Filtry, bany

Czy Google jest w stanie wiedzieć, kto kupuje punkty w SWLach

Po ostatniej ręcznej interwencji SQT znowu sporo poruszenia. I, jak do tej pory bez zmian – nie mniej stwierdzeń, że Google skąd ma niby wiedzieć, że ktoś kupuje linki?

To odnośnie wypowiedzi Kaspara, który wczoraj, informując o tym, że na dniach będą widoczne efekty nałożenia na wybrane strony z różnych branż ręcznych filtrów za złamanie Wytycznych Google dla Webmasterów

pytanie: A co jeżeli to konkurencja linkuje z SWLi?
odpowiedź: Po dokładnej analizie wszystkich sygnałów nie mamy wątpliwości, że to nie jest konkurencja.

Dziwię się poruszeniu i powszechnemu przekonaniu, że „ja wiem lepiej, Google nie wie, kto kupuje linki – bo i skąd”. Śmieszne.

W końcu ktoś napisał w jednym z wątków poświęconych wczorajszej informacji, że przecież są sposoby na to, aby system dowiedział się o tym, kto kupuje linki

Google nie musi sprzedawać punktów żeby mieć pewność. Wystarczy, że zajrzą w dane konta do którego przypisana jest strona w GWT. Czyli SQT dostaje spam raport i przygląda się kontu, jeśli ktoś taki wyszukuje prywatnie „listy AA do Scrapeboxa”, a w gmailu ma mejle od prolinka, no to chyba nie ma z czym dyskutować.

Oczywiście, pozostaje kwestia, jak konkurencyjna firma kieruje na stronę konkurencji linki z SWLi – ale i w tym przypadku system „widzi”, że to nie właściciel/zweryfikowana osoba za tym stoi.

Ze sprawdzaniem poczty tylko jakoś nie mogę się zgodzić, chociaż… nie czytałem warunków używania Gmaila. Nie robię tam takich rzeczy, abym miał się obawiać :) Trzeba jednak pamiętać, że Google to amerykańska firma, więc moga inaczej traktować kwestię prywatności emaili…

Spostrzeżenia potwierdza inny użytkownik

To jest właśnie ciekawy trop i też się nad tym ostatnio zastanawiam. Bo przecież nawet jak człowiek nie jest zalogowany, to Google praktycznie wie po jakich stronach chodzi dane IP (czyli z danym prawdopodobieństwem dana osoba), czego szuka, do tego jeśli ręcznie sprawdzi site domeny albo zaloguje się do centrum dla webmasterów/zainstaluje analytics, to praktycznie można to już powiązać z administratorem strony. Jeśli dodać do tego „podejrzane” linki przychodzące to już jest kompletny obraz i można uznać, że ktoś sam sobie „źle” linkuje…

Oczywiście ktoś powie, że można być wylogowanym z usług Google, używać innej wyszukiwarki… Ja na to – np. jak ktoś przejdzie ze swojej strony na stronę domową jakiegoś systemu wymiany linków i za kilka dni/kilkanaście one się pojawią – to co?Nie zostanie żaden ślad w systemie? czytając tego typu wypowiedzi mam wrażenie, że wiele osób, które rzucają takimi stwierdzeniami, że „skąd Google ma wiedzieć” nie ma zielonego pojęcia chociażby o tym, jak działają programy komputerowe, co to jest logika – itp. itd. Wymyślałem i nadzorowałem wdrażanie w kilku firmach programów komputerowych – do wielu rzeczy można dojść prościej, niżby się mogło to wydawać. A Google ma przecież potężne zasoby, więc jest to jeszcze bardziej proste… Potem powstają tasiemcowe wątki, ludzie żalą się, pomstują na Google – i co? I nic.

Osobiście mam trochę tego „dość” – ciekawy jestem, czy zwykli userzy Internetu widzą problem w polskich SERPach? Bo jak na razie to całe larum podnosi grupa osób, która zawodowo siedzi w temacie. Ta grupa to promile promili userów. Jeżeli tylko im nie odpowiada to, co robi Google – to uważam, że SQT dobrze pełni swoją rolę.

Znajomy ostatnio szukał informacji na temat urządzania ogrodu. Wpisując różne zapytania znalazł za każdym razem szybko poszukiwana informację. czyli jest OK.

A że czasem widać coś dziwnego – to tutaj już jest pole do popisu dla branży SEO, aby zgłaszała anomalie. Przecież zwykły użytkownik Internetu nie czyta blogów i for branżowych, nie będzie wiedział, że Kaspar na Twitterze podał adres formularza, gdzie można zgłaszać nieciągłości związane z Pingwinem.

Apel – ludzie, weźcie się w garść. A jak używacie SWLi to nie piszcie, że Google jest be – bo Wytyczne znacie bardzo dobrze (mam nadzieję…)

GD Star Rating
loading...
Czy Google jest w stanie wiedzieć, kto kupuje punkty w SWLach, Czy Google jest w stanie wiedzieć, kto kupuje punkty w SWLach, 7.6 out of 10 based on 5 ratings Czy Google jest w stanie wiedzieć, kto kupuje punkty w SWLach

Zobacz inne wpisy z tej kategorii

napisał/a 1334 artykułów na rzecz Bloga SEO

Optymalizacja i pozycjonowanie stron i sklepów internetowych w Google to moja pasja.

Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom rozwiązywać problemy z widocznością ich stron w Google na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC w Polsce.

W 2010 roku roku założyłem pierwszego w Polsce bloga SEO skierowanego nie do branży SEO, ale stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam Wskazówki Google dla Webmasterów, opisuję i komentuję zmiany, jakie zachodzą w algorytmie Google. Publikując wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google, pomagam im zwiększać ruch na stronach z naturalnych wyników wyszukiwania.

SEO to także moje życie zawodowe – firma SEOProfi, której jestem właścicielem, świadczy usługi na rynku polsko, anglo- i niemieckojęzycznym.

Opinie i Komentarze

dave84 16 maja 2012, 8:11

„a w gmailu ma mejle od prolinka, no to chyba nie ma z czym dyskutować.” – a to czytają nasze maile?:P
NIE DA SIĘ sprawdzić kto kupuje linki, jeśli administrator systemu tego nie zdradzi.
No chyba że ktoś jest na tyle głupi np., że kupuje z normalnego firmowego maila itp.
Jest jeszcze kwestia czy to normalny system czy wewnętrzny w jakiejś większej firmie…

Seo-Profi 16 maja 2012, 9:01

@dave84 – ludzie różne dziwne rzeczy robią z prywatnych kont :)

Kapsel 16 maja 2012, 9:58

Moim zdaniem właściwy obraz niedoskonałości algorytmu/zespołu Google jest fakt, że nie radzą sobie z SWL-ami jako takimi i muszą się uciekać do karania domen linkowanych, zamiast zerować moc linkujących.

Zaś co do „zwykłych userów” – ostatnio na Wykopie na główną trafiły żale użytkownika, że nie może w Google czegoś tam znaleźć – w komentarzach jest sporo dyskusji w temacie i jakoś nie wygląda, żeby Ci „zwykli userzy” byli zachwyceni tym co dziś otrzymują. Oczywiście oni w większości nie są komputerowymi laikami, ale też ciężko uwierzyć, żeby znów sami pozycjonerzy sobie na Wykopie dyskutowali…. :>

Seo-Profi 16 maja 2012, 10:04

Kapsel, podeślesz linka – aby go nie szukać?
Kaspar (chyba nawet w moim wywiadzie) już wspomniał, że sobie z tym radzą, jak go zrozumiałem (nie mam teraz tego fragmentu przed nosem).
Nie wiemy, czy nie zerują już mocy takich domen – skąd? :)

Kapsel 16 maja 2012, 10:13

Nie zerują mocy tych domen, bo przecież pozycjonowanie SWL-ami ma się doskonale!
Wylatują pojedyncze serwisy, trochę wygląda jakby wręcz „na pokaz”, a cała reszta funkcjonuje zupełnie normalnie.

Weź jakąś trudniejszą frazę i przeanalizuj bazę linków dla witryn z top10, niemal wszystkie jadą na SWL-ach.

Można oczywiście dużo rozmawiać nt. budowania kampanii SEO w oparciu o optymalizację i naturalne pozyskiwanie linków, ale pokaż mi przykłady sukcesów takich kampanii dla trudnych haseł… wszyscy byśmy bardzo chcieli rozwijać sieć, tworzyć wartościowe treści, itd., rzecz w tym, że w praktyce to po prostu nie działa.

Przykład z podwórka: prowadzisz blog o pozycjonowaniu, tworzysz z 5x tyle treści co konkurenci, a na hasła typu „pozycjonowanie” czy nawet „blog o pozycjonowaniu” witryny nie widzę :) Nie to, żebym chciał dopiec, ale pora chyba zderzyć się z rzeczywistością zamiast ją zaklinać.

Seo-Profi 16 maja 2012, 10:19

@Kapsel – blog seo i seo blog jestem wysoko – o frazie blog o pozycjonowaniu nie myślałem :)
A fraza „pozycjonowanie” nie jest frazą wartą uwagi – pod kątem konwersji. Wiele osób już to mówiło… Na bloga trafiją ludzie poszukujący informacji – mam swoje statystyki i wiem, jak to wygląda. I o to chodzi – o zbudowanie marki – ale bardziej w dłuższym, niż krótszym okresie czasu. Mi nie zależy na jednotygodniowym wbiciu się w TOPy – to nie ma sensu

Masz rację z tymi SWLami – i dlatego powtarzam, warto obserwować, co się dzieje. No cóż – na skróty zawsze jest bliżej – ale nie dla kogoś, kto myśli o tym powaznie i długofalowo.

dave84 16 maja 2012, 13:23

Sebastian – trochę się nie zgodzę, bo jeśli chociaż przez kilka dni będziesz na 1 miejscu na „pozycjonowanie”, wtedy większość ludzi z branży pozna Twój blog (pewnie będzie poruszenie na blogach, forach itp.), więc moim zdaniem powinieneś spróbować. Od razu się przekonają wszyscy czy można „normalnymi” technikami być wysoko na przynajmniej średnią frazę.

A z tymi SWLami to śmieszna sprawa, bo cierpią praktycznie tylko wybrani ręcznie.

Seo-Profi 17 maja 2012, 7:54

Dzięki dave84, pomyślę nad tym :)

Wilk 16 maja 2012, 18:29

Seba, zlituj się i nie traktuj Kaspara jak wyroczni, przeciez wiadomo, ze nieraz mu juz sie zdarzalo mowic PR-owe bzdury. Co do sledzenia tropów: owszem, sam jestem zwolennikiem opcji „paranoicznej” co do tego ile danych zbiera Google. Ale jednoczensie trzeba pamietac, ze jesli ktos jest caly czas wylogowany i regularnie czysci cookies to sprawa wyglada inaczej. IP wspoldzielone miedzy wiele osob wcale nie jest zjawiskiem niszowym.

Seo-Profi 17 maja 2012, 7:53

@Wilk – nie miałem na celu tak napisać. Wiem, że jest pracownikiem PR :) Po prostu – nie jestem guru w obchodzeniu zabezpieczeń – mam wrażenie, że Google wie więcej, niż mówi. Ot co :)
Dzięki za dobry komentarz – jak zawsze!

Dawid 25 maja 2012, 16:57

Też trafiłem tu „przy okazji” szukania czegoś innego…

Ale może dodam coś od siebie nt. śledzenia użytkownika na każdym kroku.
1) Dlaczego Google, RyjBuk i inni więksi gracze zakładają, że każda osoba, która chce założyć konto w YouTube(i prawdopodobnie innych usługach Google Inc.) posiada telefon komórkowy i może wklepać otrzymany kod?

Konto próbowałem założyć wczoraj, nie widziałem opcji „nie posiadam telefonu komórkowego”

2) O „tajnym” wysyłaniu danych przez proces GoogleUpdate.exe też było głośno jakiś czas temu

3) Dopiero niedawno RyjBuk przestał zapisywać w podwójnym ciasteczku info. o wylogowaniu z Facebooka dzięki czemu odwiedzając stronę, na której ktoś dodał skrypt lajkowania dane o tym było wysyłane do FB?

4) Analytics, Mapy, skrypty AdSense, GWT, GMAIL, Blogger i właśnie logika to kolejne czynniki, dzięki którym „się jest / się spadło”

5) Jeśli tak dalej pójdzie to trzeba będzie zawinąć interes bo się to już przestaje opłacać.

Myśląc długofalowo, trzeba jednak poświęcić czasu na odpowiednią optymalizację, linkowanie, pisanie wartościowych treści + pier*****e lajki i +1 bez których się obecnie nie da wskoczyć w top, a nie są potrzebne stronie serwisu kosiarek na której klient znajdzie godziny otwarcia, cennik i informacje kontaktowe.

Lekka przesada.
Wychodzi na to, że za śmieszne pieniądze masz umieć wszystko lub zlecać innym(przy czym dopłacisz do interesu) bo klient nie rozumie, że płacąc 600zł/netto/msc ty siedzisz kilkadziesiąt h nad optymalizacją jego strony, bo inna firma od SEO ŁOPTYMALIZACJI spierdzieliła robotę.

Kogo nie wk-rwia to, że 90% próbujących srzedać top1 na frazy bilety autobusowe, bilety autokarowe za 89zł/msc :o to dzieciaki z Gimnazjum, które naczytały się bredni na PiO i myślą, że coś potrafią?

I co? I nie wychodzi im, a klient udupiony na rok bo podpisał z takim umowę, że w przypadku rezygnacji płaci 18tyś. PLN kary :)

Więc taka osoba zlecająca pozycjonowanie traci kasę przez rok, traci swój czas (gdyby to robił ktoś inny to miał by konwersje) i nie zaufa już NIKOMU z branży SEO + swoim znajomym odradzi korzystanie z SEO.

Dlaczego na przygotowaną dla kogoś wycenę (spędzając na analizie danego słowa/strony/audycie strony kilka h) otrzymuję przeważnie odpowiedź „ale to za drogo/nie można taniej?/ ale Pan drogi jest…”

NIE – taniej się nie da jeśli to ma działać i radzę każdemu z Was szanować swój czas, DOŚWIADCZENIE a przede wszystkim wiedzę i nie sprzedawać jej za 89zł/netto :)
A dzieciakom najlepiej paluszki upie****ić przy samej dupie.

Dawid

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *