Filtry, bany

Czy warto używać e-weblinka do pozycjonowania czy depozycjonowania

Czy weblink działa?Do napisania wpisu skłonił mnie wątek na PiO poświęcony e-weblinkowi. Samemu systemowi poświęciłem już trochę wpisów, niektóre osoby wręcz „zarzucają mi”, że za bardzo się skupiam na nim, nieświadomie go promując :). Czy aby na pewno jest tak, jak mówią? U podstaw mojego bloga leży jakość. Z tego też powodu nie ma na nim płatnych recenzji, ponieważ uważam, że szanujący się bloger dla kasy nie może się sprzedać :) A jak opisuję jakiś program to z dwóch powodów – albo jest super, albo … do bani.

Jest jeszcze trzeci powód – rozsiewanie informacji moim zdaniem wprowadzających w błąd. Ostatnio np. ma miejsce usilne promowanie e-weblinka jako softu do depozycjonowania, co w sytuacji, w której program został mocno dotknięty ostatnim updatem Google, jest, mówiąc delikatnie, nie ma miejscu. Kłania się logika – używać softu, który jest na talerzu Google, do depozycjonowania? Przecież to nie ma najmniejszego sensu! Oczywiście PR robi twórca systemu – co powinno też dać do myślenia.

Poniżej odnoszę się do kilku tematów, które ostatnio często pojawiają się w różnych dyskusjach w Sieci.

Dlaczego e-weblink nie pokazuje statystyk systemowych

Zamrożenie statystyk na 2 tygodnie po akcji Google wymierzonej w system mówi samo za siebie – ktoś, kto publicznie od lat nabija się z Google, że nie potrafi on wyplenić SWLi, bez dwóch zdań odtrąbiłby swój sukces w sytuacji, gdyby akcja Google, skierowana na e-weblinka się nie powiodła. Tak się jednak nie stało … a chowanie głowy w piasek (najpierw zamrożenie, a teraz ukrycie statystyk systemowych) daje chyba jasną odpowiedź, jak to było naprawdę z tą skutecznością – moje zdanie jest takie, że system został przycięty co najmniej w 50%, jak nie lepiej. To, że autor softu twierdzi inaczej

xann-spekulacjenie powinno dziwić – a co innego może on napisać?

Czy e-weblink jest skuteczny w pozycjonowaniu

Tutaj pojawiają się argumenty, jak to ostatnio soft był testowany przez Tomka Stopkę i .. jakie to efekty pokazał. Pytam się – co z tego? Skoro użytkownicy używający softu od lat oprócz zwracania uwagi, że artykuł wygląda na sponsorowany, podają inne, bardziej trafne uwagi, jak ta

Xann a tak na serio to jaki sens jest znać Tomasza Stopkę, jeżeli on od 3 lat z swli nie korzystał? Co to za wielki fachowiec, który nie testuje na bieżąco rożnych możliwości? Takich fachowców to na tym forum jest cała masa.

Ostatnio widziałem informację w Internecie, jak to pies prowadził samochód. Amerykanka zostawiła włączone auto, automat wrzuciła na neutral, piesek wskoczył na siedzenie, przypadkowo przesunął wajchę i … auto pojechało do przodu. Czy to oznacza, że psy potrafią kierować? :)

Mamy jeszcze inne stwierdzenia

xann liczą się tylko pieniądze

czy takie

xann-kasa-przeslania

O czymś to chyba świadczy….

Czy e-weblink jest skuteczny w depozycjonowaniu

Tak naprawdę w tej całej „PRowej gadaninie” nie chodzi wcale o depozycjonowanie, a o sprzedaż punktów

xann jelenie

Świadomość ludzi rośnie, Google „odrobiło zadanie domowe” – coraz więcej osób wie, co to są Wskazówki oraz że stosowanie systemów wymiany linków je łamie. No to jak można sprzedać więcej punktów? Proste – wmawiając, że e-weblinkiem da się depozycjonować konkurencję :)

I tyle w temacie weblinka.

Nie powiem, aby program nie działał – nie używam, ale wystarczy prześledzić Internet, aby zobaczyć, że działa, ale …w krótkim okresie czasu – w końcu linki nadal mają wpływ na pozycję. Patrząc się jednak na rosnącą skuteczność Google w wyłapywaniu nienaturalnych linków oraz na rozmowy z osobami, które zgłaszają się do mnie w sprawie wyciągania ich stron z filtrów, muszę niestety zmartwić twórcę e-weblinka – nie widzę dla niego przyszłości w świecie SEO. Rosnąca świadomość Klientów odnośnie Wskazówek dla Webmasterów sprawia, że coraz mniej osób, które poważnie podchodzą do e-biznesu myśli o SWLach. Dodając do tego fakt, że Google ma system teraz „na patelni” sami sobie możemy odpowiedzieć na pytanie, jak to jest z tym pozycjonowaniem i depozycjonowaniem (zwłaszcza tym drugim) za pomocą omawianego systemu.

Nie jest sztuką przejechać raz przez miasto w szybkim czasie, łamiąc wszystkie możliwe przepisy i tracąc prawo jazdy. Na takie coś nie pójdzie osoba, która z e-biznesem wiąże duże nadzieje. Sztuką jest jeździć tak, aby dojechać do celu i nie stracić „prawka”. Bardzo mnie cieszy, że coraz więcej osób preferuje drugi styl optymalizacji i pozycjonowania stron. W sumie trudno się dziwić – jak ktoś raz dostanie filtr za używanie SWLa i posiedzi w nim przez kilka miesięcy/rok, tracąc sporo złotówek, to nic dziwnego, że potem omija go szerokim łukiem. A że zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce pójść na skróty – no cóż: tak to już bywa…

GD Star Rating
loading...
Czy warto używać e-weblinka do pozycjonowania czy depozycjonowania, Czy warto używać e-weblinka do pozycjonowania czy depozycjonowania, 3.7 out of 10 based on 27 ratings Czy warto używać e-weblinka do pozycjonowania czy depozycjonowania

Zobacz inne wpisy z tej kategorii

napisał/a 1334 artykułów na rzecz Bloga SEO

Optymalizacja i pozycjonowanie stron i sklepów internetowych w Google to moja pasja.

Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom rozwiązywać problemy z widocznością ich stron w Google na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC w Polsce.

W 2010 roku roku założyłem pierwszego w Polsce bloga SEO skierowanego nie do branży SEO, ale stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam Wskazówki Google dla Webmasterów, opisuję i komentuję zmiany, jakie zachodzą w algorytmie Google. Publikując wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google, pomagam im zwiększać ruch na stronach z naturalnych wyników wyszukiwania.

SEO to także moje życie zawodowe – firma SEOProfi, której jestem właścicielem, świadczy usługi na rynku polsko, anglo- i niemieckojęzycznym.

Opinie i Komentarze

jehowy 6 kwietnia 2014, 17:51

Boże widzisz i nie grzmisz, za takie debilne wpisy provider powinien zabrać Ci dostęp do internetu.

Sebastian Miśniakiewicz 6 kwietnia 2014, 19:52

Nie ma debilnych wpisów – są debilne komentarze – tym chętniej stosowane, jak pisane przez anonimowych ludzi, któzy nie mają jaj, aby pospisać się z imienia i nazwiska….

Sebastian Jakubiec 6 kwietnia 2014, 19:09

Aż się prosiło… sorki Sebastian ;)

O Tomku cytujesz fragment: „Co to za wielki fachowiec, który nie testuje na bieżąco rożnych możliwości?”, a co w takim razie z Tobą, skoro później piszesz o sobie, że: „Nie powiem, aby program nie działał – nie używam…” :)

A jeśli chodzi o temat – przypomina mi to spór o wyższość jednej ideologii nad inną, jezusicku – nie ma systemów/metod/narzędzi w 100% nieskutecznych, ani takich w 100% skutecznych. Ponadto, aby wiedzieć co będzie najlepsze w danej chwili trzeba wiedzieć jaki mamy cel, jaka jest strona, konkurencja. Nie można skreślić żadnej z metod, nawet jeśli są wątpliwe, ryzykowne – bo metody dobiera się zależnie od potrzeb, a nie na odwrót. O wartości metody decyduje jej zastosowanie w odpowiednim momencie, a nie to czy nam się ona podoba czy nie.

Sebastian Miśniakiewicz 6 kwietnia 2014, 19:51

Seba, promowanie swojego softu jako softu do depozycjonowania, jest poniżej poziomu wszelkiej etyki biznesowej. To, w jaki sposób sprytnie zachęca się ludzi do tego, jest ŻAŁOSNE
Jako bloger powinienem na to zwracać uwagę – dziwi mnie fakt, że inne blogi SEO milczą na ten temat – jednak przez lata przyzwyczaiłem się do tego, że ludzie boją się podpaść, aby móc dalej kupować punkty….
Dobrze, że Internet to nie tylko garstka SEOwców – ale rzesza „zwykłych webmasterów”, którzy wbrew temu, że robi się z nich idiotów, mają własne zdanie.

Przemek Sztal 7 kwietnia 2014, 6:33

„Kłania się logika – używać softu, który jest na talerzu Google, do depozycjonowania? Przecież to nie ma najmniejszego sensu!”
Sebastian, widzę pewną niekonsekwencję. Jeśli pozyskiwanie linków z systemu może spowodować nałożenie na witrynę filtra, to może również (w pewnych przypadkach!) być skuteczne w depozycjonowaniu.

Sorry, ale muszę to napisać. Fragment z kierującym psem jest, delikatnie mówiąc, mało kulturalny.

Sebastian Miśniakiewicz 7 kwietnia 2014, 8:11

Przemek,

teoretycznie jest to możliwe – jednak musisz przyznać – nie siedzisz w sEO od wczoraj – że prosto jest siebie zafiltrować, a zdepozycjonować … robiłeś to, że możesz powiedzieć, czy jest proste, czy też nie? :)

Swego czasu mocno naciskano na mnie, jak napisałem, że 301 z zafiltrowanej obcej domeny nie przenosi filtra – zrobiłem zatem test – nic się nie stało. I co – oczywiście to nie przekonało wątpiących, bo udowodniłem im, że nie mają racji. Zaraz pojawiły się głosy, że „to tylko jedna domena” … – ale wcześniej te same głosy mówiły, że jedną można uwalić !

Podobnie jest i w tej sytuacji.

Co do psa – dlaczego? Przykład przedni moim zdaniem.

Może lepiej napisz mi, dlaczego branżą

1) toleruje trollowanie twórcy weblinka
2) nie wymusza na nim tego, co zrobiło vseo – czyli umożliwienie BEZPŁATNEJ blokady plus UNIEMOŻLIWIENIE linkowania nie swojej domeny??

Chyba trzeba zacząć dyskusję – idę napisać krótki wpis…

Przemek Sztal 7 kwietnia 2014, 9:25

1. Nie chodzi o to czy zdepozycjonowanie e-weblinkiem jest łatwe, tylko czy możliwe. Moim zdaniem możliwe, ponieważ algorytmy wyszukiwania oraz osoby odpowiedzialne za nakładanie/zdejmowanie filtrów są podatne na błędy.
2. Dissowanie kogoś jako specjalisty SEO posługując się cytatem, że nie korzystał z SWLi jest moim zdaniem nie na miejscu. Rozumiem jakieś branżowe spory między konkretnymi osobami, ale Tomek Stopka oberwał chyba rykoszetem.

Sebastian Miśniakiewicz 7 kwietnia 2014, 10:37

ad 1) Ale przecież już to Kaspar w lutym 2012 powiedział, że depozycjonowanie jest MOŻLIWE – ale bardzo trudne. Zauważ, że mamy kwiecień 2013 – a ja dalej muszę się odpowiadać na pytanie, czy depozycjonowanie istnieje ; ale to tylko dowód na to, że zaróno Kaspar w 2012, jak i Karolina w wywiadzie sprzed miesiąca mieli rację, że jest to MEGA TRUDNE

ad 2) Xann podał przykład, ja też przykład obaliłem. Nie widze nic niestosownego

I proszę, że nie ulegaj presji branży – to pod kątem personalnych wycieczek. Denerwuje mnie, że nie potraficie zwrócić uwagi na rzeczywiste problemy – najlepiej rozumiem nie pisac o tym, jak się ludzi robi w konia tak?

Darek Wroński 7 kwietnia 2014, 14:21

Uleganie presji to jedno, a zdrowy rozsądek to drugie. Jeżeli strona może otrzymać filtr za stosowanie SWL-i, to ryzyko jest takie same przy pozycjonowaniu własnej strony jak i depozycjonowaniu witryny cudzej. I tutaj jak najbardziej zgadzam się, że dbając o dobry profil własnych linków ryzyko zaszkodzenia ze strony konkurencji spada, ale tak samo spada to ryzyko, jeśli przy korzystaniu na własny użytek z SWL, jednocześnie dba się także o pozyskiwanie „dobrych” linków.
Jak niby Google ma poznać czy to Ty czy konkurencja linkuje Twoją stronę z SWL?

Sebastian Miśniakiewicz 7 kwietnia 2014, 14:22

Zaraz będzie osobny wpis w tej materii – nosiłem się z nim od jakiegoś czasu…..

Przemek Sztal 7 kwietnia 2014, 19:50

Nie ulegam presji branży – nie korzystam z SWli, ani do dopalania klientów, ani do depozycjonowania konkurentów. Po prostu jest oczywiste, że obie strony wyolbrzymiają – Google skuteczność swoich algorytmów, właściciele SWLi skuteczność tychże. Ja stoję po środku, bo z jednej strony uważam, że depozycjonowanie jest zdecydowanie naganne. Z drugiej to, że ktoś sprawdzi czy depozycjonowanie działa lub pozycjonowanie SWLem przynosi efekty nie oznacza od razu reklamy – może być po prostu neutralnym testem (jak sprawdzenie ile samochód rozpędza się do setki i napisanie o tym nie oznacza od razu promowania niebezpiecznych zachowań na drodze).

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 7:31

Przemek, nie wiem z iloma filtrami miałeś do czynienia – jak pisałem we wpisie nie spotkałem się ANI RAZU ze skutecznym depozycjonowaniem; tzn. takim – od razu uściślę – gdzie można byłoby mówić, że to NA PEWNO było TO.

Wykreował się mit, w który

a) początkujący wierzą – i kupują punkty, wywalając kasę w błoto
b) wiele osób z branży wie – ale boi się napisać – lub nie chce podpaść „kolegom”

To b) sprawia, że czuję coraz większe obrzydzenie do tego typu postaw…

Przemek Sztal 8 kwietnia 2014, 7:42

Właśnie w tym rzecz, że o tym czy depozycjonowanie działa może powiedzieć:
1. Właściciel witryny, który zna temat i wie, że nie pozyskiwał nienaturalnych linków i nie korzystał w tym zakresie z usług firm zewnętrznych.
2. Osoba, która testowo spróbuje zdepozycjonować własne witryny (własne, żeby mieć pełny wgląd w podejmowane działania).

Osoba zdejmująca filtr ze strony, która była pozycjonowana przez firmę zewnętrzną często nie może określić, czy linki zostały pozyskane w ramach pozycjonowania czy depozycjonowania.

I najważniejsze – jestem zdecydowanym przeciwnikiem takich nieetycznych działań. Tylko jeżeli depozycjonowanie jest bardzo trudne, to temat nie jest taki ważny. Skoro to nie działa, to nawini niech próbują, tracąc przy tym swój czas i pieniądze.

Właśnie nie rozumiem tej chęci edukowania osób, które zechcą wykorzystać SWLe do prawie niedziałającego depozycjonowania. Jest tu sprzeczność. Skoro posuwają się do nieetycznych metod, to nie powinno nas martwić, że się na nich zawiodą.

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 8:11

„Właśnie nie rozumiem tej chęci edukowania osób, które zechcą wykorzystać SWLe do prawie niedziałającego depozycjonowania.”

Odpowiedz mi proszę na pytanie – dlaczego tylko w kuluarach, a nie publicznie, mówi się o tym, że depozycjonowanie de facto nie działa?

Czy aby nie dlatego, aby zarobic na naiwniakach, którzy kupią punktu, naiwnie licząc, że ściągną nimi konkurencję w dół?

Przemek Sztal 8 kwietnia 2014, 8:50

Nie wiem – wolę troszczyć się o właścicieli witryn niż o pozycjonerów, którzy chcą uciekać się do depozycjonowania. Nawet jeśli są tacy nawiniacy to, jeśli takie działania nie będą skuteczne, metoda umrze śmiercią naturalną. Nikt nie będzie płacił kolejny raz za coś co nie działa.

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 10:03

Ja też, Przemek – i dlatego powstał ten wpis. Bo jak mnie się pytają zwyklłę osoby, jak to jest z tym depozycjonowaniem, bo „podobno to działa i trzeba uważać” to znaczy, że czytają różne bzdety w Sieci, a wiesz, jak to jest z bzdetami -= im ich więcej, tym zaczynasz w nie wierzyć.
Wiesz, że ponad 90% Rosjan uważa, że Putin na Krymie się dobrze „zachował”? No ale nie dziwmy się – skoro nie widzieli np. w telewizji transmisji z rozpoczęcia olimpiady live – wiemy, że zgasło jedno kółko’; ale to my wiemy, bo oni dostali … podstawiony obraz.
Ludźmi jest łatwo manipulować, jak się im serwuje w kółko różne bajki.

Miłosz 7 kwietnia 2014, 16:58

Sebiastian, ależ Ty się uparłeś, że SWL’em to trzeba linkować od razu bezpośrednio stronę klienta/główną stronę własnego projektu. A nie można linkować osobnej stronki zrobionej specjalnie pod bardziej agresywne techniki ze świadomością tego, że może zostać ukarana i najwyżej jak dostanie filtr to się ją oleje i zrobi nową, a stronkę klienta robić bardziej white?
PS. To trochę mi przypomina przypadek księdza mówiącego o najskuteczniejszych metodach aktykoncepcji i o tym jak najlepiej wychowywać dzieci…

Sebastian Miśniakiewicz 7 kwietnia 2014, 17:26

Miłosz – ale ja to wiem. Chodzi mi o skrajne przypadki – wpis nie był o sposobie promocji, a o depozycjonowaniu i podejście polskiej branży SEO do tematu
Z tym księdzem to pojechałeś….

Rafał 7 kwietnia 2014, 20:46

Co do przypadku księdza to jakbyś Ty wysłuchał tysiące kobiet i mężczyzna na spowiedzi, ludzi którzy przychodzą porozmawiać o różnego rodzaju problemach rodzinnych to myślę, że jednak miałbyś pojęcie np na temat wychowywania dzieci :). Więc moim zdaniem akurat to porównanie nie jest trafione.

Ja przyznam się, że w ciągu tych kilku lat pracy nie używałem jeszcze swli do pracy ze stronami Klientów (tzn próbowałem i testowałem na swoich kilku stronkach aby po prostu wypróbować) i jakoś do tej pory nie narzekam na brak Klientów i nie muszę wyciągać żadnych stron z filtra. Pracy było dużo i na pewno było to kosztowne ale teraz procentuje. Pamiętam, że na początku jak zaczynałem wielu znajomych napaliło się na łatwe zarobienie pieniędzy i pracowało ze stronami Klientów praktycznie samymi swlami. Obecnie oni już nie prowadzą tego typu biznesu a ja dalej „walczę” :). Każdy więc sam może ocenić skuteczność tego typu metod a, że Xann pięknie wszystko koloryzuje to każdy z nas wie :)

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 7:28

„a, że Xann pięknie wszystko koloryzuje to każdy z nas wie :)”

To powiedz mi, dlaczego nikt tego nie chce napisać?

Boi się – czy należy do „towarzystwa wzajemnej adoracji”?

Bo jak to drugie – do czego się skłaniam – to mierna ta nasza branża, oj mierna…

Rafał 8 kwietnia 2014, 9:50

Nie wiem dlaczego nikt nie chce napisać o tym, ja po prostu do jego słów nie przywiązuje wagi :) i nie korzystam z jego „cudownych” narzędzi” ale niepokoi mnie fakt, że tak dużo ludzi go broni chociaż on chce łamać prawo zachęcając niejako do depozycjonowania.

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 10:13

Rafał, bo ludzie używają do pozycjonowania swoich stron systemu i boją się, że jak coś napiszą, że „podpadną” – takie sygnały dostałem już kilka razy.
Pozostawiam to bez komentarza.

Miłosz 8 kwietnia 2014, 15:56

Ja się trochę w telewizji nasłuchałem posła Macierewicza o wypadku/katastrofie samolotu, ale ekspertem lotniczym się nie czuję ;) Ale nie chodziło mi tu o jakąś uszczypliwość wobec księży.

To, że Xann koloryzuje to chyba oczywiste każdy chwali swój biznes jak może. To chyba dosyć normalne, że ktoś chwali swoje.

Wg. mnie problem z SWL’ami nie jest taki, że są dobre czy złe, działają czy nie działają tylko w tym, że nie wszyscy wiedzą do końca jak to działa i że można sobie zrobić ziazi… Jeśli ktoś używa świadomie i wie czym to grozi i jest na to gotowy to niech używa, a jeśli wyprzedza tych co robią czysty white hat to tylko ich zazdrość, on powinien dostać za to co robi po łapach od Google. Edukować trzeba tych co nie wiedzą czym to grozi i mogą sobie nieświadomie zaszkodzić ufając reklamie. Jak ktoś zaufa reklamie i będzie codziennie pił po 5 Tigerów to będzie miał problem ze zdrowiem, ale jak wypije raz w miesiącu na pobudzenie to czemu nie. To samo jest z SWL’ami.

Sebastian Miśniakiewicz 9 kwietnia 2014, 8:20

Dzięki Miłosz za komentarz.
Otóż to – ja edukuję tych, co dają się zwodzić kryptoreklamie – zgadzam się, że jak ktoś wie CO i JAK, to jest to jego problem.
Jak jednak mi ludzie piszą, że firma SEO gwarantowała whitehat SEO – na co Klient nalegał ! – po czym kupowała linki w systemach – to … podziwiam „specjalistów” za to, że są w stanie posunąć się do kłamstwa, aby zdobyć Klienta. A że potem wpadnie w filtr … no cóż, z reguły pada stara śpiewka „to nie my, to Google” :)

Sebastian Matysik 17 kwietnia 2015, 13:51

Ostatnio sporo mówi się że e-weblink czy prolink mogą szkodzić i są łatwo wykrywalne przez Google.
Ja nigdy defakto nie korzystałem z SWL do pozycjonowania, jedynie z GotLink do do dopalenia precli.
Jakie mógłbyś obecnie polecić systemy SWL do linkowania zaplecza, strony docelowej czy też przekierowania 301? :)

Sebastian Miśniakiewicz 17 kwietnia 2015, 14:59

Hej Sebastian.

Od lat nie polecam SWLi – na blogu promuję zdrowe SEO, nastawione na rozwój serwisu :)

Precle to przeszłość – wykorzystywanie ich do promocji strony, czy nawet zaplecza, co coś, co właściciel serwisu, jeżeli myśli o stabilnych pozycjach w Google, powinien unikać :)

Sebastian Matysik 17 kwietnia 2015, 15:09

dzięki za odpowiedź :)
Stosuję precle wysokiej jakości umieszczane na prywatnych bazach bez spamu, i jest to dość skuteczne.
A mam do Ciebie pytanie, korzystasz z jakiś softów budowania backlinków? Ja też preferuję white hat, ale duża część pozycjonerów, piszą o tym np. na PIO korzysta z takich softów które przyśpieszają link building.

Sebastian Miśniakiewicz 17 kwietnia 2015, 21:15

Nie używam takich programów.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *