Branża SEO

Czy dobry serwis potrzebuje „polskiego content marketingu” ?

marketing szeptanyOd kiedy Google zaczęło coraz bardziej dotkliwie, a co za tym idzie, też częściej karać strony za stosowanie przy ich pozycjonowaniu np. linków z tzw. money keyword (fraz nastawionych stricte pod SEO – np. nieruchomości kraków) sporo firm SEO  przerzuciło się na tzw. content marketing (pojęcie zostanie omówione w dalszej części wpisu). Niestety, ale jak to zwykle bywa branża z jednej skrajności wpadła się w drugą – dla wielu osób content marketing to po prostu nowy sposób na zdobywanie linków, nie mający nic wspólnego z ideą content marketingu …

Ostatnio czytałem wywiad z Marcusem Tandlerem. Marcus (aka Mediadonis), osoba bardzo dobrze znana w niemieckiej branży SEO, algorytmami wyszukiwarek zajmował się jeszcze zanim Google weszło na niemiecki rynek. W wywiadzie na uwagę zasługują dwie wypowiedzi, w których Marcus:

  1. wskazuje największy przewrót w branży SEO
  2. opisuje, jakie strony Google preferuje w wynikach wyszukiwania.

Przyjrzyjmy się im bliżej, ponieważ są one istotne z punktu widzenia zrozumienia fenomenu polskiego content marketingu.

Zaczynamy

1. Was ist der deiner Meinung nach bisher größte Umbruch, der in der Branche stattgefunden hat(…) ?

= Jaki największy przewrót dokonał się Twoim zdaniem do tej pory w branży SEO (…) ?

Ich glaube, der größte Umbruch findet aktuell statt. Im Moment splittet sich die SEO Branche in zwei verschiedene Lager auf: SEOs, die sich mit den technischen Aspekten von SEO beschäftigen und zum anderen SEOs, die früher Link Building gemacht haben und nun versuchen, zu Content-Marketern zu evolvieren, um nicht auszusterben.

= Uważam, że największy przewrót ma obecnie miejsce.

Branżę SEO można obecnie podzielić na dwa obozy:

  • pierwszy – który tworzą osoby skupiające się na technicznych aspektach związanych z SEO.
  • drugi – składający się z tych osób, które wcześniej postrzegały SEO przez pryzmat linkbuildingu, a teraz ewoluowały w stronę content marketingu aby nie wypaść z rynku (Marcus używa tutaj dosadnego sformułowania „aby nie wymrzeć” – um nicht auszusterben)

Druga wypowiedź

2. Google will ja nicht diejenige Seite am besten ranken, die das beste SEO macht, sondern die, die das beste Ergebnis für den User ist.

= Google nie chce, aby w wynikach wyszukiwania najwyżej rankowały strony, dla których robione jest najlepsze SEO – ale takie strony, które są najlepsze z punktu widzenia użytkownika.

Wnioski

  1. Marcus na swoim rynku obserwuje dokładnie te same trendy, które mają miejsce na naszym, polskim rynku
  2. SEO jest albo działaniami stricte technicznymi, w których dążymy do tego, aby strona była maksymalnie zoptymalizowana pod Google – a co za tym idzie także i pod użytkownika (biorąc pod uwagę np. pracę ze słowami kluczowymi najczęściej wyszukiwanymi przez osoby poszukujące informacji na dany temat)  – albo działaniami content marketingowych (moja uwaga: w mniejszym lub większym stopniu bez zwracania uwagi na techniczne aspekty)
  3. Content marketing często robią osoby wcześniej zajmujące się linkami – z czym się w pełni zgodzę, ponieważ branżę znam od lat i widzę jak ewoluują poglądy wielu osób
  4. Google pokaże (powinno pokazać) w SERPacvh strony użyteczne dla użytkownika – a nie te najlepiej seowane

Content marketing a Whitepress

Po wprowadzeniu łatwiej będzie Wam teraz zrozumieć, dlaczego tak dużo firm z branży SEO używa w swoich działaniach content marketingu, jednocześnie przyznając, że precle, seokatalogi czy spamszeptanka na forach to przeżytek – zobaczcie na komentarze do mojego wpisu na temat szeptanki dwa lata temu – a po przeczytaniu wszystkiego popatrzcie na branżę i powiedzcie, czy miałem rację :)

Oczywiście, jak to w branży SEO bywa, najlepszą drogą jest droga na skróty – Klienci albo nie mają czasu albo też nie chcą zrozumieć, że czas jest wymagany, zaś same firmy SEO nie mają zawsze … odwagi, aby powiedzieć potencjalnemu Klientowi, że coś nie jest możliwe – jak to kiedyś powiedziała mi jedna osoba „hajs musi się zgadzać”. Nic zatem dziwnego, że content marketing ma się bardzo dobrze – a ponieważ lubimy drogi na skróty to jest on często „uprawiany” przez serwisy pośredniczące.

Jednym z nich z nich jest Whitepress – platforma pośredniczącej między osobami zainteresowanymi umieszczeniem w Sieci informacji o produkcie/usłudze oraz serwisami, które w zamian za pewną stawkę są gotowe takie informacje opublikować u siebie (z linkiem w treści). Ponieważ ostatnio zostałem lekko „zaatakowany” przez twórcę systemu, który zasugerował w odpowiedzi na moją uwagę, że „Whitepress nie ma przyszłości”, że nie wiem, czym jest Whitepress (a wiem doskonale, że nie tylko chodzi o linki, no ale część osób z branży i tak uważa Whitepressa i podobne serwisy jako  systemy wymiany linków)

Whitepress - dysusja z Pawłem Strykowskim

postanowiłem odnieść się do tego w kilku słowach, aby pokazać osobom myślącym o zwiększaniu widoczności swojej strony w Google, że lepiej skupić się na rozwoju własnego serwisu niż sztucznym promowaniu go na różnych portalach/blogach.

Zgodnie z regulaminem serwisu Whitepress serwis publikujący wpis może go usunąć po roku od dodania bez żadnej informacji

Fakt możliwości usunięcia wpisu po roku to jeden z powodów, dla których uważam, że że działania reklamowe prowadzone za pomocą Whitepress’a nie budują długofalowo wizerunku firmy jako eksperta. I mimo, że fakt ten znajduje się w regulaminie

 5.14. Po otrzymaniu wynagrodzenia Wydawca zobowiązuje się do utrzymania publikacji artykułu przynajmniej przez okres jednego roku w niezmienionej treści, chyba że zostało to określone w ofercie inaczej w bardzo wyraźny sposób.

to jednak nie zawsze ta informacja zostaje dostrzeżona przez osoby korzystające z Whitepressa – o czym osobiście przekonał się Filip

Korzystacie z whitepress?
Nie wiem czy wiecie, ale każdy wydawca może usunąć wasze artykuły po roku.
Także nie płaci się za publikację treści tylko „wynajmuje” na rok miejsce….. Bardzo ciekawa strategia wg mnie… Sam sobie jestem winny że nie doczytałem w regulaminie

Mimo faktu, że (jak czytamy w dalszej części dyskusji) jedynie około 10% wydawców decyduje się skorzystać z przysługującego im prawa i kasuje wpisy (informacja od twórcy systemy, nie do zweryfikowania)

whitepress-10-procent

to fakt możliwości usuwania wpisów sprawia, że nie możemy mówić o Whitepressie jako platformie content marketingowej – a jako platformie reklamowej.

Pojawia się też pytanie, czy firmy używające Whitepressa do promocji stron swoich Klientów informują ich o tym, że wpisy, za które płacą niekiedy grube tysiące złotych,  po pewnym czasie mogą zniknąć z Sieci? :)

Usuwanie treści a idea content marketingu

 Zgodnie z definicją content marketingu

jest to strategia polegająca na pozyskiwaniu potencjalnych klientów poprzez publikowanie atrakcyjnych i przydatnych treści, które zainteresują ściśle sprecyzowaną grupę odbiorców. Marketing treści, w odróżnieniu od tradycyjnych form marketingu, opierających się na jednostronnym przekazie reklamowym, bazuje na budowaniu długotrwałych relacji z odbiorcą poprzez interakcję i zaangażowanie obydwu stron.

Idąc dalej czytamy, że

terminem content marketing określa się wszelkie treści publikowane i rozpowszechniane za pomocą Internetu. Mogą to być artykuły, webinaria, evideo, podcasty, formy graficzne itd., których podstawowym zadaniem jest dostarczenie internautom wiarygodnych i pożądanych przez nich wiadomości i informacji związanych z daną branżą, dzięki czemu obie strony, zarówno firma, jak i potencjalny klient, odnoszą korzyści.

Czy usuwanie wpisów buduje relację? Czy fakt, że publikowane treści mogą być usuwane to czy są wiarygodne lub pożądane?

Mało tego – czy treści wizerunkowe, publikowane za pieniądze, są wiarygodne ?

Moim zdaniem NIE. I dlatego uważam, że w przypadku platform takich jak Whitepress nie można mówić  o działaniach content marketingowych, a jedynie o działaniach reklamowych. Tym bardziej, że osoby mające do czynienia z systemem opisują sytuacje, które w przypadku wiarygodnych i naturalnych informacji nie powinny mieć miejsca

Znam przypadek drogiego artykułu, który był usunięty „od razu”, oczywiście sprawa odkręcona, ale jak widać nie warta zachodu

Z jakością też bywa różnie

są tacy, którzy biorą wszystko jak leci, byle hajs się zgadzał.

Bez komentarza

Content marketing jako czyn nieuczciwej konkurencji

Publikowanie czegoś za pieniądze to jedno. Osoby wykorzystujące do promocji swojej strony – lub zlecające tego typu działania innym firmom – powinny jednak także wiedzieć, że w USA kilka firm zostało już ukaranych za działania polegające m.in. na publikowaniu w Internecie fałszywych opinii o firmie czy recenzji.

W Polsce tego typu działanie też podpada to także pod paragraf jako czyn nieuczciwej konkurencji. Trzeba przyznać, że do tej pory nie zapadł jednak żaden wyrok w tym temacie. Jednak moim zdaniem prędzej czy później będzie miało to miejsce – ilość spamu reklamowego, tworzonego zarówno przez właścicieli stron, jak i przez wynajęte przez nich agencje reklamowe, poraża swoim ogromem.

Content marketing a jakość Twojego serwisu

Informacja ważna dla osoby, która wrzuca na swoje serwisy treści content marketingowe – pamiętaj, że publikując coś, co odstaje poziomem od Twojego serwisu – a takie sytuacje mają miejsce – ryzykujesz utratę reputacji strony, nad którą pracujesz (niekiedy) od lat. Czy warto dla kilkudziesięciu czy nawet kilkuset złotych kłaść na szali reputację swojego bloga czy portalu?

Jak rozwijać wizerunek swojej firmy w Sieci

Skoro zatem nie content marketing to … co?

Odpowiedź jest prosta – nie ma lepszej metody na promocję serwisu jak jego rozwój; jeżeli publikowane treści są wysokiej jakości to automatycznie serwis otrzymuje coraz większy ruch z wyszukiwarki – obserwuję to na serwisach, którymi się zajmuję i tutaj nic się nie zmieniło – no, może poza drobnym „niuansem” – aby zaistnieć dzisiaj w Google trzeba więcej czasu i nakładów pracy niż jeszcze rok temu.

Na pewno łatwiej jest zlecić opublikowanie artykułu promującego serwis – pytanie tylko, czy jest sens promować za pomocą tego typu content marketingu

  • coś, co jest kiepskie (ludzie nie są głupi i coraz lepiej potrafią ocenić jakość serwisu)
  • coś co jest dobre (dobry serwis nie potrzebuje tzw. content marketingu – zyski i reklamodawcy sami się pojawią …)

PS

Na koniec zwracam uwagę na jedną rzecz – linki wychodzące we wpisie. Wszystkie są naturalne – i o to chodzi w prawdziwym content marketingu; przypomnę fragment definicji

terminem content marketing określa się wszelkie treści publikowane i rozpowszechniane za pomocą Internetu (…) których podstawowym zadaniem jest dostarczenie internautom wiarygodnych i pożądanych przez nich wiadomości i informacji związanych z daną branżą, dzięki czemu obie strony, zarówno firma, jak i potencjalny klient, odnoszą korzyści.

Linki to nie wszystko. Chcesz poznać korzyści, wynikające z promocji marki?

Tak, chcę >>

GD Star Rating
loading...
Czy dobry serwis potrzebuje "polskiego content marketingu" ?, Czy dobry serwis potrzebuje "polskiego content marketingu" ?, 8.9 out of 10 based on 18 ratings Czy dobry serwis potrzebuje "polskiego content marketingu" ?

Zobacz inne wpisy z tej kategorii

napisał/a 1333 artykułów na rzecz Bloga SEO

Optymalizacja i pozycjonowanie stron i sklepów internetowych w Google to moja pasja.

Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom rozwiązywać problemy z widocznością ich stron w Google na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC w Polsce.

W 2010 roku roku założyłem pierwszego w Polsce bloga SEO skierowanego nie do branży SEO, ale stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam Wskazówki Google dla Webmasterów, opisuję i komentuję zmiany, jakie zachodzą w algorytmie Google. Publikując wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google, pomagam im zwiększać ruch na stronach z naturalnych wyników wyszukiwania.

SEO to także moje życie zawodowe – firma SEOProfi, której jestem właścicielem, świadczy usługi na rynku polsko, anglo- i niemieckojęzycznym.

Opinie i Komentarze

Paweł Strykowski 24 sierpnia 2015, 10:54

Bardzo dobry, merytoryczny wpis ze spójną myślą przewodnią. Z tym co się nie zgodzę to „robienie problemu” z tego, że artykuł może zniknąć po roku. Po pierwsze takie artykuły są już bardzo rzadko czytane (a zawsze chodzi o zasięg!), a po drugie ciężko w biznesie dawać większe gwarancje kiedy się jest uzależniony od podmiotów trzecich (patrz: wydawców).
Pozdrawiam.

Sebastian Miśniakiewicz 24 sierpnia 2015, 11:15

Hej.
Dzięki za komentarz – jak widzisz starałem się być obiektywny; zwróciłem uwagę na to, co mi się nie podoba, bez oczerniania całej idei :)
Odnośnie znikania artykułu to między nami mówiąc jak miałbym wydać dużą kasę wolałbym uderzyć bezpośrednio, jeżeli w ogóle – z mojego doświadczenia duże serwisy same często nawiązują do dobrych merytorycznie artykułów – oczywiście „zapominając” zapytać o zgodę na przedruk, a jak podają informację skąd czerpali wenę to jest to albo ukryte, albo wzmiankowane tylko nazwą serwisów.
Ale wtedy trzeba do nich zadzwonić i zażądać trzymania się zasad – i jest OK.
Dlatego uważam, że płacenie dużo za wpisy w dużych serwisach nie ma racji bytu, bo wpis zniknąć może po roku.
A publikowanie czegoś w mniej znaczących serwisach mija się z celem, bo lepiej środki poświęcić na dopracowanie kilku nowych artykułów, zoptymalizowania ich pod Google i … jest pięknie :)

Darek Wroński 24 sierpnia 2015, 12:46

„Trzeba przyznać, że do tej pory nie zapadł jednak żaden wyrok w tym temacie.”

Zapadł i to nie jeden.
Jeden z pierwszych — jaki pamiętam — został wydany już ładnych parę lat temu. Dotyczył reklamowania leków w Gazecie Wyborczej, a wprowadzającej w błąd poprzez sprawianie wrażenia, że była to neutralna informacja.

UOKiK albo GIF (po latach nie pamiętam) wydał decyzję nakazującą zaprzestania tej formy reklamy. Agora skarżyła decyzję i sprawa ostatecznie zakończyła się kasacją w NSA. W NSA Agora sprawę przegrała.

Sebastian Miśniakiewicz 24 sierpnia 2015, 12:52

Dzięki Darek za info. Nie znasz case’a dotyczącego publikacji elektronicznej – bo to głownie miałem na myśli, w mediach drukowanych nie siedzę :)

Darek Wroński 24 sierpnia 2015, 13:12

Konkretnego case’u dot. marketingu internetowego nie przypominam sobie. W najbliższy weekend mogę poszukać, teraz mogę odesłać Cię na stronę Rady Reklamy. Z tego co sobie przypominam KER wydało kilka uchwał dot. stricte reklamy w Internecie.

Sebastian Miśniakiewicz 24 sierpnia 2015, 13:13

Dzięki Darek za wskazówkę

Sebastian Miśniakiewicz 27 sierpnia 2015, 11:41

WYpowiedź Andre Weyhera, byłego pracownika SQT w Google z dyskusji na moim profilu na G+:


Wydaje mi sie ze to jest akurat jedna dziedzina marketingu krota poszla troche za daleko. Jako webmaster trzeba sie mocno zastanowic czy content jest wogule cos warty jesli sam nie ma mocy przebica w sposob zupelnie naturalny. Osobiscie mowiac, dla mnie nie ma ilosci kasy ktora by magicznie spowodowala ze cos co jest nudne/nieciekawe/zle napisane sie raptem zrobilo warte czytania i wysylania dalej. W dodatku, jest to bardzo prawdopodobne ze techniki promowania nieciekawego contentu sa (albo niedlugo beda) nie zgodne z Google guidelines, pamietajac o tym ze autentycznosc jest wysokim priorytetem Googla.. „organise the worlds INFORMATION” a nie „organise the worlds commercial content”. ”

Nic dodać, nic ująć

Kajetan 21 lipca 2016, 7:51

Kiedyś społecznościówkami były fora na których ludzie się zbierali i dyskutowali – tworząc dobry content/naturalny. Content tworzą również blogerzy na swoich blogach. Artykuły sponsorowane to również bardzo często content dobrej jakości – sprawnymarketing tego wymaga/whitepress nie. Teraz jeżeli powiemy że wszystkie linki z powyższych stroną są złe(stron na wordpressie jest 20% wszystkich stron) to nagle się okaże że nie mamy skąd brać linków bo nawet na facebooku żeby się wypromować trzeba kupić reklamę. Pamiętajmy jednak że to nadal tylko algorytm, nadal w najtrudniejszych branżach w TOP 3 są spamerskie portale które trzymają się tam przez lata! I oczywiście można podejść do tematu budowania brandu itp ale z drugiej strony jaka pewność że za 10 lat wyszukiwarka google będzie nadal wiodąca? Może ludzie będą się komunikowali za pomocą własnych myśli, dlatego jeżeli dzisiaj jakiś spamer czy spamerka wbija się do top 3 dla setek fraz i siedzi przez kilka lat to czy jest mądrzejsza od tego co buduje brand? My jako SEO powinniśmy o tym pamiętać że żyjemy tu i teraz i nie możemy odrzucać jakiś metod bo ktoś w USA powiedział „to jest zabronione” bo algorytm tego nie wie. Trzeba również pamiętać że nie mogą całkowicie przeredagować algorytmu u którego podstaw przecież leżą fora/komentarze które 15-20 lat temu rządziły na rynku. Dlatego spamerzy zawsze będą mieli „rację” bo żyją tu i teraz. Odchodząc trochę od mojej wypowiedzi nie składnej wpisując w google „najlepszy ekspres do kawy” wyskakuje mi na 1 miejscu oleole na którym ani słowa nie ma o jakiś testach/porównaniach/dobrym contencie i jak to osiągneli jak nie linkami – a kto dobrowolnie linkował by do takiej strony?spamerzy. Amen

Sebastian Miśniakiewicz 21 lipca 2016, 11:42

Znam serwis, który bez linków jest wysoko na wiele dobrych fraz – linki są ważne, ale w ostatnich latach za bardzo się na nich skupiała uwaga ludzi.
I teraz algorytm to rewelacyjnie koryguje … – z moich obserwacji wynika jedno: kto za bardzo patrzy na linki, ma problem. Kto pracuje nad stroną – jest zadowolony
Amen :)

Kajetan 21 lipca 2016, 12:42

Ale jak pracujesz nad stroną/brandem/contentem/social mediami itp to i tak możesz przegrać z linkami. Pewnie nie na dłuższą metę bo złapie ich pingwin/panda/dinozaur/inny zwierz ale może też to trwać parę lat. Google nie może całkowicie zmienić swojego algorytmu bo pewnie by się okazało że 90% wyników się zmieni albo więcej. Zauważ że wszystkie zmiany i wprowadzane zwierzaki miały wpływ w graniach 2-3% i pewnie na taki odchył mogą sobie pozwilić. Na większy nie mogą bo sami nie wiedzą jak wpłynie to na kurs ich akcji(za każdą zmianą czai się kasa – nie tylko nasza pozycjonerów ale także googla) bo i oni nie robią tego charytatywnie. Chyba że google straci na akcjach/znaczeniu w oczach młodych ale z drugiej strony opanowali tyle dziedzin że im zależy na tym żeby wszyscy korzystali z wyszukiwarki bo to jest serce ich biznesu.

Sebastian Miśniakiewicz 21 lipca 2016, 12:57

Z tym 2-3% to nie masz racji – ostatnio każda strona, która trafia do mnie z problemami, ma je przez linki.
A te, co są wysoko – mają czysty profil
Dwa – zauważ, co robi branża, jak ewoluuje w stronę Adwords, szkoleń czy tzw. UX teraz – a zrozumiesz, że zmiany dotknęły większej ilości stron niż błąd statystyczny …

Kajetan 21 lipca 2016, 13:05

https://www.seroundtable.com/google-penguin-3-impact-roll-19321.html

1% of English queries – tak więc….błąd statystyczny.

No pewnie że zgłaszają z linkami bo to jest najważniejszy czynnik. Gdyby tym czynnikiem były social media to zgłaszaliby się z social mediami.

Sebastian Miśniakiewicz 21 lipca 2016, 13:25

Ja Barry’emu już nie wierzę, jak kiedyś.
Poza tym zauważ, co przytoczyłeś – chodzi o „English queries” – a oni mniej spamują niż czołówka światowa, do której Polacy, razem z Rosjanami i Turkami, się od wielu lat zaliczają

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *