w Belgii? Czy takie rozwiązanie Twoim zdaniem jest OK?Jedni uznają to za dyktat silnego, ale drudzy mówią, że przecież to ich wyszukiwarka?

Kamil 7 grudnia 2012, 19:56

myślę że sprawa Belgii to dobry przykład – Google zbudowało się na zbieraniu danych i dawaniu userowi szczątkowych zachęcających informacji – z jednaj strony źle, bo kopiują Twój content, z drugiej, pomyśl o tym że Google to najbardziej rozpoznawana marka na świecie i to właśnie dzięki nim 90% osób cię czyta :)

RiT 8 grudnia 2012, 6:53

Powiem szczerze, że wg. Mnie przykład Belgii pokazuje nam jak wielkim monopolistą jest google. A co do wydawców belgijskich, uważam że jak czegoś się podjęli to powinni się tego trzymać, a tak pokazali, że można z nimi zatańczyć na swoich zasadach, które od razu akceptują. Jednym słowem tylko się ośmieszyli na arenie międzynarodowej.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *