e-promujemy.pl – komentarz sposobu działania (modelu biznesowego) serwisu

Zostałem poproszony o komentarz dotyczący sposobu działania (modelu biznesowego) serwisu www.e-promujemy.pl.

e-promujemy

(fragment grafiki serwisu)

Serwis ten kieruje swoje usługi do przedsiębiorców.

To, co jest interesujące, to forma płatności za korzystanie z usług serwisu. Zgodnie z regulaminem (w dniu 8 maja dostępnym tutaj: http://www.e-promujemy.pl/terms-and-conditions) okres korzystania z usług dzieli się na dwie części:

  1.  Bezpłatne Testowanie – trwające pierwsze 10 dni
  2. Usługi – po 10 dniach od zarejestrowania w serwisie

Czy Bezpłatne Testowanie jest rzeczywiście bezpłatne? Z regulaminu wynika, że za okres pierwszych 10 dni usługobiorca (jak podkreśla regulamin nie może nim być konsument) nie musi uiszczać świadczenia pieniężnego. Usługobiorca zobowiązany jest natomiast do przynajmniej 10 krotnego kliknięcia w reklamy zamieszczone w serwisie (paragraf 3 ust. 10 regulaminu). Jeżeli tego nie zrobi w okresie Bezpłatnego Testowanie będzie zobowiązany do zapłaty kary umownej w wysokości 500 funtów brytyjskich.

Jeżeli usługobiorca nie wypowie umowy z serwisem w okresie Bezpłatnego Testowania przez wysłanie stosownego maila, to automatycznie przechodzi na standardowe Usługi, za które zobowiązany będzie zapłacić również 500 funtów brytyjskich.

Co na to prawo?

1) Profil serwisu oraz regulamin zostały tak stworzone, że usługi kierowane są wyłącznie do przedsiębiorców. Tym samym, wedle zamierzeń właścicieli serwisu, zastosowania nie znajdą przepisy dotyczą klauzul niedozwolonych w umowach z konsumentami.

2) Usługobiorca rejestrując się w serwisie i wyrażają zgodę na regulamin zawiera z właścicielem serwisu (spółka w UK) umowę o treści wynikającej z regulaminu. Godzi się więc na postanowienia dotyczące kary umownej za brak kliknięć w okresie Bezpłatnego Testowania oraz do zapłaty za Usługi, jeżeli nie wypowiedział umowy w okresie pierwszych 10 dni.

3) Moje wątpliwości budzi kilka drobnostek:

  • sposób zachęcania do rejestracji w serwisie. Na pierwszej stronie wyświetla się informacja „przetestuj teraz…”. Brak jest natomiast informacji, że to 10 dniowy okres próbny i informacji, że jak się nie wypowie umowy w tym czasie, trzeba będzie płacić. Choć serwis kierowany jest do przedsiębiorców to nie wyłącza to odpowiedzialności za prowadzenie reklamy wprowadzającej w błąd lub rozpowszechniania nieprawdziwych informacji (zgodnie z ustawą o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji). W tym wypadku można mieć wątpliwości, czy nie doszło do naruszenia tych przepisów. Nie jest to jednak oczywiste – argumenty są w dwie strony.
  • postanowienia dotyczące kary umownej – w regulaminie opisana jest szkoda, którą miałby ponosić właściciel serwisu na wypadek braku kliknięć, to już na pierwszy rzut oka budzi to wątpliwości. Choć, co do zasady uważam, że karę umowną można zastrzec na wypadek poniesienia szkody, której inaczej nie dałoby się dochodzić, to w tym wypadku wysokość kary umownej budzi wątpliwości. Jest ona taka sama, jak wysokość wynagrodzenia za usługi. Mogą być więc podstawy do żądania jej zmniejszenia

4) Istnieje też potencjalnie możliwość złożenia przez Usługobiorcę oświadczenia, że umowa została zwarta pod wpływem błędu. Żeby takie oświadczenie było skuteczne, i wtedy umowa nie wywiera skutków, błąd musi być wywołany przez drugą stronę i dotyczyć treści umowy. Tak jak wspomniałem wyżej, jest wątpliwe, czy informacja zawarta w serwisie wprowadza w błąd, więc konsekwentnie mam wątpliwości, czy można by skutecznie powołać się na zawarcie umowy pod wpływem błędu. Nie mniej jeżeli jakiś przedsiębiorca tak uważa, może takie oświadczenie złożyć, a na wypadek postępowania o zapłatę zainicjowanego przez właściciela serwisu na takie oświadczenie się powołać.

5) Niezależenie od przepisów prawa, pamiętać trzeba, że sądy często orzekają „po słuszności” – jeżeli kogoś nie lubią, to nawet jak jest w prawie, może przegrać.

Wniosek jest więc taki – czytamy w co klikamy, żeby potem nie płacić.

Acha, jeżeli jakiś przedsiębiorca został zarejestrowany przez osobę, której zlecił przeprowadzenie pozycjonowania, to moim zdaniem doszło do zawarcia umowy pomiędzy przedsiębiorcą a właścicielem serwisu – nawet jeżeli pozycjoner nie miał umocowania do zawarcia takiej umowy. Wówczas taki przedsiębiorca będzie musiał zapłacić właścicielowi serwisu (albo się z nim procesować, jeżeli uważa, że płacić nie powinien). Jeżeli przedsiębiorca w końcu zapłaci, będzie mógł dochodzić zwrotu zapłaconej kwoty od pozycjonera.

Ps. Zastanawiałem się ostatnio, czy unijny ustawodawca, skoro tak bardzo dba o internautów, że kazał krajom członkowskim wprowadzić niezbyt mądre i potrzebne przepisy o cookies, to może powinien wprowadzić przepis nakazujący, aby każda strona wymuszała otwarcie strony z regulaminem i odczytanie regulaminu (np. przez Ivonę) użytkownikowi :).

napisał/a 7 artykułów na rzecz Bloga SEO

Paweł Chojecki – adwokat zajmujący się prawami na dobrach niematerialnych – znakami towarowymi, wynalazkami, prawami autorskimi oraz wszelkimi aspektami prawnymi związanymi z nowymi mediami i technologiami. Specjalizuje się również w prowadzeniu sporów, w szczególności tych dotyczących własności intelektualnej. www.opclegal.pl

Opinie i Komentarze

Mariusz z techformator.pl 9 maja 2013, 7:12

Z tego co czytałem sam właściciel tego serwisu wprowadzał dane firm, a później chciał wyłudzić od nich pieniądze.
W tym przypadku dochodzi kwestia zawarcia umowy przez nieuprawnioną do tego osobę.

Sebastian Miśniakiewicz 9 maja 2013, 7:44

Mariusz, masz jakiegoś linka do takiej dyskusji „pod ręką”?

Sebastian Jakubiec 9 maja 2013, 10:37

SEO wersja Pobieraczka…

Piotr 9 maja 2013, 20:43

Dokładnie tak jak piszesz to jest jak pobieraczek ale w innej postaci.
Wszędzie tylko patrzą jak oszukać ludzi wykorzystują to że nie czytają regulaminów, no ale co się dziwić szaremu kowalskiemu że nie czyta regulaminu 10stron i jest tak zawiły że go nie można zrozumieć.

Ja nie dawno miałem ciekawą sytuacje z Badoo czy jakoś tak to się nazywa pewnie już wielu to zna.
Dostaje pewnego dnia e-mail z wiadomością że ktoś do mnie ze znajomych pisze w wiadomości napisane proszę podać swój e-mail żeby odczytać wiadomość, wydaje się podejrzane no ale podałem klikam a tam patrze jestem w jakimś serwisie randkowym hmm myślę chwile co to za dziadostwo. Po chwili namysłu uważam że to dziadostwo trzeba usunąć to wchodzę w ustawiania i chce usunąć konto a tam podaj hasło i e-mail, to ja myślę… o jakie hasło oni ode mnie wymagają skoro żadnego hasła nie podawałem tylko dałem e-mail… no nic czytam w sieci jak usunąć konto w Badooo, wyczytałem wiele podobnych sytuacji. Wziąłem dałem przypomnienie hasła na konto po 2 dniach dostałem hasło zastępcze podałem i chce usunąć konto, załamałem się szukałem szukałem było tak schowane żebyś tylko przypadkiem go nie znalazł, ale znalazłem i przechodzę przez mozolny proces usuwania konta jeszcze nigdy się nie spotkałem z czymś takim chyba z 4-5 razy trzeba potwierdzać czy aby na pewno chcesz usnąć konto na ich portalu.

Podsumowując teraz w sieci trzeba uważać gdzie się się loguje co się „kilka” bo na każdym kroku czekają na błąd człowieka.

Sebastian Miśniakiewicz 9 maja 2013, 21:35

Tak, mnie najbardziej denerwuje, że aby coś gdzieś czasem przeczytac trzeba kliknąć „Lubię to” – od razu daję wstecz :)

JAN 9 maja 2013, 15:17

W całym tym mechaniźmie jest jeden moim zdaniem zasadniczy punkt o którym mało kto pisze. Mianowicie rozstrzygnięcie czy faktycznie doszło do zawarcia umowy. Z tego co wiem proces rejestracji w serwisie nie wymaga potwierdzenia adresu email na który wysłano zawiadomienie o rejestracji w serwisie. W mojej ocenie ma to zasadnicze znaczenie albowiem w tego rodzaju umowach kwestia udowodnienia że została ona faktycznie zawarta obciąża stronę która z faktu zawarcia takiej umowy wywodzi skutki prawne. Mówiąc krótko administrator serwisu musi udowodnić, że umowa została zawarta ze stroną władającą adresem email który jest przypisany do danej firmy. Jeżeli nie ma mechanizmu linku zwrotnego wysłanego na konkretny adres email to taki dowód jest praktycznie niemożliwy. Podzielem również pogląd, że cena oferowanej usługi musi być zawarta w ofercie wysłanej do przedsiębiorcy. Więc jeśli ktoś otrzymał email z zaproszeniem do rejestracji an stronie serwisu bez wyraźnej informacji ile to kosztuje to może to być uznane jako wprowadzenie w błąd.

Antek 14 listopada 2013, 23:16

Tego typu procedery oraz podobne będę opisywał na fejsie:
https://www.facebook.com/antoni.przylaszczka.7.

Antek 14 listopada 2013, 23:20

No to teraz ważne. Jak donosi sam Pan Prezes Krzysiu:
Dziś odbyła się rozprawa apelacyjna dotycząca jednej z użytkowniczek płatnego katalogu internetowego e-promujemy.pl. Sąd w ustnym uzasadnieniu podniósł, ze podziela argumentację Sądu Rejonowego, że podczas rejestracji w tym katalogu nie zachowano „wymaganych dalece przejrzystych standardów funkcjonowania w sieci internetowej”, wobec czego nasza apelacja została oddalona i na rzecz pozwanej zostały zasądzone koszty postępowania w wysokości 600,- zł.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *