Branża SEO

Content marketing, marketing szeptany – kiedy UOKiK wkroczy na scenę?

W dwóch dziennikach: Express Bydgoski i Nowości – Dziennik Toruński ukazywały się artykuły sponsorowane, które nie były oznaczone jako reklama. Jak czytamy w uzasadnieniu na stronie UOKiK: „publikowano artykuły sponsorowane dotyczące usług medycznych wykonywanych przez reklamodawców, które nie różniły się wyglądem od materiałów redakcyjnych. W tekstach znajdowały się zwykle opisy problemów zdrowotnych i wypowiedzi specjalistów na temat odpowiednich usług medycznych. Brakowało jednak oznaczeń wskazujących na ich reklamowy charakter.”

Po analizie przypadku UOKiK nałożył  na wydawców 12 983 złotych kary, której wielkość, ze względu na fakt, że wydawca zaniechał niedozwolonych praktyk, została złagodzona. Należy wspomnieć, że wydawca odwołał się od wyroku – moim zdaniem jednak szanse na wygraną są małe.

UOKiK miałby sporo pracy jakby przyjrzał się temu, co się dzieje w Internecie….

Content marketing a pozycjonowanie

Content marketing, czyli tzw. marketing treści, to strategia polegająca na pozyskiwaniu potencjalnych klientów poprzez publikowanie atrakcyjnych i przydatnych treści, które zainteresują ściśle sprecyzowaną grupę odbiorców” (Wikipedia)

Jak to wygląda w polskim SEO? Od kiedy Google coraz bardziej zwraca uwagę na to, jakie linki prowadzą do naszej strony sytuacje, które opisywałem już jakiś czas temu, w których kara ręczna była nakładana za 1,1% nienaturalnych linków (tak, JEDEN PROCENT) sprawiły, że wiele osób zajmujących się pozycjonowaniem „przerzuciło się” na content marketing – w praktyce do zakupu w serwisie (internetowym oczywiście – blog, portal) publikacji, w którą … zaszyty jest link – pozycjonujący (dofollow, coraz rzadziej z anchorem, ponieważ Google coraz sprawniej wyłapuje tego rodzaju linki).

Nie zawsze takie wpisy są oznaczone jako materiał reklamowy – to tylko kwestia czasu, kiedy UOKiK się do tego procederu doczepi. Osoby zlecające „zapominają” o zwykłych osobach, które muszą czytać nierzadko bezwartościowe bzdety, opublikowane TYLKO po to, aby zdobyć LINK.

Jestem realistą – trudno jest wychwycić w każdym przypadku to, czy dany wpis jest reklamowy, czy też nie. Aby się to udało należałoby mieć wiedzę z zdanego zakresu. Wtedy od razu można ocenić, czy artykuł jest napisany przez specjalistę, czy też nie. Gdybym np. nie specjalizował się w SEO nie mógłbym pozwolić sobie na napisanie krytycznej wzmianki o programie do analizy linków, który przez wiele osób specjalizujących się w danym temacie był zachwalany. Napisałem ją zaś dlatego, że poczułem się zbulwersowany nierzetelnymi recenzjami, na które mogły się złapać osoby nie mające takiej wiedzy w tym zakresie.

I właśnie w takich obszarach prędzej czy później będzie miała miejsce sytuacja, gdzie UOKiK wkroczy na scenę, ponieważ wpisy pojawiające się w Internecie w ramach content marketingu często nie są rzetelne i miarodajne Nie raz i nie dwa dostawałem propozycję publikacji recenzji jakiegoś oprogramowania ALE POD WARUNKIEM, że będzie ona dobrze napisana. Odmawiałem – po czym za jakiś czas widziałem ich wysyp na innych serwisach. Niech ktoś mi teraz powie, że takie publikacje nie były zmanipulowane i nie wprowadzały potencjalnego odbiorcę w błąd …

Opublikowanie artykułu to koszt najczęściej kilkudziesięciu czy kilkaset złotych – ale niekiedy sięga kwot wyrażanych w tysiącach. Pojawia się pytanie, czy nie lepiej zamiast ładowania tych środków w content marketing dać się poznać jako specjalista – stworzyć dobry serwis, może założyć bloga, czy forum, pomagać ludziom rozwiązywać ich problemy? Zamiast wydawać tysiące złotych na często miernej jakości publikacje przy braku zaplecza (wiedza i serwis) lepiej zacząć z drugiej strony i zainwestować w swój serwis – jak stanie się dobry to ludzie sami zaczną o nim pisać.

Wiem, że to wymaga czasu ale czy Aple czy Google robiło content marketing, czy też skupiało się na rozwoju swojego core biznesu? Niech każdy odpowie sobie sam na tak postawione pytanie.

Marketing szeptany „w służbie SEO”

Z content marketingiem związany jest jeszcze jeden „kwiatek” w polskim SEO – tzw. marketing szeptany

Zgodnie z definicją z Wikipedii: „Marketing szeptany (ang. whisper marketing, word of mouth marketing) – to działania marketingowe mające za zadanie dotarcie z informacją marketingową do odbiorcy za pośrednictwem bezpośredniego „spontanicznego” przekazu ustnego. Kanałem przekazu informacji w marketingu szeptanym jest bezpośrednia dyskusja lub opowiadanie. Przykładami realizacji marketingu mogą być między innymi:

  • zlecenie pracownikom zakładu fryzjerskiego prowadzenia rozmowy o nowej linii kosmetyków do włosów podczas wykonywania usług fryzjerskich.
  • przekazywanie produktów nowo wprowadzonych na rynek grupie nieopłacanych „agentów-wolontariuszy”, którzy korzystając z produktu, przekazują swoją opinię znajomym.
  • zatrudnienie aktorów, którzy na przykład podając się za turystów, przekazują treści przekazu marketingowego napotkanym przechodniom i dokonują nieformalnej prezentacji produktu.

I tutaj szybko przejdę już do meritum – co innego działania jak wyżej, a co innego prowadzenie dyskusji w taki sposób, że na kilometr „pachnie” ona manipulacją. Od czasu do czasu ktoś (z branży SEO, nigdy zwykła osoba) zarzuca mi, że przesadzam – odsyłam go wtedy do sytuacji, którą opisywałem już we wrześniu 2013 roku, o której bardzo mało osób słyszało.

W USA 19 firm musi zapłacić 350.000 USD za szerzenie nieprawdziwych opinii w ramach prowadzonych przez nie działań marketingowych – publikowały one nieprawdziwe opinie w Yelp, CitySearch oraz … Google+ Lokalnie. Aby było ciekawiej – prokurator miał łatwe zadanie, ponieważ podszywając się pod zleceniodawcę zaczął szukać firm, które pomogłyby … zwalczyć negatywne opinie oraz publikować „sztuczne” opinie o firmie. „W pułapkę” wpadły agencje SEO, które zaoferowały pomoc w pisaniu nieprawdziwych opinii, a także publikowaniu ich na specjalnych serwisach poświęconym opiniom konsumenckim.

Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na datę publikacji wpisu – wrzesień 2013. Biorąc pod uwagę fakt, że na rynku usług internetowych to Zachód a nie Polska najczęściej wyznacza pewne standardy prędzej czy później także i u nas taka sytuacja moim zdaniem zaistnieje.

I nie ma znowu znaczenia, czy firmy te używały linki, czy też nie. Liczy się coś innego – manipulacja odbiorcami.

Podsumowanie

Moim zdaniem krach wykorzystywania content marketingu w SEO nastąpi szybko. Jak Google zafiltruje kilka znanych serwisów i o sprawie zrobi się głośno ludzie zrozumieją, że nie warto robić ze swojego bloga dla parudziesięciu – czy nawet kilkuset – złotych – śmietnika. Opisana na początku sprawa ukarania dzienników przez UOKiK mam nadzieję, że będzie początkiem zmian w podejściu do content marketingu.

Marketing szeptany – czy też jak ja to nazywam, „spam marketing”, najlepsze swoje czasy ma już za sobą – coraz więcej administratorów serwisów zwraca uwagę na linki, jakie pojawiają się w wypowiedziach i albo je usuwa, albo usuwa konta „szeptaczy”. Coraz częściej nie pozwalają oni na wykorzystywanie stopek na forach czy też uniemożliwiają publikację adresu strony www na blogach. Ten ostatni przypadek dotyczy mojego bloga – przed laty, jak to wdrożyłem, wiele osób zarzucało mi to. Odpowiadałem, że to mój serwis i nie życzę sobie komentarzy tylko po to, aby ktoś mógł wcisnąć linka. Potem była „awantura z Brandle„, gdzie znowu pojawiały się zarzuty branżowców, że przesadzam. A potem …. potem zauważyłem, że coraz więcej ludzi zaczęło robić dokładnie to samo co ja …

GD Star Rating
loading...
Content marketing, marketing szeptany - kiedy UOKiK wkroczy na scenę?, Content marketing, marketing szeptany - kiedy UOKiK wkroczy na scenę?, 5.1 out of 10 based on 23 ratings Content marketing, marketing szeptany - kiedy UOKiK wkroczy na scenę?

Zobacz inne wpisy z tej kategorii

napisał/a 1334 artykułów na rzecz Bloga SEO

Optymalizacja i pozycjonowanie stron i sklepów internetowych w Google to moja pasja.

Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom rozwiązywać problemy z widocznością ich stron w Google na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC w Polsce.

W 2010 roku roku założyłem pierwszego w Polsce bloga SEO skierowanego nie do branży SEO, ale stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam Wskazówki Google dla Webmasterów, opisuję i komentuję zmiany, jakie zachodzą w algorytmie Google. Publikując wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google, pomagam im zwiększać ruch na stronach z naturalnych wyników wyszukiwania.

SEO to także moje życie zawodowe – firma SEOProfi, której jestem właścicielem, świadczy usługi na rynku polsko, anglo- i niemieckojęzycznym.

Opinie i Komentarze

Orion 19 lutego 2015, 11:32

Dobry art. Poruszyłeś bardzo istotną kwestię, mianowicie:
Biorąc pod uwagę jak działa UOKiK, będzie sporo afer po tym jak jakiś cwaniak odkryje że dzięki takim platformom jak ta o której pisałeś w poprzednim wpisie (czy innym oferującym Content Marketing i publikacje) może zniszczyć wydawców podszywając się pod różne firmy.
Wydawcy rzadko kiedy zwracają uwagę na to czy jest przy publikacji oznaczenie „artykuł sponsorowany” lub „reklama”.

Nieznajomość prawa kosztuje…

Kiedy wydawcy zrozumieją co im grozi, zacznie się masowe usuwanie publikacji co niewątpliwie wk**wi reklamodawców. Dalej rozwijać ten temat? Chyba wiadomo jak to się skończy… ;)

Karol Sawka 19 lutego 2015, 12:32

Argument o tym, że Google nie robi takiego marketingu jest nieodpowiedni -> http://webhosting.pl/Przyganial.kociol.garnkowi.placa.za.spamowe.artykuly.sponsorowane.z.linkami.do.Google.Chrome

Poza tym piszesz, że nie warto robić ze swojej strony śmietnika dla kilkudziesięciu lub kilkuset złotych. Przecież po to są prowadzone serwisy, aby na nich zarabiać. Czy każda metoda monetyzacji, na której nie zarabia Google jest niewłaściwa?

Sebastian Miśniakiewicz 19 lutego 2015, 22:28

Znam ten case, stary jak świat (2012) – chwilowa akcja jakiegoś nierozgarniętego menedżera projektu.

Zauważ jednak, że Google wyciągnęło wnioski – zgodnie z tym, jak się postępuje w takich sytuacjach.

Co do „śmiecenia” – dla mnie jakość jest ważniejsza od „garstki złociszy”. U mnie nie pojawi się coś, co moim zdaniem nie pasuje tutaj – i to mi sprawia wielką frajdę, bo nikt mi nie powie, że za kasę puszczam chłam na bloga. Sprzedać się można na krótko – lepiej mieć jednak markę, bo to lepiej zaprocentuje.

Wiele osób wrzuca wpisy w ramach czyjegoś content marketingu nie oznaczając ich jako reklamowe – zachęcam do lektury bardzo fajnego wpisu Krzyśka Lisa, który świetnie powiedział, dlaczego bloger MUSI to robić …

Sebastian Jakubiec 19 lutego 2015, 19:48

„wykorzystywania content marketingu w SEO nastąpi szybko”
Eh, tylko żadna z opisanych przez ciebie działań nie wiele ma współnego z działaniami content marketingowymi. Nie każdy kto pisze jest pisarzem, tak samo nie każdy opublikowany content to content marketing.

Z główną myślą poniekąd się zgadzam, choć nie dostrzegasz pewnych aspektów, natomiast z mieszania wątków – pała jak nic, content marketing to co innego.

Sebastian Miśniakiewicz 19 lutego 2015, 22:21

” z mieszania wątków – pała jak nic, content marketing to co innego.”

Jak na razie to, co opisuję na blogu, nieprzerwanie od 2008 roku, pięknie się sprawdza – Googlegoni za linki, branżą myśli o jakości; szkoda, że po tylu latach :)

Zauważ, że nie zmieniam podejścia do SEO, nie przerzucam się na Adwords czy szkolenia. To ja zwracałem uwagę na spam marketing – za co „dostało mi się” od pewnej grupy osób (niewygodny temat), to ja teraz też jako pierwszy ostrzegam szeroko przez „content marketingiem” – zastanawiam się, kto wstawi się za Tobą :)

Nie mam w zwyczaju pisać tekstów, które podobają się ludziom z branży – ja widze co robią i z czym mają problemy potem właściciele stron. Blog jest dla nich – to, że nie należę do żadnego „kółka wzajemnej adoracji” pozwala mi pisać to, co myślę.

Jeszcze co do definicji – przytoczyłem Wikipedię plus napisałem, jak to robi wiele osób – możesz powiedzieć, czym dla Ciebie jest content marketing i jak go stosujesz?

Scep 20 lutego 2015, 10:48

Co do szeptanek, to czy nie ma tu zastosowania Kodeks Karny? Art. 286. § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Sebastian Miśniakiewicz 20 lutego 2015, 12:56

Poruszałem ten temat kilka razy, ale dla wielu osób to abstrakcja – do tego trzeba „dorosnąć” – a często „szeptankę” robią osoby, które nie tylko nie mają o tym pojęcia, ale nawet jak mają, to się tym w ogóle nie przejmują.
Podobnie było zanim opublikowałem u siebie opinię prawnika o tym, że depozycjonowanie to czyn nieuczciwej konkurencji – dopóki tego nie było to ludzie uważali, że nie ma tematu. Potem ewidentnie była większość zaskoczona.
A wiesz, co było „najlepsze”? Zamiast to zaakceptować zaczęli pisać „no to tylko niech ktoś kogoś złapie, przecież to niemożliwe” – ot, typowo polskie podejście do prawa

markosiak 23 lutego 2015, 11:46

Auto nie wie co to jest marketing szeptany. Z pisaniem fałszywych opinii i wstawianiem linków na forach to nie ma nic wspólnego.

Sebastian Miśniakiewicz 23 lutego 2015, 11:50

Autor, wiec co to jest marketing szeptany – dlatego wpis zwraca uwagę na to, co piszesz – że fałszywe opinie czy linki na forach pisane przez basia222 czy jacek75 są spam marketingiem, a nie prawdziwą szeptanką :)
Cieszę się, że też dostrzegasz tę patologię – no cóż, jak Google wzięło się za szybkie SEO, ludzie poszukali sobie nowego pola aktywności. To, co cieszy, to fakt, że Google szybko to wychwycił i z mojego punktu widzenia całkiem nieźle wyłapuje pozycjonowanie tymi „sposobami”…

markosiak 23 lutego 2015, 11:50

Odnośnie content marketingu to samo… jedna z podstaw takich działań to niereklamowanie w treści żadnych usług. W każdym przypadku piszesz o tym jak to robią dzieci nie mające pojęcia co robią…

Jamiełło 23 lutego 2015, 16:34

Jestem czterema łapami za.
Dochodzisz tutaj wręcz do istoty życia społecznego – w polsce rozumianego jako „ja oszukam kogoś, a on mnie na peeeewno nie”. Czyli do jakości usług w ogóle. Właśnie – po co robić śmietnik, nie lepiej dbać o markę i o społeczeństwo w ogóle? Do tego potrzebna by była etyka i socjologia i nauki społeczne – czyli podstawy cywilizacji, a skoro one nie są rozwinięte w dużych firmach – to co chcieć od małych i ogólnie od branży SEO. „Napchać w kabzę z zamkniętymi oczyma i do przodu”. A potem ładnie ponarzekać jakie to społeczeństwo jest mizerne i naród głupi i mamy dziury w drogach (bo cwana firma zrobiła taki asfalt jaki zrobiła – dokładnie tak jak branża SEO napisała nieprawdziwy reklamowy artykuł). I można się tylko modlić, żeby nie był w ten sposób reklamowany g…niany produkt, bo wtedy to dodatkowe oszustwo i nabieranie od początkowego oszustwa.
UOKiK – tak jak i inne organy nadzorujące jest raczej żartem, to nie USA. Miałam do czynienia paręnaście razy z Urzędami Kontroli od budowlanych do konsumenta i innych – i niestety – to NIE DZIAŁA. A my się sami nie pilnujemy.

Sebastian Miśniakiewicz 23 lutego 2015, 18:16

Dzięki.

Dzisiaj jednak znowu zostałem zrygany na Facebooku przez jedną z osób z branży, Martę Gryszko vel Lexy

„zadziwia mnie to, z jaką chęcią w taki sposób konstruujesz wpisy, aby samego siebie jeszcze bardziej pogrążać podkreślając to, że „nikt cię nie lubi” i się z tobą nie zgadza. Co nie zerknę na jakiś wpis, tam jest użalanie się nad sobą i nad tym, że branża cię nie akceptuje.”

Całą dyskusja – https://www.facebook.com/BlogSeoProfi/posts/906633956053868?comment_id=907398569310740&notif_t=comment_mention

Jak widzisz, jeszcze wiele wody w rzecze musi upłynąć, aby zmieniło się podejście.

Ja jednak nie zamierzam się zmieniać – im więcej takich wpisów, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze robię.

Jamiełło 25 lutego 2015, 14:52

I dobrze. Najważniejsze, że jest dyskusja.
Generalnie masz podejście – nie szkodzić i nie śmiecić i robić dobrą robotę i dobrą markę. Czyli coś co od razu uznaje się za wartościowe. I chce się za to płacić. A jak ktoś tego nie rozumie to ewentualnie polecałabym jurtę gdzieś na zakaukaziu bo to taki etap rozwoju i bij zabij. Swoją drogą to pewnie są ci sami co potem kupują niemiecki samochód bo na nim można „polegać” – albo DOBRĄ inną markę, ale sami robią wkoło śmietnik i nie rozumieją, że zdobywanie linków, pisanie krzywych reklam i wpychanie waty to po prostu bylejakość i gówniane podejście do życia jako całości.

Sebastian Miśniakiewicz 25 lutego 2015, 16:42

Świetny komentarz – no cóż, jeszcze trochę wody musi upłynąć w Wiśle, zanim ludzie zrozumieją, że tak, jak w realu, tak i w Internecie markę buduje się latami i jakością – a nie szybkimi strzałami i … bylejakością.

Kamil Naja 25 lutego 2015, 14:26

Moim zdaniem, marketing szeptany nie zniknie. Spotkałem się z ofertami osób, które promują „reklamę na forach” – cena za 100 opinii to na przykład 100 zł. Taka osoba tworzy swoje forum i potem swoje tematy w których wrzuca komentarze pisane przez copywriterów za 2 złote za 1000 znaków. Można to porównać do pressel pages, które już raczej zakończyły swój żywot.
Nawet na zwykłych forach trudno znaleźć temat, w którym nie będzie promowany żaden produkt.

Sebastian Miśniakiewicz 25 lutego 2015, 16:43

Masz rację – prawdziwy marketing szeptany nie zniknie. Ale wystarczy, że jakiś urząd – chociażby wspomniany OKKiK złapie kogoś „za rękę” – to szybko zacznie robić się czyściej w polskim Internecie :)

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *