22 stycznia 2012 | Aktualizacja: 13 kwietnia 2020
Optymalizacja stron, Wyszukiwarka Google
cloaking
Komentarz
Sebastian MiśniakiewiczAutor bloga,
specjalista od SEO

Cloaking to prezentowanie robotowi Google innej treści niż osobom, które odwiedzają daną witrynę. W przeważającej części przypadków taka sytuacja nie ma miejsca – zarówno człowiek, jak i robot, widzi te same (bez wnikania w szczegóły związane z np. kodem strony) treści.

Czym jest cloaking?

Definicja cloakingu jest krótka – jest to prezentowanie robotowi Google innej treści niż osobom, które odwiedzają daną witrynę. W przeważającej części przypadków taka sytuacja nie ma miejsca – zarówno człowiek, jak i robot, widzi te same (bez wnikania w szczegóły związane z np. kodem strony) treści.

Przykładem cloakingu jest np. przedstawianie użytkownikowi treści pornograficznych, zaś Goglebotowi … kreskówek dla dzieci. Nie musi to jednak być związane tylko z taką sytuacją – niedozwolone jest po prostu sprawdzanie, czy „użytkownik” strony jest Googlebotem – poprzez np. identyfikację IP – przed wyświetleniem zawartości strony. I nie ma tutaj żadnych wyjątków.

Używanie to obecnie (i w przeszłości) jeden z najprostszych sposobów na to, aby nasza strona może zostać wykluczona z indeksu Google. Techniki cloakingowe są „tępione” mocno i jeżeli ktoś to obecnie stosuje to chyba tylko (nie słyszałem o innych dziedzinach) strony związane z seksbiznesem.

O ile SEO można podzielić na white hat SEO i black hat SEO, o tyle w przypadku cloakingu nie można zastosować podobnego podziału. Cloaking jest po prostu „black” i kropka.

Są jednak sytuacje, kiedy można prezentować różne treści osobom, które odwiedzają nasz serwis, w zależności od tego skąd pochodzą (geolokalizacja) czy używają do surfowania urządzeń mobilnych – czy „zwykłych” komputerów.

Geolokalizacja = cloaking?

Jeżeli prowadzimy międzynarodowy serwis możemy „ułatwić życie” internaucie, który go odwiedza, kierując go od razu na wersję serwisu w jego języku – na odpowiednia domenę/subdomenę/katalog.

System sprawdza, skąd jest osoba odwiedzająca stronę (na podstawie IP lub wersji językowej przeglądarki) i na tej podstawie prezentuje osobie odwiedzającej stronę preferowaną wersję językową (jeżeli ktoś wchodzi z francuskiego IP z reguły jest osobą znającą francuski, jeżeli z Niemiec – zna język niemiecki itp.). Ułatwia to życie internautom, ponieważ użytkownik z Polski wchodząc na stronę producenta zabawek Z Niemiec widzi od razu treść w swoim języku, nie musi klikać na polską flagę, aby wyświetlić polską wersję językową.

Opisane działanie mogłoby się wydawać że podpada pod cloaking – użytkownicy z różnych krajów widzą różną treść – tak jednak nie jest. Widzą oni tą samą treść – tylko w innym języku (swoim). I dopóki strona nie będzie serwowała Goglebotowi swoistej odrębnej wersji „językowej” (czyli system nie będzie „namierzał” robotów Google, np. po ich IP i serwował im coś innego, niż internautom) – to nie mamy powodów, aby obawiać się, że na stronę moga zostać nałożone sankcje związane z cloakingiem.

Mobilne treści = cloaking?

Podobnie jest z wersjami stron dla komórek – tutaj, jeżeli prezentacja treści zależy od urządzenia, poprzez które wchodzimy na stronę, także nie ma mowy o cloakingu.

Jeżeli na stronę wchodzi ktoś z telefonu wyposażonego np. w Androida, to może mu zostać przedstawiona okrojona (z różnych dodatków) wersja strony – która będzie wyglądała inaczej niż w przypadku wyświetlania jej na ekranie komputera stacjonarnego czy notebooka. Wystarczy wejść na Wirtualną Polskę z normalnego komputera, a następnie wpisać wp.pl w telefonie z Androidem – od razu zostaniemy przekierowani do wersji „mini” (domyślne ustawienie telefonu). Telefony mają to do siebie, że posiadają mniejsze możliwości prezentacji danych, w postaci (po prostu) mniejszego ekranu czy szybkości działania – dlatego przedstawienie użytkownikowi okrojonej wersji serwisu jest normalnym działaniem, które, zwłaszcza w przypadku rozbudowanych portali wręcz należy (jeszcze) stosować.

Warto zapoznać się też z odpowiednimi zapisami w Wytycznych Google dla Webmasterów. W skrócie można powiedzieć, jednym zdaniem, że dopóki będziemy serwować internautom to samo, co robotom – dopóty o cloakingu nie będzie mowy.

Chcesz zwiększyć widoczność Twojej strony w Google? Umów się ze mną na 15 minut bezpłatnych konsultacji. Sprawdzę na czym stoimy i co mogę dla Ciebie zrobić





SEBASTIAN
MIŚNIAKIEWICZ
Autor bloga,
specjalista SEO
Jako właściciel firmy SEOProfi pomaga zwiększać sprzedaż w sklepach internetowych oraz ruch na stronach firmowych na rynku polsko-, anglo- oraz niemieckojęzycznym.

Bloga założył w 2010 widząc ogrom problemów, z jakimi mają do czynienia osoby próbujące samodzielnie wypromować stronę w Google. Od 2011 roku jako Product Expert pomaga rozwiązywać te problemy na Forum Pomocy Google dla Webmasterów.

GD Star Rating
a WordPress rating system
Co to jest cloaking? Jakie ryzyko niesie za sobą jego stosowanie?

8.0104

OPINIE I KOMENTARZE

Colin 22 stycznia 2012, 23:05

Proste obejście: pokazywanie wszystkim użytkownikom z Mountain View, Kalifornii, USA innej treści niż użytkownikom z reszty świata. Zwykła geolokalizacja, nie cloaking.

Seo-Profi 22 stycznia 2012, 23:07

Tłumacząc wczoraj wpis nie „wpadłem” na to :) – no chyba, że Google „jest w stanie” w jakiś sposób „wychwycić” takie metody, które stosują geolokalizację nie na kraje, ale na rejony geograficzne – ze szczególnym uwzględnieniem Mountain View :)

Przemek Sztal 24 stycznia 2012, 9:10

@Colin: Trudno wykorzystać takie rozwiązanie. Po pierwsze serwery Google są różnie rozlokowane i znane jest zjawisko kontrolnych odwiedzin (z innych adresów IP, z innym User Agentem), które mają na celu wykrywanie cloakingu. Tym bardziej trudno sobie wyobrazić taką metodę działania dla witryny innej niż anglojęzycznej.
Przy okazji polecam zwięzłą prezentację na temat cloakingu: http://blog.performancemedia.pl/seo/cloaking-maskowanie-wg-google-w-przejrzystej-prezentacji

gielo 14 sierpnia 2015, 9:56

„O ile SEO można podzielić na white hat SEO i black hat SEO, o tyle w przypadku cloakingu nie można zastosować podobnego podziału. Cloaking jest po prostu „black” i kropka.”

Nie zgodzę się z tym. Przykład? Strona we flashu, która przeznaczona jest dla internauty i strona tekstowa dla robotów internetowych. Oczywiście całość rozwiązana za pomocą cloakingu, aby odpowiednia treść była serwowana botom, a flash internautom. Czy to jest black? Jak dla mnie taki cloaking jest jak najbardziej zasadny.

Oczywiście można polemizować,aby zamiast flasha wykorzystać HTML5 w połączeniu z CSS3 i np. jQuery, jednak wybór technologii powinna leżeć w geście webmastera, a nie wyszukiwarek internetowych, tym bardziej, że jednak nie wszystko co można osiągnąć za pomocą flasha da się zrobić z pomocą wymienionych technologi, aby miało to ręce i nogi.

Sebastian Miśniakiewicz 14 sierpnia 2015, 10:04

Gielo, zasada jest taka, że można ukrywać np. opis produktu – ale musi być JASNO na stronie wskazane, jak się tam dostać – np. link „Zobacz opis”, odpowiedni przycisk itp.
Wtedy to nie jest cloaking.
Cloaking byłby, gdyby ktoś w CSS czy inną metodą schował opis kategorii i użytkownik nie wiedziałby, że coś takiego w ogóle istnieje

michal 3 czerwca 2018, 11:15

a czy cloakingiem jest takie zachowanie – paginacja czyli porcjowabie wynikow wyszukiwania 1 2 3 4. np klikajac w 2 otrzymujemy winiki nastepnej zisiatki za ppomoca javasciptu moge wyslac zpytanie ajaxowe a czy botowi moge zaproponowac zwyczajny link z zawartoscia id klikanej pocji?

Sebastian Miśniakiewicz 3 czerwca 2018, 13:13

cloaking to cloaking – robot ma widzieć to, co Ty; jak kombinujesz to mamy do czynienia z cloakingiem, czyli serwowaniem robotowi innej informacji niż człowiekowi

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Inne wpisy z tej kategorii