Filtry, bany

Czy używanie systemów wymiany linków pomaga w 2013 w pozycjonowaniu

Stop linkom przychodzącymW swoim wczorajszym wpisie na blogu Paweł pokusił się o oparcie na faktach tego, co jest wiadome de facto od dawna – używanie systemów wymiany linków działa i daje wymierne efekty.

Zakończył wpis ciekawym stwierdzeniem

No to teraz powstaje pytanie: do kiedy i jak długo taki stan będzie trwał ?

i do niego mam zamiar się odnieść, zadając pytanie w innej formie

Jak długo korzystanie z SWLi pomaga stronie, a kiedy zaczyna szkodzić?

Aby była jasność – mam swoje grono „wielbicieli”, którzy czasem próbują mi wmówić, że czarne jest białe, a białe czarne – SWLe dają pozycje, proszę nie pisać zatem w komentarzach, że celem wpisu jest pokazanie, że nie działają. Celem wpisu jest uświadomienie innym osobom niż pozycjonerzy, czyli ich Klientom, że zabawa z systemami na firmowej domenie może się źle skończyć dla ich strony. Osobę, która ma do czynienia w pozycjonowaniu Klientów praktycznie z tymi systemami często poznamy po tym, że w przypadku spadków pozycjonowanej strony nie ma obiekcji, aby… zaproponować Klientowi zakup nowej domeny jako lekarstwo na wyjście z filtra czy bana. Ciekawy jestem tylko, kto wtedy ponosi koszty rebrandingu firmy…

Z mojej praktyki, bazującej na audytach stron, które spadły w wynikach wyszukiwania, powiem, że nie ma jakiejś reguły co do czasu, kiedy Google „zorientuje się” o używaniu SWLa na danej stronie. Widziałem strony, które wpadły w filtr prawie że od razu – 2/3 tygodnie od rozpoczęcia kupowania linków, czy to w SWLach, czy na giełdach linków. Miałem i takie, które zakończyły zajmowanie wysokich pozycji w Google dopiero po okresie paru lat. Paradoksalnie – pierwsza sytuacja jest lepsza. Dlaczego?

Jeżeli ktoś pozycjonuje się za pomocą SWLi to nie zdobywa dla strony wartościowych linków, tylko co chwilę pojawiają się nowe linki na innych stronach – a stare odnośniki znikają. Z reguły jest duża pokusa, aby przyspieszyć działania w sytuacji, gdy użytkownik widzi pozytywne rezultaty zastosowanych działań – kupił x punktów – wzrost spoza TOP100 na TOP30. No to teraz kupuje on 10x i liczy na TOP3. I najczęściej właśnie  wtedy Google „wkracza do akcji”.

Jeżeli ktoś „zaczął przygodę” z systemami niedawno to łatwiej posprząta po sobie niż ten, kto aktywnie używa ich od lat. Jest to logiczne i nie wymaga chyba komentarza – jak rozsypiemy garść piasku przed wejściem do domu to zamiecenie jej to chwila. Rozsypmy jednak kilka wiader, albo …. wywrotkę – i sprawa znacznie bardziej się komplikuje. Znam przypadki, gdzie strona od sierpnia 2012 jest w filtrze, mimo, że aktywnie podejmowane są próby przywrócenia jej do indeksu. Jak na razie – bezskutecznie.

Czy Google w przypadku stron, które używały od dawna systemów stosuje praktykę „czyśćca”, trzymając je dłużej w filtrze niż strony, które tylko „dotknęły” tematu? Coraz bardziej zaczynam w to wierzyć. Obecnie do wyjścia z filtra nie wystarczy użyć disavow toola. Po wprowadzeniu narzędzia do zrzekania się linków osoby dla których SEO to tylko linki i systemy śmiały się z tego. Mówiły, że teraz będzie łatwiej, bo wystarczy podać przy wejściu strony w filtr na tacy źle linki i … zostanie posprzątane. Ale Google przygotowało niespodziankę.  Jak ostatnio potwierdził John Mueller aby wyjść z filtra oprócz zrzeczenia się linków trzeba po sobie posprzątać. A ponadto – udowodnić Google, że próbowaliśmy usuwać wskazane w pliku linki. W ten sposób pozycjonowanie oparte o Swle staje się jeszcze bardziej ryzykowne i szczerze nie polecam jego tym osobom, które chcą budować stabilną i mocną pozycję swojej strony w Google.

Pamiętajmy też, że osoba z SQT może sprawdzić, jakie strony zajmują wysokie pozycje pod dana frazę – a wtedy używanie SWLi będzie widoczne od razu, co jasno wykazał Paweł w swoim wpisie. W dzisiejszej dobie, gdzie mamy możliwość zablokowania się w SWLach oraz użycia narzędzia disavow tool do zrzekania się niechcianych linków brak ich użycia jest moim zdaniem „przyznaniem się do winy”. Google nie wnika, czy webmaster jest świadomy, że korzystanie z systemów wymiany linków nie jest zgodne ze Wskazówkami dla Webmasterów. Liczy się fakt ich użycia. Dlatego osoba, która zleca pozycjonowanie swojej strony powinna moim zdaniem upewnić się, czy strona będzie pozycjonowania za pomocą Swli. Oczywiście odnosi się to tylko do sytuacji, gdzie Klient firmy SEO jest Klientem świadomym – tzn. zna wartość swojej domeny i nie pozwoli nieodpowiedzialnej osobie „wystrzelić ją w kosmos”.

Oczywiście jest jeszcze kwestia tego, czy Klient jest świadomy faktu, że w wyniku pozycjonowania jego strona może zostać ukarana przez Google. Ale to juz temat na inny wpis…

GD Star Rating
loading...
Czy używanie systemów wymiany linków pomaga w 2013 w pozycjonowaniu, Czy używanie systemów wymiany linków pomaga w 2013 w pozycjonowaniu, 6.8 out of 10 based on 6 ratings Czy używanie systemów wymiany linków pomaga w 2013 w pozycjonowaniu

Zobacz inne wpisy z tej kategorii

napisał/a 1334 artykułów na rzecz Bloga SEO

Optymalizacja i pozycjonowanie stron i sklepów internetowych w Google to moja pasja.

Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom rozwiązywać problemy z widocznością ich stron w Google na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC w Polsce.

W 2010 roku roku założyłem pierwszego w Polsce bloga SEO skierowanego nie do branży SEO, ale stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam Wskazówki Google dla Webmasterów, opisuję i komentuję zmiany, jakie zachodzą w algorytmie Google. Publikując wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google, pomagam im zwiększać ruch na stronach z naturalnych wyników wyszukiwania.

SEO to także moje życie zawodowe – firma SEOProfi, której jestem właścicielem, świadczy usługi na rynku polsko, anglo- i niemieckojęzycznym.

Opinie i Komentarze

Przemek 23 lutego 2013, 12:36

Czytam systematycznie Twój blog (a także inne) i porady na nich zawarte staram się wprowadzić w życie. Postawiłem na unikalny i często pojawiający się content, aktywnie wykorzystuję socialmedia, przestałem linkować z katalogów itd. Mój wniosek jest taki, że niestety ale nic to nie daje a moje pozycje ani drgną. Mało tego, lecą w dół a podstrony są gdzieś daleko. Coraz częściej się ;przekonuję, że stare metody nadal się sprawdzają.

Sebastian Miśniakiewicz 23 lutego 2013, 12:42

Przemek, na pewno stare metody działają. Pytanie, jak bardzo przekraczasz granice – a i co robi konkurencja.
Ja od jesieni obserwuje dwa trendy
1) Klienci coraz bardziej naciskają na bezpieczne metody
2) Google coraz lepiej wychwytuje nienaturalne linkowanie.
Wnioski pozostawiam Tobie.
Ja tez nie od razu miałem taką skórke na blogu, ruch czy pozycje w Google…

Przemek 23 lutego 2013, 15:15

Sebastian, ja się męczę, optymalizuję, a konkurencja nie specjalnie mocna mi odjeżdża a nawet nie mają zoptymalizowanej strony na poziomie podstawowym nie mówiąc o innych zabiegach. Zerknę w ich profil linków to mają sam syf ale jednak ciągle działający. Można mówić, że nie nie działa to na dłuższą metę ale działa już ponad 6 miesięcy a ja się męczę. Prawda jest taka, że zanim (i czy kiedykolwiek) moja strona załapie to ja szybciej zwinę zabawki.

Sebastian Miśniakiewicz 23 lutego 2013, 15:30

Przemek, na pozycję strony ma wpływ

1) reputacja domeny
2) strona – jakość i zawartość
3) linki

Podejście rozumiem – ale wiesz, ja jednak wolę jechac przez miasto „troche ponad” 50 niż od razu 120.
To już jest kwestia podejścia.
Siedząc w branży od lat widzę często w SERPach dla danych zapytań nowe firmy – po których po kilku miesiącach nie ma śladu… O czymś to świadczy.

A co do „zwijania” – nie można biznesu opierać tylko na jednej „nodze”. Podstawowa zasada w biznesie – tutaj się zgodze z Google.

Masz Adwords, masz porównywarki, możesz pisac bloga eksperckiego czy prowadzić forum branżowe – jest wiele pomysłów. A że trudno je wdrożyć w życie – a kto powiedział, że biznes to „pikuś”? :)

Przemek 23 lutego 2013, 17:00

Sebastian, reputacja domeny, SWL nigdy nie używałem, śmietnika na nim nigdy nie było co jest do sprawdzenia w archive.org. Jakość i zawartość strony myślę, że co najmniej tak dobra jak u konkurencji a w wielu wypadkach lepsza.

Chodzi o to, że ja prowadzę serwis informacyjny w danej branży a przegrywam ze stronami firmowymi. Mam aktualności, artykuły, forum, galerie, katalog firm itd. a moje strony są daleko.

Nie stoję na jednej nodze tylko szkoda, ze jedną będzie trzeba zwinąć, zawsze lepiej stać na dwóch:)

Sebastian Miśniakiewicz 23 lutego 2013, 17:43

Nie wiem, nie znam serwisu, o którym mówisz :(

Zombi 23 lutego 2013, 15:38

Pytanie tylko czy nie szkoda życia, czas można spędzić na tylu przyjemnych czynnościach, po co tracić godziny i pocić się wymyślając jak tu naturalnie pozyskać jeden link. Kampanie w SWLach można skonfigurować tanio i szybciej niż reklamę Adwords, efekty są błyskawiczne.
Uprzedzając pytanie o to że robimy krzywdę witrynie. Zawsze można zrobić dwie witryny, jedną doładować SWLami a druga niech sobie będzie pozycjonowana naturalnie.

Zombi 23 lutego 2013, 15:44

Uprzedzę kolejne pytania.

Mówiąc o dwóch witrynach nie mam oczywiście na myśli portali, tylko tradycyjne stron firmowe z kilkoma zakładkami.

Sebastian Miśniakiewicz 23 lutego 2013, 15:48

Stronę firmową tez mozna fajnie rozbudować :)

Sebastian Miśniakiewicz 23 lutego 2013, 15:47

Zombi – to już kwestia podejścia.
Zauważ, że największe sukcesy odnoszą w życiu pasjonaci i wizjonerzy – SWL OK, daje pozycje – ale nie buduje żadnej wartości dodanej.
Pomysł z dwoma witrynami to jest coś – zauważ jednak, że zamiast – przy dużym serwisie – ładowac tysiące w SWLe – można je wydać na zbudowanie np. portalu.
Nie pisze tego o tysiącach ot tak – w wakacje rozmawiałem z firmą z branży budowlanej, która na SWLe wydawała … prawie 20tys złotych – miesięcznie. Jak myślisz, jak przestaną płacić, co się stanie?
A poza tym – co by mogli zbudowac za ćwierć banki w skali roku? :)

Kapsel 24 lutego 2013, 12:59

Utwierdzam się w przekonaniu, że nie zajmujesz się pozycjonowaniem, a raczej szeroko pojętą „SEO-analityką”.
Trochę jak krytyk filmowy, z łatwością oceniasz i wytykasz, co rodzi duży apetyt, żeby zobaczyć Twoje „filmy”/projekty…

Od jakichś 5 lat co parę miesięcy ktoś wieszczy koniec SWL-i, a topowe frazy niezmiennie są głównie na nich zbudowane.

Moje doświadczenia są takie, że witryna trzaskana SWL-ami oczywiście jest narażona na kary ze strony algo/SQT, natomiast to w niczym nie implikuje, że witryna nie dotknięta tymi narzędziami będzie zyskiwać pozycje, albo nie straci raz
wypracowanych.
Różnica jest taka, że jak ktoś zapyta o spadek SWL-owanej domeny, to każdy z miejsca potrafi wskazać przyczynę spadku, ale jak padnie pytanie o spadek witryny niepozycjonowanej, to mało kto ma coś sensownego do powiedzenia :)

Sebastian Miśniakiewicz 24 lutego 2013, 16:54

Kapsel, zwróciłeś uwagę może na początek wpisu? Jeżeli zarzucasz mi coś takiego, co automatycznie i zarzucasz Zgredowi to :) – chyba się trochę zagalopowałeś…

Poza tym sugeruję przeczytać wpis ze zrozumieniem, a nie od razu iść „piowym podejściem”.

1) Napisałem, że używanie SWLi pomaga
2) Zadałem pytanie, do kiedy

Nie wieściłem końca SWLi, wyrosłem z tego… Poza tym – one są dla mnie dobre – dzięki „pracy” tym, którzy ich używają mogę robić np. audyty i wyciagac strony z filtrów. Także można powiedzieć – kibicuję tym, co im używają…

Co do ostatniej części wypowiedzi – jak parę miesięcy temu postanowiłem „zmierzyć się” z PiO to dwa razy sprawdzano mnie – za pierwszym razem wskazałem przyczynę, co zostało skwitowane „nabijaniem się” z pytającego – „męczyłeś się tyle, a Sebastian od razu wskazał przyczynę spadku”. Po tym razie jakoś nie znalazł się chętny – do merytorycznej dyskusji, bo do obrażania, wręcz prawie że wyzywania chętnych było sporo….

vindicator 24 lutego 2013, 21:40

Niestety SWLe stają się coraz mocniejsze, obserwuję je ostatnio w branży serwisów komputerowych. Można mieć świetną i unikalną treść, mnóstwo zdjęć, a i tak przegra się z jakąś marną wizytówką, pozycjonowaną z kilku tysięcy stron typu „świat majtek”. I jak tu wytłumaczyć klientowi, że white hat popłaca bardziej :/.

Sebastian Miśniakiewicz 24 lutego 2013, 22:44

Na pewno nie jest łatwo.
Jednak od pewnego czasu obserwuję trend, zgodnie z którym ludzie coraz częściej nie chcą iść na skróty. OK, to nie jest liczna grupa – ale są to osoby „po przejściach” – dostali filtr, długo zajęło wychodzenie z tego – i teraz nie chca powtórki „z rozrywki”. Rok 2012 juz sporo przybliżył z tematyki SEO do „zwykłych webmasterów” …

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *