Filtry, bany

Coś komuś nie wyszedł test na moim blogu, że linki przychodzące szkodzą

Jak pamiętacie we wrześniu dostałem informacje, że ktoś usiłował wpłynąć na moją stronę firmową, która na frazę audyt SEO znajdowała się w Google na 7 miejscu TOP10 – opisałem to na blogu. Przypomnę krótko treść emaila, jaki otrzymałem wtedy

Sprawdzales haslo „aufyt SEO” ? I gdzie jestes teraz, a gdzie byles niedawno hihi? I co linki przychodzace nieszkodza? Zalatw szybciej u Guglopedryli narzędzie do usuwania niechcianych linków, bo i tobie się przyda:)I nie zadzieraj z pozycjonerami. Prawdzimy pozycjonerami.

Sprawdziłem – rzeczywiście stronka poleciała chyba poza TOP100.

Jednak radość spamera trwała raptem 6 godzin – email przyszedł koło 16, a już o 21 strona była na 11 miejscu. gdyby strona dostała filtr za linki przychodzące nie wróciłaby tak szybko i tak wysoko – ewidentny dowód na to, że

1) „prawdziwy pozycjoner” załapał się na przetasowania w SERPach związane z wprowadzaniem jakiegoś małego updatu algorytmu

2) doskonały dowód na to, że witrynie z reputacją trudno jest zaszkodzić.

Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że temu samemu procederowi ów „prawdziwy pozycjoner” poddał wszystkie strony, jakie znajdowały się w TOP7 – z podobnym rezultatem – czyli żadnym. Doszedłem do tego po pewnym czasie, jak zauważyłem, że linki, które prowadziły do mojej strony, znajdowały się na stronach, gdzie emitowano linki o tym samym anchorze – audyt SEO – np. do  strony Maxroya czy Pawła Rabinka. Oczywiście docelowy url był taki, pod którym strona znajdowała się w TOP7. Zastanawiam się, jak teraz czuje się ten „prawdziwy pozycjoner”, widząc, że nie udało mu się osiągnąć celu – może dlatego się już nie odzywa? :)

Po tej sytuacji sprawdziłem sobie z ciekawości … linki prowadzące do mojego bloga. Okazało się, że ta sama osoba (doszedłem do tego na podstawie przeprowadzonych analiz) próbowała wpłynąć na jego pozycję linkując serwis linkami z anchorami w stylu „white hat seo’, „blog o pozycjonowaniu” „blog seo” – itp.

Efekt? Znowu żaden.

Zobaczcie, jak wyglądają statystyki dla bloga za miesiące sierpień, wrzesień oraz październik. Jak widać od września Ahrefs wykazuje spadek ilości linków prowadzących do bloga – albo „prawdziwemu pozycjonerowi” skończyła się kasa, albo zdał sobie sprawę z tego, że się „z deka” wygłupił…

sierpień

Linki przychodzące do bloga - sierpień 2012

wrzesień

Linki przychodzące do bloga - wrzesień 2012

październik

Linki przychodzące do bloga - październik 2012

Konkluzja?

Krótka – potwierdzenie tezy, że serwisowi z reputacją nie można zaszkodzić.

Wnioski?

Trzeba robić swoje i nie przejmować się „prawdziwymi pozycjonerami”. Ciekawy jestem tylko, czy jak Google w końcu wprowadzi zapowiadane narzędzie do usuwania wpływu niechcianych linków na stronę, czy „wykluczenia” będą „wpadać na biurka” osób z SQT – lub/oraz też czy będą one blokowane z automatu przez algorytm.

Jeżeli bowiem Google połączy blokowanie linków z analizą stron, na których się one znajdują, oczywiście pod kątem ich zgodności ze Wskazówkami, to „prawdziwi pozycjonerzy” będą mieli przechlapane…

GD Star Rating
a WordPress rating system
Coś komuś nie wyszedł test na moim blogu, że linki przychodzące szkodzą, Coś komuś nie wyszedł test na moim blogu, że linki przychodzące szkodzą, 5.0 out of 10 based on 15 ratings Coś komuś nie wyszedł test na moim blogu, że linki przychodzące szkodzą

Zobacz inne wpisy z tej kategorii

napisał/a 1334 artykułów na rzecz Bloga SEO

Optymalizacja i pozycjonowanie stron i sklepów internetowych w Google to moja pasja.

Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom rozwiązywać problemy z widocznością ich stron w Google na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC w Polsce.

W 2010 roku roku założyłem pierwszego w Polsce bloga SEO skierowanego nie do branży SEO, ale stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam Wskazówki Google dla Webmasterów, opisuję i komentuję zmiany, jakie zachodzą w algorytmie Google. Publikując wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google, pomagam im zwiększać ruch na stronach z naturalnych wyników wyszukiwania.

SEO to także moje życie zawodowe – firma SEOProfi, której jestem właścicielem, świadczy usługi na rynku polsko, anglo- i niemieckojęzycznym.

Opinie i Komentarze

Jan 11 października 2012, 13:52

Czytam Twój blog od jakiegoś czasu z podziwem, z podziwem że można tyle produkować o SEO nie mając o tym pojęcia. Poza „audyt SEO” dodaj sobie usługę pisania tekstów, to drugie idzie Ci całkiem dobrze a patrząc na ilość Twojej produkcji, domniemywam że masz brak lub bardzo mało klientów na Twoje „profesjonalne” usługi, stąd miałbyś się w końcu czym zająć.

Powracając do tematu, ciekawe ile będziesz się tym jeszcze pieścił, dostałeś jakieś badziewnie wykonany pseudo blast (ze zróżnicowanymi anchorami) od jakiegoś początkującego i twierdzisz, że to potwierdza Twoją tezę… Sebastianie chyba w życiu „porządnego” blasta na oczy nie widziałeś.

Osobiście nic do Ciebie nie mam {no poza tym, że moim skromnym zdaniem na temat metod i efektów POZYCJONOWANIA (nie myl z „optymalizacją” bez prowadzenia dalszych działań) masz pojęcie jeszcze mniejsze niż osoba która „ukarała” Cię tym pseudo blastem) lecz jeśli jesteś taki kozak pewien swojej teorii, to zagraj va banque, puść info na PIO że z chęcią przyjmiesz grube spamerskie blasty na swoją domenę w celu potwierdzenia swojej tezy (+ pisemne oświadczenie że nie będziesz miał pretensji ani starał się o odszkodowania). Niech stracę kilka kliknięć i kilka godzin pracy serwera – sam wtedy pomogę Ci w teście przesyłając Ci linki z „najfajniejszych” miejsc w ilości co najmniej hurtowej. Kto wie, może okaże się że masz rację? Wtedy przynajmniej Twoja reputacja awansuje z klauna na artystę.

Pokaż że masz j@j@! Trzymam kciuki za Twoją upartość i chęć przeprowadzenia pierwszego w życiu testu SEO!

Sebastian Miśniakiewicz 11 października 2012, 14:00

Janie, ja nie muszę nic udowadniać. Sam powinieneś zadać sobie pytanie, dlaczego czytasz coś, co według Ciebie jest bez sensu. Mi by było wstyd o tym pisać – nawet anonimowo :)
„Pierwszy test SEO w życiu” – już pisałem kiedyś, co myślę o kimś, kto próbuje mi wmówić, że wie coś lepiej, niż ja wiem.
Co do PiO – nie zamierzam zniżać się do poziomu tamtejszej dyskusji. Jak kiedyś admin pokaże, że jest w stanie zapanować nad towarzystwem, przemyślę kwestię „powrotu”.
U mnie większośc komentujących jest znana ” z krwi i kości” – wtedy wiedzą, że publikując komentarze piszą je świadomie. Pozwolisz, że nie zareaguję na jawną zaczepkę z Twojej strony – mam ważniejsze rzeczy jeszcze dzisiaj do zrobienia…

Jan 11 października 2012, 14:21

O optymalizacji masz pojęcie – o metodach pozycjonowania, nie.
Mi nie jest wstyd czytać rzeczy z którymi się niekoniecznie zgadzam- współczuję Ci jeśli masz takie podejście w życiu i być może to tłumaczy Twoje braki.

„o kimś, kto próbuje mi wmówić, że wie coś lepiej, niż ja wiem”- Twoje ego jest bardzo wysokie. Gdyby szło w parze z wiedzą i doświadczeniem, miałbyś szanse coś osiągnąć. Niestety, uparcie się bronisz.

„Co do PiO – nie zamierzam zniżać się do poziomu tamtejszej dyskusji.” – czego? Jak mnie pamięć nie myli to z PiO robiłeś sobie miejsce reklamy swojego bloga a nie miejsce do dyskusji. A co do powrotu – nie śpiesz się ;-)

„U mnie większośc komentujących jest znana ” z krwi i kości” – wtedy wiedzą, że publikując komentarze piszą je świadomie.” – sorry, nie rozumiem. Cokolwiek miałeś na myśli – piszę świadomie.

„mam ważniejsze rzeczy jeszcze dzisiaj do zrobienia…” np. przetłumaczyć jakiś hangout? Dodaj synonimy i sprzedaj na PiO :)

Jedno Ci muszę przyznać – nie spodziewałem się, że opublikujesz mój wpis, jednak masz j@j@ ;-) pzdr

Sebastian Miśniakiewicz 11 października 2012, 15:37

„O optymalizacji masz pojęcie – o metodach pozycjonowania, nie.”

Z reguły zarzucają mi to znawcy technik BHS, dla których moje podejście do SEO jest diametralnie inne :)

„współczuję Ci jeśli masz takie podejście w życiu i być może to tłumaczy Twoje braki.”

I także oni nie potrafią polemizować, tylko pisza mi takie rzeczy – nie obrażam się jednak, przyzwyczaiłem się :)

„Twoje ego jest bardzo wysokie”

Specjalista zna swój poziom wiedzy, nie ulega trendom jak kurek na wietrze…

„Jak mnie pamięć nie myli to z PiO robiłeś sobie miejsce reklamy swojego bloga a nie miejsce do dyskusji.”

Żal mi tych, co teraz sami wstawiają do mnie linki, a potem znosza ataki „twardogłowych”. Przyznam, że mam niezły ubaw czytając potem, jak się bronią, że … nie są mną :)

„A co do powrotu – nie śpiesz się ;-)”

Nie zamierzam – nie ma po co. Dyskutowanie o SEO z kimś, kto ma inne zdanie mija się z celem…

„U mnie większośc komentujących jest znana ” z krwi i kości”

Dla mnie jesteś Gal Anonim – niejaki Jan, adres email nawet nieprawdziwy. Nie wiem, kim jesteś – z doświadczenia powiem, że takie osoby są najczęściej najbardziej awanturne i najmniej konkretne – anonimowość w Internecie wykorzystują do podbudowywania (często) własnego ego. Nie piszę tego o Tobie. Zastanawia mnie, dlaczego tak wiele osób boi sie przedstawić z imienia i nazwiska, lub chociaż z ksywki, pod którą są znani w branży. Brak odwagi?

„np. przetłumaczyć jakiś hangout? Dodaj synonimy i sprzedaj na PiO :)”

Są osoby, którym to pomaga. A wiedzy nie sprzedaję – jest u mnie dostępna za free na blogu. Nie mam wpisów dla „wtajemniczonych” czy „za opłatą”.

„Jedno Ci muszę przyznać – nie spodziewałem się, że opublikujesz mój wpis, jednak masz j@j@ ;-) pzdr”

Dlaczego miałbym nie publikować? Nie należę do tych branżowców, co publikują tylko te wpisy, które są bezkrytyczne :)
Czytelnicy oceniają wpisy – nie widzę powodów, aby komentarze były cenzurowane. Nie było jeszcze tak, aby były jakieś chamskie zagrywki, obrażanie „poniżej pasa” .

Przedstawisz się z imienia i nazwiska, aby pokazać, że też JE masz?

Paweł Rabinek 11 października 2012, 13:56

Z ciekawości sprawdziłem. Do mojej podstrony w GWT nie wykryto nowych linków, z kolei Majestic znalazł kilka śmieciowych. Faktycznie ktoś, coś próbuje, ale top10 na tą frazę nie wiele się zmienia.

Sebastian Miśniakiewicz 11 października 2012, 14:15

Paweł, sprawdź sobie Ahrefsem – zmień miesiąc na wrzesień :)

imb 11 października 2012, 16:16

Co do niemożności zaszkodzenia, to się nie zgodzę. Ta akcja była na małą skalę. Jakiś czas temu Rand z SEOmoz też rzucił wyzwanie osobom używającym technik BHS, że nie są w stanie zaszkodzić seomoz.org. Po pewnym czasie strona spadała na wiele fraz i dostali powiadomienie od Google o nienaturalnych linkach. Jednak ten atak był na olbrzymią skalę, do tego zaplanowany i skoordynowany przez setki pozycjonerów. Od tego czasu Google wprowadziło pewnie lepsze zabezpieczenia przed depozycjonowaniem, jednak za pewne nie są one skuteczne w 100%. Są też lepsze sposoby depozycjonowania, niż SWLe i wpisy na niskiej jakości stronach, jednak są bardzo kosztowne.

Sebastian Miśniakiewicz 11 października 2012, 17:48

Tak, czytałem o tym ‚wyzwaniu” :) I tez jestem zdania, że Google wyciągnęło z tego wnioski – i nie zdziwiłbym się, gdyby nie było to celowe zagranie, na które blackhat’owcy „dali sie banrać”, pozwalając Google doprecyzować swój algorytm.

Julian 11 października 2012, 14:07

Bo taki test trzeba umieć zrobić :)

doctor Zaitsev 11 października 2012, 21:11

Bardzo dobrze. Koleś się wygłupił i nie dość że stracił trochę czasu, to i pieniędzy. A nie trzeba nic udowadniać. Jak ktoś pisze że znasz się na optymaliacji a na pozycjonowaniu nie, to wiem jedno. Gość ten umie obsługiwać rumaka, scrapeboxa i autododawarkę. Nie ma to nic wspólnego z wytycznymi googla, ale pozycjoner jest z siebie dumny, bo umie dopalić stronkę, panuje w serpach. Czasami tylko przez kilka godzin (:-) ale wśród innych „fachowców” zdobywa szacun.
Pozdro dla myślących długofalowo.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *