Etyka branży SEO, Filtry, bany

Czas najwyższy na zmiany w polskiej branży SEO

czas na zmianęOd dłuższego czasu zastanawia mnie brak zdecydowanej reakcji polskiej branży SEO na pewną patologię (albo lepiej powinienem napisać obojętność), która rozwinęła się i trwa w najlepsze w naszym środowisku. Mam na myśli mój „ulubiony temat” – tzw. depozycjonowanie, czyli linkowanie cudzych domen linkami z kiepskiej jakości źródeł, m.in. z SWLi. O ile coraz częściej pojawiają się na blogach SEO czy profilach społecznościowych artykuły zwracające uwagę na konieczność podnoszenia jakości usług SEO czy piętnujące naganne praktyki „specjalistów” (np. żądanie opłaty za „przedłużenie wpisów w mapkach Google”), to niestety tematy związane z depozycjonowaniem nadal pozostają tematem tabu.

A to błąd, bo np. obecnie próbuje się na siłę promować e-weblinka jako narzędzie do depozycjonowania – co jest raz, że zachęcaniem ludzi do czynu nieuczciwej konkurencji, a dwa – jest pozbawione sensu, co przedstawię w dalszej części wpisu.

Od czasu do czasu pojawiają się głosy mówiące o tym, że SWLe powinny wprowadzić blokadę linkowania niezweryfikowanych domen w systemie – wprowadzenie takiego rozwiązania byłoby sposobem na uzdrowienie sytuacji i ucięcie różnych spekulacji. Nie są to tylko głosy anonimowe – tego typu opinie padają także ze strony osób znanych w środowisku branżowym. Niestety, ale na chwilę obecną tylko jeden z systemów wymiany linków, VSEO, zdecydował się na takie rozwiązanie. W innych systemach to właściciel domeny musi zadbać samodzielnie o to, aby ją zablokować przed linkowaniem (o tym, jak to robić, pisałem jakiś czas temu). Dobrze, że bezpłatnie. Jednak nie wszędzie – jest jednak „rodzynek” – e-weblink – gdzie należy zapłacić za blokadę domeny …

Czy warto płacić za blokadę linkowania w e-weblinku

Od początku stoję na stanowisku, że płacenie za blokadę jest nieporozumieniem. Na podstawie mojego doświadczenia z wyciągania stron z filtrów uważam, że nie warto za to płacić. Kilka razy miałem sytuację, w której domena miała złe linki m.in.  z e-weblinka. W prośbie o ponowne rozpatrzenie napisałem, że właściciel domeny nie zamierza płacić za blokadę bo jest to „przegięcie” – i zacytowałem słowa Matta, który też wspominał już jakiś czas temu, że jak ktoś chce od nas kasy za zdjęcie linków, to należy o tym  napisać. Efekt? Filtry ładnie zeszły. Wszystkie – co do jednego.

Czy depozycjonowanie działa?

Bardzo dużo osób pisze, że depozycjonowanie jest proste. Czy aby na pewno? W filtrach „siedzę dosyć mocno” – i nie widziałem jeszcze przypadku KLASYCZNEGO zdepozycjonowania domeny ze stażem, z dobrym profilem linków. Uważam od samego początku, że  jest to niemożliwe, w czym zresztą rację przyznaje mi … sam twórca e-weblinka

Należy też podkreślić fakt, że nie wszystkie domeny są jednak do zamordowania. Nie da się pozbyć takich molochów jak Ceneo, Allegro czy WP a to, że zostały one ukarane przez Google to nic innego ja obłuda i fałsz mający jedynie na celu funkcję postraszenia (dołóż dużemu a mali sami spanikują). Nie warto również robić testów na blogach kolegów, ponieważ to nic nie daje (kiedyś próbowałem pozbyć się bloga o pokemonach ale nic to nie dało poza wysokimi pozycjami na topowe frazy).

Z przedstawionej wypowiedzi jasno wynika, że strony ze zdrowym profilem linków są w pełni bezpieczne – duże serwisy są po prostu za mocne na to, aby ktoś mógł im zaszkodzić linkami ze stron niskiej jakości (ponieważ mają dobre, naturalne linki), blogów zaś się nie pozycjonuje (one zresztą także mają często dużą ilość dobrych linków).

PRowi, jaki robią osoby sprzedające punkty, Google jest w stanie zadbać o to, aby domeny nie łamiące Wskazówek dla Webmasterów były odporne na próby depozycjonowania. Kolejny dowód? Proszę bardzo – mój blog – linkowany od pewnego czasu z e-weblinka (wiele śmieciowych linków jest notabene z … e-weblinka).

Linkowanie bloga śmieciami

Efekt?

Brak jakiegokolwiek spadku – mimo, że na niektóre frazy ktoś się mocno upiera :)

Nieskuteczność depozycjonowania w stosunku do domeny z dobrym profilem linków potwierdziła także niedawno Lexy

u mnie w przypadku co najmniej 2 stron, próby depozycjonowania okazały się nieskuteczne (ani wzrostów nie było, ani spadków w pozycjach), bo strony miały spory staż i całkiem sensowny profil linków. Ale tam, gdzie tych linków fajnych było mniej, nie pomógł nawet staż, bo oberwałam algo filtr.

tak, że moim zdaniem można zamknąć temat depozycjonowania.

Chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jedno stwierdzenia Xanna w cytowanym wcześniej wpisie

Do depozycjonowania jedynie nadają sie strony biznesowe typu sklepy czy strony firmowe oferujące usługi

Tego typu stwierdzenie potwierdza tylko to, że osoba, która stosuje do promocji serwisu seokatalogi, systemy wymiany linków, stopki na forach czy tzw. „marketing szeptany” po pewnym czasie i tak wpadnie w filtr. Algorytm „widzi”, że do strony od jakiegoś czasu prowadzą nienaturalne linki – pojawienie się dodatkowych linków „wątpliwego pochodzenia” może tylko włączać alarm „trochę wcześniej” – doprowadzając do tego, co nieuchronne w tego typu linkowaniu: powiadomienia o nienaturalnych odnośnikach.

Pojawia się tutaj pytanie – czy tego typu sytuacja jest jednak depozycjonowaniem? Moim zdaniem nie do końca – rzetelne testy muszą być zrobione tak, aby wykluczyć wpływ osób/czynników trzecich. Skoro mamy jednoczesne działania dwóch stron (właściciel linkuje się spamem, plus konkurencja robi to samo) to trudno powiedzieć, kto bardziej zawinił. Moim zdaniem właściciel serwisu – gdyby tego nie robił wpływ konkurencji na spadek byłby żaden.

Reasumując

  1. W przypadku młodej strony nie posiadającej linków przychodzących, która nie posiada pozycji rankingowych, depozycjonowanie nie istnieje – za założenia depozycjonowanie to obniżanie pozycji rankingowych, które … w tym przypadku jeszcze nie istnieją.
  2. Strona z dobrym profilem linków wybroni się przed depozycjonowaniem bez problemu – a nawet, jak zostanie wygenerowana informacja o nienaturalnych linkach, to w prośbie o ponowne rozpatrzenie wystarczy napisać, że ktoś kieruje do nas niskiej jakości linki. Osoba z SQT zweryfikuje temat i cofnie filtr – miałem taki case.
  3. Strona ze złym profilem linków – precle, sygnaturki, „szeptanka” itp – prędzej czy później (ostatnimi czasy prędzej) i tak dostanie powiadomienie o nienaturalnych linkach (lub filtr algorytmiczny). Mówienie w takim przypadku o depozycjonowaniu jest moim zdaniem nieporozumieniem.

Na koniec

Na swoim blogu często poruszam trudne dla „branży SEO” tematy. Stanowi to dla mnie wyzwanie, którego celem jest:

  1. uświadamianie użytkowników Internetu o zagrożeniach z jakimi mogą się spotkać, gdy zdecydują się na promocję online „na skróty”
  2. dzielenie się wiedzą z zakresu dobrego i praktycznego SEO
  3. kreowanie etycznych zachowań związanych z optymalizacją i pozycjonowaniem stron

Często dostaję sygnały, że wpisy takie jak ten były już przerabiane. Jednak wielu właścicieli serwisów, podczas kontaktu ze mną, mówi mi coś zupełnie innego. Dziękuję im oczywiście za feedback – jest on prawdziwym dowodem na to, że ludzie potrafią już samodzielnie oddzielić wartościowe informacje od bezużytecznego i wprowadzającego w błąd spamu.

Czy przy coraz większej świadomości z zakresu wiedzy o optymalizacji i pozycjonowaniu stron polska branża SEO poradzi sobie z wyzwaniem – chłonnym wiedzy i bardziej uświadomionym Klientem?

GD Star Rating
loading...
Czas najwyższy na zmiany w polskiej branży SEO, Czas najwyższy na zmiany w polskiej branży SEO, 6.5 out of 10 based on 22 ratings Czas najwyższy na zmiany w polskiej branży SEO
napisał/a 1322 artykułów na rzecz Bloga SEO

Działaniami z zakresu SEO zajmuję się nieprzerwanie od 2008 roku - swoje usługi świadczę w Polsce oraz na rynkach anglo- i niemieckojęzycznych. W 2010 roku roku założyłem pierwszego bloga SEO (na którym mam przyjemność Ciebie gościć) skierowanego stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam zmiany w algorytmie oraz publikuję wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google. Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC.

Opinie i Komentarze

Darek Wroński 7 kwietnia 2014, 15:43

We fragmencie zatytułowanym „Czy warto płacić za blokadę linkowania w e-weblinku” piszesz, że kilka razy zdarzyło Ci się wyciągać stronę z filtra po jej linkowaniu systemem wskazanym w tytule.
Nie wiem czy dobrze, ale zrozumiałem, że to nie właściciel strony używał e-weblinka, skoro uzasadniasz w prośbie o ponowne rozpatrzenie, że nie zamierza on płacić za blokadę domeny w tym SWL-u?
A skoro filtr został zdjęty, to rozumiem, że wcześniej został na stronę nałożony, tak?

Sebastian Miśniakiewicz 7 kwietnia 2014, 15:46

Firma SEO używała różnych technik w tym SWLe.

Przemek Sztal 7 kwietnia 2014, 19:30

Właśnie o takich głównie przypadkach myślałem w komentarzach do wcześniejszego wpisu. Nie o tych, które nie mają jeszcze pozycji, ani o silnych domenach o dobrym profilu linków. Jest przecież dużo właścicieli witryn, które były pozycjonowane w ryzykowny sposób, nie koniecznie za wiedzą właściciela. I wtedy depozycjonowanie wydaje mi się całkiem realne. Czy winić za to właściciela firmy? Edukowanie edukowaniem, ale nie można też śledzić wszystkiego wykupując taką usługę.

TL;DR
Depozycjonowanie jest możliwie w określonych (!) przypadkach.

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 7:36

Przecież dobrze wiesz, że jak domena ma zepsuty profil linków to nie można stwierdzić na 100%, czy dodanie 1k złych linków sprawiło, że strona dostałą powiadomienie, w sytuacji, jak tych linków ma 200k :)
Aby test był miarodajny, trzeba byłoby mieć absolutną pewność co do tego, co spowodowało spadek.

Ale fajnie, że poruszyłeś temat źle pozycjonowanych stron. Z obserwacji swoich widzę, że nie tylko właściciele stron ale i coraz więcej firm SEO nie bierze takich domen „na warsztat”, słusznie obawiając się, że lada chwila taka witryna może otrzymać filtr.

Świat idzie do przodu – SWLe i inne śmieci się kończą – i mam tę frajdę, że zawsze stałem na takim stanowisku, wbrew różnym środowiskom. Zawsze pisałem, że ma to krótkie nogi i … zawsze musiałem udiowadniać, że czarne jest czarne.

To, co jednak sprawia mi największą frajdę, to rosnąca świadomosć włąścicieli stron – i wiedza, jaką mają. Już dzisiaj zagięliby sporo tzw. „specjalistów SEO” – zwłaszcza z tych dużych firm, które jak dinozaury nadal stawiają na marketing a nie na edukację swoich pracowników…

Darek Wroński 8 kwietnia 2014, 8:01

Moją wątpliwość budzi:
1. Firma SEO pozycjonowała na zlecenie klienta i złośliwie nie chciała usunąć linków?
2. Firma SEO depozycjonowała na zlecenie konkurencji?

Jeżeli miejsce miała sytuacja pierwsza, to czy według Ciebie coś by się zmieniło gdyby firma SEO obsługująca klienta nie używała SWL-a, ale użyłaby go konkurencja linkując z takimi samymi parametrami?

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 8:08

Darek,
sorry, ale wchodzimy w profesorskie dysputy.
Artykuł miał przedstawić moje stanowisko w kwestii depozycjonowania.
Na Twoje pytanie odpowiedziałem w artykule

Darek Wroński 8 kwietnia 2014, 9:58

Sebastian,

to są podstawowe rozważania. Odpowiedzi na te pytania, wedle mojej wiedzy i logicznego myślenia, pozwalają przyjąć (nie bezpodstawnie), że depozycjonowanie nie jest wyimaginowanym problemem.
Matt Cutts stwierdził, że jest to trudne, a Karolina Kruszyńska w wywiadzie z Tobą przyznała, że proceder ma miejsce. Owszem, stwierdziła, że to rzadkość, ale jednak występuje.
Siedzę w SEO od dawna i pamiętam czasy, w których Google twierdziło, że rankingiem nie można manipulować. Moją obawę budzi to, że za kilka czy kilkanaście miesięcy depozycjonowanie może przestać być trudne, bo tak jak można było nauczyć się pozycjonowania tak i można nauczyć się depozycjonowania.

Przypadki, które przywołujesz, wedle mnie nie zaprzeczają, ale potwierdzają, że można konkurencji zaszkodzić. Bo jeśli zrobiła to firma SEO dla własnego klienta — właściciela domeny, to może też to zrobić inna firma, na zlecenie konkurencji.

I proszę, nie pisz o Wikipedii, każdy wie, że są witryny z tak potężnym TR, że nikt i nic im nie zaszkodzi. To oczywiste i nikt temu nie zaprzecza. Mnie chodzi o MŚP z niewielkimi witrynami, które na skutek własnych błędów bądź obsługujących je firm SEO mają coś za uszami bądź dopiero wchodzą na rynek internetowy.

Masz w pełni rację, że pracując nad własnym serwisem, jego zawartością, z czasem(!) można coraz mocniej uodparniać stronę przeciwko nieuczciwym praktykom. Nim to jednak nastąpi, z czasem(!), strona narażona jest na takie działania. W innym wypadku można by dojść do przekonania, że w ogóle mowa o złym profilu linków nie ma racji bytu, albo stosowanie SWL jest bezpieczne, po wcześniejszym zadbaniu o odpowiednią reputację witryny.
Nie można tych faktów interpretować odmiennie, w zależności od potrzeb. Albo szkodzi, albo nie szkodzi.

Lubujesz się w metaforach, zwłaszcza tych z nożem, to i ja się nią posłużę. Google wręczyło osobom, którym etyka jest obca, nóż. Obawiam się, że teraz go ostrzą, zdobywając wiedzę i doświadczenie. I tylko czekać na dzień, kiedy słowa, że depozycjonowanie to rzadkość, będzie tyle samo warte, co swego czasu zapieranie się Google, że rankingiem nie można manipulować.

Nasza filozofia SEO (moja i Twoja) jest identyczna i nie o nią tutaj się spieram. Różnimy się w tym, że ja dostrzegam, że Google wręczyło cwaniakom niebezpieczne narzędzie, które już niedługo może się odbić sporą czkawką nie tylko wielu uczciwym webmasterom, ale i samej firmie Google.

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 10:18

„Nasza filozofia SEO (moja i Twoja) jest identyczna i nie o nią tutaj się spieram. Różnimy się w tym, że ja dostrzegam, że Google wręczyło cwaniakom niebezpieczne narzędzie, które już niedługo może się odbić sporą czkawką nie tylko wielu uczciwym webmasterom, ale i samej firmie Google.”

Darek, ale przecież napisałem, że NIE MA tego narzędzia – że to jest WYKREOWANE NA SIŁĘ – przez systemy i osób, które zarabiają na nich punkty.

Zbyt wiele stron obserwuję, zbyt wiele wyciągam z filtrów, aby ulegać propagandzie w/w grupy osób.

Karolina potwierdziła to, co powiedział Kaspar już w lutym 2012 – jak uznasz, że jakaś witryna dostała niesłusznie, odwiedzasz Forum Google i odkręcasz temat. Ale dobrze wiemy o tym, że tak dużo firm korzysta w Polsce ze spamu, że nie wchodzą tam, bo wiedzą, że się nie wybronią, że „to nie oni”

„Masz w pełni rację, że pracując nad własnym serwisem, jego zawartością, z czasem(!) można coraz mocniej uodparniać stronę przeciwko nieuczciwym praktykom. Nim to jednak nastąpi, z czasem(!), strona narażona jest na takie działania”

Ale przecież napisałem, że jak konkurencja ma zaszkodzić takiej domenie, skoro ona nie będzie wysoko?

Darek – proszę, nie pisz takich rzeczy – domeny będącej nisko w rankingu nie można zdepozycjonować. A jak wejdzie wyżej i będzie miałą dobre linki – i sama będzie dobrą witryną – to konkurencja jej nie zaszkodzi :)

Więcej wiary w to, co piszę :)

Mateusz 7 kwietnia 2014, 21:57

Zgadzam się z Sebastianem. Jak można zdepozycjonować niepozycjonowaną stronę – czytaj taką, która wskoczyła na pozycję przez white hat? Witryny ze stażem domeny, dobrym contentem, user-friendly layoutem i social mediami będą na to zawsze odporne. Chyba, że ktoś mi pokaże jak się depozycjonuje onet, gazetę pl albo wikipedię :)

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 7:27

Mateusz, nikt nie pokaże, bo się nie da. Już lata temu SEOmoz „poprosił” społęczeństwo blackhatowe o próbę zdepozycjonowania swojego serwisu.
I co?
I nic.

Marek 8 kwietnia 2014, 6:25

Odnosząc się do trzech punktów podsumowujących artykuł:
1.Pozycje nie istnieją, ale i też nie zaistnieją jeśli domena wpadnie od razu w filtr. Może nie jest to depozycjonowanie sensu stricte, ale z pewnością można tu wywrzeć negatywny wpływ na domenę. (Jeśli domena jest młoda to ban nie jest trudny do uzyskania). Zatem w pewnym sensie jest to depozycjonowanie (wytłumacz klientowi, że po 3 miesiącach istnienia strony trzeba wymienić domenę, której adres jest już na ulotkach, wizytówkach, banerach etc.)
2.W momencie gdy zostanie wygenerowana informacja o nienaturalnych linkach strona już traci na pozycjach. Ile trwa weryfikacja zgłoszenia przez SQT? Nawet jeśli są przypadki szybkiego rozpatrzenia zgłoszenia, to większość trwa długo. Ponownie wytłumacz klientowi, że przez jakiś czas domeny nie będzie w wynikach, nie wiadomo kiedy się pojawi i czy w ogóle. Ponownie- depozycjonowanie „działa”.
3.Może i taka strona wpadnie w filtr prędzej czy później (choć nie jest to wcale pewne) ale jeśli mogła jeszcze spokojnie funkcjonować przez np. 2 lata i przynosić dochody, a teraz nagle została zafiltrowana to depozycjonowanie działa. Chyba, że strony stosujące „ciemniejsze” SEO nie zasługują w ogóle na jakiekolwiek pozycje :) wtedy ten punkt ma sens.

Dzięki, że przybliżasz te tematy, ale w mojej opinii nie warto tyle pisać o e-weblinku. Wydaje mi się też, że „naciągasz” nieco rzeczywistość do swojej tezy- vide 3 punkty, na które odpowiedziałem.

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 7:25

ad 1) jestem w mniejszości w Polsce chyba – bo nigdy, nawet jak ktoś długo siedzi w filtrze, nie sugeruję zmiany domeny – to jest dobre dla kogoś, kto kombinuje, mając sezonowy biznes i komu nie zależy na domenie/marce.
Moim zdaniem „zmuszanie” Kloienta do zmiany domeny świadczy o braku wiedzy z zakresu SEO osoby, która to proponuje.

ad 2) Czytałeś wpis – czytałęś opinie osób, które cytowałem we wpisie?

ad 3) jak złodziej kradnie to kradnie – niezależnie od tego, czy jest to bułka czy samochód

Co do e-weblinka – branża wyraża zaskakującą bierność na śmieszne tezy i stwierdzenia – o czym świadczy fakt, że prywatnie się o nich mówi; a dlaczego nie publicznie, to Ci powiem – ludzie boją się, że dostaną nagle „prezentowe punktu”; i po to jest artykuł, aby pokazać im, że czas najwyższy przestać bać się o własną d… i tępić patologię, a nie pozwalać na to, aby jakieś bajki funkcjonowały dalej w społęczeństwie

Maciej 8 kwietnia 2014, 9:02

Twierdzisz że linki z sygnatur na forach mogą szkodzić?
A co z tymi linkami z popularnych for?
Są frazy średniej trudności w których top 3 to strony pozycjonowane linkami z sygnaturek i trzymają się tam już bardzo długo

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 10:00

Nie tyle twierdzę, ale wiem – bo wyciągam takie strony z filtrów – strony, które kłąda duży nacisk na tzw. „szeptankę” – tzn. bo dla mnie polska szeptanka = spam reklamowy
A że ktoś się trzyma – Google to TYLKO algorytm/system – każdy system można oszukać – dobrze o tym wiesz.
Widziałem jednak dużo sytuacji, gdzie ktoś się trzymał w Topach, a potem leciał – np. przy okazji kolejnego updatu Pingwina czy ręcznego filtra.
Im lepszy masz profil linków, tym ryzyko maleje :)

wojtek 8 kwietnia 2014, 9:15

Nie wiem czy to robisz specjalnie czy przypadkowo – ale tym samym bronisz XANN-a :) no way :)
Sebastian , z całym szacunkiem dla Twojej osoby, napisz coś o seo a nie o swl ok ? Wpadam tutaj żeby się dowiedzieć czegoś czego nie wiem, a tu takie plotkarskie sprawy ciągle są u Ciebie :)
troche seomozowo zrób tutaj bo zaraz sie pjawisz na e-weblink w serp ;P ( o jusz jesteś

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 9:54

@wojtek – na chwilę obecną jest wiele tematów na blogu poruszonych, a nie chcę pisać o tym samym.
Co do SWLa – mity trzeba tępić. A jak napisałem we wpisie – wiele osób (nie-branżowców) uważa, ze dobrze robię, bo nikt nie chce pisać o tych tematach – co najmniej tak, jakby się czegoś … bał?
Z tą obroną to trochę pojechałęś :)

wojtek 8 kwietnia 2014, 10:23

pisz pisz, jak zawsze wpadam i komentuję ;)
Przypadkiem mi sie skopiowało coś z innej stronicy i się wkleiło :D

Darek Wroński 8 kwietnia 2014, 11:32

Sebastian,
W odpowiedzi na Twój komentarz z 08-04-2014 10:18 (tam osiągnięto limit zagnieżdżenia komentarzy)

„Darek, ale przecież napisałem, że NIE MA tego narzędzia – że to jest WYKREOWANE NA SIŁĘ – przez systemy i osób, które zarabiają na nich punkty. Zbyt wiele stron obserwuję, zbyt wiele wyciągam z filtrów, aby ulegać propagandzie w/w grupy osób.”
Dlatego proszę, abyś odpowiedział na pytanie: czy według Ciebie coś by się zmieniło gdyby firma SEO obsługująca klienta nie używała SWL-a, ale użyłaby go konkurencja linkując z takimi samymi parametrami? Czy wtedy strona nie otrzyma filtru?

„Ale przecież napisałem, że jak konkurencja ma zaszkodzić takiej domenie, skoro ona nie będzie wysoko?”
Wysoko można być praktycznie od razu na bardziej niszowe frazy, praktycznie samą optymalizacją. Rozumiem jednak, że masz na myśli wyłącznie frazy konkurencyjne. Jeżeli tak, to pełna zgoda, tylko wtedy musiałbym niestety stanąć w obronie zwolenników SWL-i, którzy twierdzą, że są one w porządku, tylko trzeba z nich umiejętnie korzystać i tutaj przewrotnie dopytam — od której pozycji w rankingu, uzyskanej zgodnie z wytycznymi Google, można już bezkarnie stosować SWL-e? ;)

A teraz na poważnie,
Jest masa mniej konkurencyjnych fraz, na które można samą optymalizacją onsite uzyskać wysokie pozycje. Wystarczy kilka porządnych linków.
Wysoka pozycja uzyskana wyłącznie metodami tzw. White Hat, to długotrwała i ciężka praca. Kolejny raz podkreślę, że jak najbardziej zgadzam się z Tobą, że mimo tego minusu jest to metoda najlepsza — bo bezpieczna i uzyskuje się trwałe efekty. Ale i kolejny raz wspomnę, co starałem się wyżej bardzo wyraźnie podkreślić, nie mówię o stronie WWW z już wyrobioną „marką”, ale o stronie, która dopiero o tą reputację walczy.
Doskonale musisz wiedzieć, że przy przestrzeganiu wytycznych, witryna w rankingu pnie się do góry powoli — dużo wolniej niż ma to miejsce przy zdobywaniu linków jakichkolwiek. W topach nie pojawia się z dnia na dzień i „wykończyć” ją można zanim do tych topów dotrze, tj. nim zasłuży na wystarczającą reputację, by SWL-ami zaszkodzić nie można było.

Nikt tutaj nie mówi o depozycjonowaniu „zaufanych” stron. Na Boga, przecież sam cytujesz we wpisie słowa Tomka Wieliczko, „Należy też podkreślić fakt, że nie wszystkie domeny są jednak do zamordowania. (…)”
Wszyscy, poza Tobą, mówią o depozycjonowaniu stron, które NIE MIAŁY CZASU na to, by wystarczające bezpieczeństwo sobie zapewnić, a Ty uparcie pokazujesz, że nie da się zaszkodzić dobrej stronie. NIKT NIE MÓWI, ŻE MOŻNA ZASZKODZIĆ DOBREJ STRONIE, nawet ten, który jest „bohaterem” tego wpisu.

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 11:53

„”Dlatego proszę, abyś odpowiedział na pytanie: czy według Ciebie coś by się zmieniło gdyby firma SEO obsługująca klienta nie używała SWL-a, ale użyłaby go konkurencja linkując z takimi samymi parametrami? Czy wtedy strona nie otrzyma filtru?”

Nie widzisz bezsensu tego pytania? „Firma SEO” używa linków niskiej jakości – to skąd masz wiedzieć, czy SWLe coś dadzą?

Od pewnego czasu w przykładach nienaturalnych linków praktycznie nie widzę SWLi – co zadaje kłam stwierdzeniom, jak to wiele osób linkuje z nich całe np. TOP10 czy TOP20

Google wbrew temu, co mówi paru krzykaczy, nie jest głupie.

„Nikt tutaj nie mówi o depozycjonowaniu „zaufanych” stron. Na Boga, przecież sam cytujesz we wpisie słowa Tomka Wieliczko, „Należy też podkreślić fakt, że nie wszystkie domeny są jednak do zamordowania. (…)”
Wszyscy, poza Tobą, mówią o depozycjonowaniu stron, które NIE MIAŁY CZASU na to, by wystarczające bezpieczeństwo sobie zapewnić, a Ty uparcie pokazujesz, że nie da się zaszkodzić dobrej stronie. NIKT NIE MÓWI, ŻE MOŻNA ZASZKODZIĆ DOBREJ STRONIE, nawet ten, który jest „bohaterem” tego wpisu.”

Daj spokój – po raz kolejny napiszę, że jest to we wpisie

2. Strona z dobrym profilem linków wybroni się przed depozycjonowaniem bez problemu – a nawet, jak zostanie wygenerowana informacja o nienaturalnych linkach, to w prośbie o ponowne rozpatrzenie wystarczy napisać, że ktoś kieruje do nas niskiej jakości linki. Osoba z SQT zweryfikuje temat i cofnie filtr – miałem taki case.
3. Strona ze złym profilem linków – precle, sygnaturki, „szeptanka” itp – prędzej czy później (ostatnimi czasy prędzej) i tak dostanie powiadomienie o nienaturalnych linkach (lub filtr algorytmiczny). Mówienie w takim przypadku o depozycjonowaniu jest moim zdaniem nieporozumieniem.

O jakim zabezpieczaniu się mówisz?

Daj spokój z tą propagandą „zabezpieczania się” – siedzisz w SEO od dawna i nie wiesz, że jak strona z dobrymi linkami wejdzie wysoko, tak, aby zobaczyła ją konkurencją, to już zaistnieje punkt 2)?

Sorry, ale ja bazowałem we wpisie na swoim DOŚWIĄDCZENIU a Ty wchodzisz w DYWAGACJE – co sprawia, że dyskusja robi się bezsensu – to tak, jakby mechanik miał udowadniać laikowi, że dobrze naprawił silnik….

Darek Wroński 8 kwietnia 2014, 12:06

„(…) to tak, jakby mechanik miał udowadniać laikowi”
EOT.

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 12:11

EOT :)

Odpowiedz mi na 2 pytania

1) ile stron wyciągnąłeś z filtrów
2) z iloma przypadkami RZECZYWISTEGO depozycjonowania stronz punktu 1 miałeś do czynienia

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 12:49

No i jest jak myślałem :) – jak się nie ma racji piszemy EOT i zamykamy wątek. Tak to niestety w Polsce wygląda, że o depozycjonowaniu rozmawiają osoby, które nie mają w tym temacie doświadczenia. Zadałem dwa proste pytania, na które nie dostałem odpowiedzi.

Bazuję na faktach, nie pogłoskach, dlatego jak słyszę o depozycjonowaniu, jakie jest łatwe itp. to już nie wiem, czy śmiać się, czy też płakać.

Dywagować sobie można w nieskonczoność – skupmy się na faktach, a one są takie, jak przedstawiono we wpisie.

Więcej wiary Darek w to, co piszę :)

wojtek "LINKI SEO POZYCJONOWANIE SEO ,seo];) 9 kwietnia 2014, 10:30

To może wtrącę się w rozmowę – czy nie jest tak że depozycjonowanie jest efektem przeliczenia poprawnej lokalizacji domeny w serp względem innych stron :> wszystko jest ok do czasu aż idzie w górę, ale jak spada to już jest depozycjonowanie :> , co innego jak jest komuniKAT – hellooooł, widzimy że linkujesz do strony „nielegalnie” masz kare, taki przypadek miałem raz, i odpowiedź znam why dostałem takie info , kto jeszcze? Każdy kto robi SEO na serio – musi zrobić w swojej głowie algorytm na którym oparł by własną maszynę, która ma za zadanie podejmowanie decyzji co jest istotne a co nie jest. Mam nadzieje że całe pozycjonowanie w końcu jeb**e i zajmą się nim ludzien ie tyle co papierami a ludzie na poziomie którzy wnioskują i uczą się maszyny i odwerotnie. Panowie z SQT czy tam innego działu mają o tyle lepiej że mają wskazówki czego szukać, mają dostęp do najcwańszych danych, które czasami przypadkiem przy updajcie trafiają rykoszetem strony, bo zadanie dla stron różnego rodzaju jest różne i w wieloraki sposób reprezentowane przez autoróf.
Pozdrawiam

Tomasz Wydra 8 kwietnia 2014, 13:18

Panowie ale depozycjonowanie to tylko jedna rzecz z arsenały negative PR. Mogę mieć pierwsze pozycje ale jak podmaną będą same negatywne opinie etc to top1 nic już nie da.
Mogę w wizytówce dać kilka negatywów i co zrobisz nic. I tu G ma problem. Bo linki jak pisał zgre sami zbieraliśmy x lat a teraz się sprząta.

Sebastian Miśniakiewicz 8 kwietnia 2014, 13:36

Tomek,

jasne – w artykule skupiłem się na linkach.

Całą reszta to temat rzeka….

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz inne wpisy z tej kategorii