Branża SEO, Etyka branży SEO

Brandle.pl – twórca systemu pozwala spamować fora, ale u siebie spamu nie przepuszcza

stop spamowiBardzo ciekawy wpis znalazłem wczoraj na Google+, który sprawił, że postanowiłem dodać coś od siebie w temacie spamowania cudzych for sztucznymi wpisami/komentarzami/stopkami. Wpis dotyczył systemu Brandle.pl, które reklamowane jest na stronie firmowej jako skuteczne narzędzie do zdobywania wartościowych linków wspomagających SEO; stosując Brandle.pl

  • stworzysz kampanie marketingu szeptanego na blogach forach i w innych miejscach sieci
  • wykorzystasz gotową listę miejsc (fora, blogi, portale), gdzie rozmawiają internauci
  • na bieżąco zweryfikujesz pracę osób, które zatrudnisz do wykonania założeń kampanii
  • zdobywasz ruch na stronę i wartościowe linki, które wspomogą pozycjonowanie Twojej witryny
  • monitorujesz efekty kampanii i raportujesz je klientom

Nie mam nic przeciwko różnego rodzaju narzędziom czy sposobom na zdobywanie linków – każdy sam decyduje o tym, czy bardziej dba o swoją stronę i ją rozwija, czy woli pójść na skróty licząc, że „się uda”. Dopóki jednak KTOŚ robi COŚ ze swoją stroną stosując się do jednej zasady – nie szkodzenia innym – to „jego problem”. Jednak śmiecenie w cudzych serwisach i wrzucanie tam komentarzy tylko po to, aby „przemycić linka” uważam za przegięcie. 

Jednak nie to jest w tym wszystkim „najlepsze” – a to, że autorka systemu nie pozwala na wykorzystywanie opisanych technik na swoich stronach. Jak sprawdził Tomek

Na forum językowym należącym do twórcy systemu do ;) „szeptania linkami dofollow” nie pospamujesz, bo dostaniesz plakietkę Spamer, a Twoje linki zostaną podmienione przez frazę [spam] lub usuną Ci stopkę.

stop-spamerom

Skoro system Brandle.pl jest dobry, to dlaczego jego autorka nie pozwala na jego stosowanie u siebie? Odpowiedź jest prosta – autorka forum, a zarazem twórca Brandle.pl chciała zachować wysoką jakość merytoryczną swojego forum. Skoro jednak taka jest jej intencja, to dlaczego stworzyła narzędzie, które jest wykorzystywane do spamowania innych for? Nadawanie plakietek „a la spamer” mnie nie dziwi – sam mam forum. Przyznacie jednak, że to, co znalazł Tomek, jest podręcznikowym przykładem filozofii Kalego…

Mój znajomy ma duże forum – jest na nim nawet ponad 1000 userów jednocześnie. Swego czasu podjął odważną decyzję i … usunął możliwość zamieszczania linków w sygnaturkach. Kompletnie – nawet nie chodziło o nofollow; po prostu usunął sygnaturki. Jak mi opowiadał zaraz po wdrożeniu zmiany „był płacz i zgrzytanie zębów”. ALE po dość krótkim czasie zauważył, że poziom merytoryczny wypowiedzi bardzo się podniósł. A poza tym z forum zniknęły osoby, które pod płaszczykiem prowadzenia dyskusji zakładały fikcyjne profile, aby wrzucać linki do sygnaturek.

O swoje fora ich autorzy muszą dbać – sugeruję im

  1. sprawdzić, czy linki z postów mają atrybut dofollow. Jak tak – przyłożyć większą wagę do moderacji. Można też dać nofollow.
  2. sprawdzić, czy linki z sygnaturek mają atrybut dofollow. Jak tak – dać nofollow. Zdecydowanie.
  3. bardziej przykładać się do moderacji wpisów – lepiej usunąć jeden wątek niż pozwolić na wstawienie kilku/nastu spamerskich komentarzy czy założenie fikcyjnych wątków.

Moim zdaniem systemy jak Brandle.pl to przeszłość. Coś, co podobnie jak Xrummer pozostawia śmieci na obcych stronach, nie może mieć w dzisiejszym świecie racji bytu.

Edytowano 23-08-2013

Coś mnie tknęło, aby sprawdzić i … teraz już chyba wiem, dlaczego znajduję u siebie czasem dziwne komentarze – dobrze, że praktycznie wszystkie z nich wpadają do spamu.

blog.seo-profi.pl na Brandle

Nawet jak te komentarze nie są z Brandle, to dodanie blogów SEO do systemu uważam za małe przegięcie.

Inne blogi SEO też widzę – praktycznie wszystkie te, które są znane. Nie widzę np. Cezzy’ego…

Edit 10-09-2013

Mam do wyciągnięcia domenę z filtra, która dostała ją za „szeptankę”. Nie była w Brandle, od razu piszę – ponieważ co niektóre osoby zarzucają mi nagonkę „na system”.

Zwracam tylko uwagę na fakt, że skoro Google potrafi wyłapać linki z marketingu szeptanego to tym bardziej właściciele for czy blogów powinni uważniej monitorować wpisy. Aby nie okazało się, że za chwilę dostana powiadomienie o nienaturalnych linkach wychodzących.

GD Star Rating
loading...
Brandle.pl - twórca systemu pozwala spamować fora, ale u siebie spamu nie przepuszcza, Brandle.pl - twórca systemu pozwala spamować fora, ale u siebie spamu nie przepuszcza, 6.2 out of 10 based on 49 ratings Brandle.pl - twórca systemu pozwala spamować fora, ale u siebie spamu nie przepuszcza

Zobacz inne wpisy z tej kategorii

napisał/a 1334 artykułów na rzecz Bloga SEO

Optymalizacja i pozycjonowanie stron i sklepów internetowych w Google to moja pasja.

Od 2008 roku jako Top Contributor pomagam webmasterom rozwiązywać problemy z widocznością ich stron w Google na Forum Pomocy Google dla Webmasterów, na którym jestem najdłuższym stażem TC w Polsce.

W 2010 roku roku założyłem pierwszego w Polsce bloga SEO skierowanego nie do branży SEO, ale stricte do właścicieli stron, na którym przystępnym językiem przybliżam Wskazówki Google dla Webmasterów, opisuję i komentuję zmiany, jakie zachodzą w algorytmie Google. Publikując wskazówki odnośnie tego, jak rozwijać strony, aby rankowały wysoko w Google, pomagam im zwiększać ruch na stronach z naturalnych wyników wyszukiwania.

SEO to także moje życie zawodowe – firma SEOProfi, której jestem właścicielem, świadczy usługi na rynku polsko, anglo- i niemieckojęzycznym.

Opinie i Komentarze

Sebastian Jakubiec 18 sierpnia 2013, 22:29

Absurdem jest wnioskowanie, że twórca narzędzia jest odpowiedzialny za jego wykorzystanie. Czy twórca noża jest zły, bo nożem zabito wiele osób? Nie, nie jest też dobry – bo nóż posłużył wielu do uratowania życia czy zwykłego krojenia chleba.

Dla mnie narzędzia takie jak Brandle, pozwalają na to by ułatwić prace szeptaczom chcącym zarobić. Jest to platforma, która łączy ludzi i ułatwia zarządzanie kampaniami, to co Ci szeptacze zrobią ze zleceniem – aktywnie włączą się w dyskusję, etycznie wrzucając link który promują czy też na chama wcisną spam – to już ich odpowiedzialność.

Równie dobrze, można by wyciągnąć wniosek że istnienie Google powoduje wzrost spamu – bo przecież w celu pozycjonowania tworzone są nowe zaplecza, często wątpliwej treści.

Wracając jeszcze do kwestii linków/sygnaturek – moim zdaniem linki są wartościowym podziękowaniem dla użytkowników merytorycznie piszących posty, za ich wkład w rozwój forum. Dziś może przybrało spamowanie takich społeczności na sile, to prawda – jednak należy szukać złotego środka a nie odbierać dobrym tylko po to, by utrzeć nosa złym. Sam zresztą wielokrotnie się dziwiłem, dlaczego u Ciebie w komentarzach nie pojawiają się linki – co raczej jest dobrym zwyczajem na blogach :)

Sebastian Miśniakiewicz 18 sierpnia 2013, 22:38

Sebastian, wiele dużych serwisów od dawna już nie stosuje linków – używając albo jak ja braku ich całkowicie, albo stosując różne narzędzia.
A co do wpisu – ja mam inne podejście; podobne do tego, które zaprezentował Tomek na G+ :)

kmlody84 19 sierpnia 2013, 0:03

Zgadzam się. Dlatego za bezsensowne uważam walczenie Google z katalogami, preclami i swlami, a promowanie takich działań ostatnimi zmianami w algorytmie.
Linki stworzone na stronach służących właśnie do tego nikomu nie szkodzą (co najwyżej treść może być średnio przydatna), natomiast linki z forów i komentarzy zwykle śmiecą i utrudniają życie administratorom.
Ale Google ma taki a nie inny pomysł…

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 8:21

To ludzie mają pomysły takie, a nie inne – system powstał z myślą o podnoszeniu pozycji w Google :)

Wilk 19 sierpnia 2013, 8:11

Bez urazy, ale jak na poczatku tego bloga byłeś jedynym przykłądem „wyznawcy Google”, który pisał coś do rzeczy, tak coraz częsciej zdarzają Ci sie bzdury (i juz nawet nie mowie o tym, ze w komentarzach odpisujesz nie na temat). Brandle to platforma posredniczaca. Jesli ktos pozwala na spam, to nie oni, a zleceniodawcy. Ale sa tez zleceniodawcy, ktorzy jasno wymagaja od zleceniobiorcow, zeby pisali rzeczowo, a nie spamowo. Troche jakbys pisal, ze „targowisko jest winne temu, ze oprocz straganow z swiezymi owocami sa tez stragany z owocami gorszej jakosci”. Nie orientujesz sie w jakims temacie, to o nim nie pisz, proste. Bo bzdury wychodzą.

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 8:20

Wilk, przeczytaj artykuł ze zrozumieniem – i spójrz na tytuł.
Oraz na podsumowanie.
Ten wpis nie jest dla SEOwców – ale głownie dla właścicieli for, aby zabezpieczyli się przez „korpokomentarzami”

PS Poproszę o konkrety – znasz mnie chyba już na tyle, że wiesz, że ogólniki na mnie nie działają

Wilk 19 sierpnia 2013, 12:52

Szczerze mowiac mam wrazenie dokladnie odwrotne – konkrety na Ciebie nie dzialaly na poczatku istnienia bloga (i za ten etap jego prowadzenia szacunek), a z czasem sie na nie uodporniles, preferujac ogolniki (i tu juz brak słów).

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 14:13

Bo mój blog nie jest dla osób takich jak Ty widocznie :)
Ma zwracać uwagę pcozątkującym webmasterom na zagadnienia ze świata SEO – i feedback od nich jest dla mnie wazniejszy niż krytyka ze strony branży – której często się nie podoba to, co piszę :)

adam 2 października 2013, 14:37

Może i tak, ale z Twojego artykułu wynika jasno, że marketing szeptany to zło wcielone – przynajmniej dla mnie. Nie ma nic o tym, że można pisać rzeczowo. Poza tym nie ma co być idealistą. Dopóki istnieje wolny rynek, dopóty istnieje spam i reklama. Jest masa małych firm, które rzucają się na wszystkie formy reklamy. To normalna rzecz. Każda reklama jest taka – w jednej dodajemy link, w innej artykuł sponsorowany albo wciskamy kit w reklamie tv.

Ps. Skąd wiesz, że masz filtr za szeptankę? Filtry istnieją za nadmiar anchorów, więc jeśli otrzymałeś przykładowy link od google skąd idzie anchor, to ja nie wierzę, ze to za szeptankę. Jeśli dodajemy link klasyczny (url) to żadnego filtra nie będzie – nigdy się przynajmniej z tym nie spotkałem. A jak ktoś wali anchorami to się wcale nie dziwię.

Sebastian Miśniakiewicz 2 października 2013, 16:03

Adam, dla wielu marketing szeptany to … nie marketing szeptany. Nie pamiętam już, czy tutaj, czy na Google+, jasno o tym się użytkownicy, zwłąszcza Igor, wypowiadali (link jest w komentarzach powyżej)
Skąd wiem, ż filtr jest za szeptankę? Proste – po odrzuceniu pierwszego RR Google przysłało właścicielowi strony link przykładowy do „szeptanki” – za drugim razem to samo.

adam 2 października 2013, 20:54

Ponawiam pytanie. Czy był to link z anchorem czy nie? Jestem prawie pewien że był to anchor i za to było wskazanie.

Sebastian Miśniakiewicz 2 października 2013, 21:42

link z anchorem.

kamil 19 sierpnia 2013, 8:55

Mnie raczej martwi to, że blog przerodził się w ciąg artykułów typu ‚nie róbcie tego…’ Z każdym nowym artykułem dowiaduje się, że nie moge robić tego, nie moge robić tamtego, że google ukarze mnie za to czy za tamto. Jak przeanalizujesz wszystkie ostatnie artykuły to dojdziesz do wniosku, że nie wolno już nic robić i tylko sie modlić, żeby google uprzejmie podniosło Twoją stronę w SERPach.

Może czas napisać coś wartościowego? Nie oczekuje gotowej recepty na skuces, ale może warto wskazać narzędzia które mogą pomóc w seo?

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 9:25

„Mnie raczej martwi to, że blog przerodził się w ciąg artykułów typu ‚nie róbcie tego…”
Patrzyłeś na listę ostatnich wpisów? :) Informowąłem w nich
– o przykładowych urlach, które szkodzą stronie. ktoś jeszcze o tym napisał w branży?
– o jasnym stanowisku w/s linków z widżetów
– o nowej funkcjonalności w narzędziach
To tylko kilka ostatnich wpisów – i takich jest więcej. prosze, nie uogólniaj
A streszczenia HO to nic? :) Oglądnięcie godzina, spisanie druga – prowadzenie bloga zajmuje dużo czasu.
A że sporo wpisów jest jak napisałeś – rynek jest tak młody, tak niedojrzały i nieprofesjonalny, że boli.
Poza tym branża jest przywyczajoina do tego, że Google daje się robić w konia – a tutaj nagle jest inaczej – więc musze ostrzec zwłaszcza osoby mało siedzące w SEO, aby nie powielały błedów
Poza tym – mam styczność z róznymi osobami – jak opowiadają mi, jak zostali zrobieni w konia „na SEO” to mam do wyboru – wysłuchać, albo coś z tym zrobić.
To u mnie po raz pierwszy pojawiły się opinie prawne na temat np. depozycjonowania – od razu zakwestionowane przez niektóre osoby z branży.
„Nie moja wina”, że inni boją się poruszać pewnych tematów :)

Adam 2 października 2013, 14:40

Wszystko ma swój kres, Internet w obecnej postaci również. Pęknie bańka spamu/treści to się pozmienia. Nie można przeginać w nieskończoność.

Robert 19 sierpnia 2013, 9:00

Trzeba przyznać, że właściciele różnego rodzaju for dyskusyjnych coraz więcej czytają o tym czym może skończyć się takie zaśmiecone forum i często wyłączają stopki, dają linki nofollow w stopkach i postach lub też np. pozwalają umieścić link w stopce ale po napisaniu np 20 postów, postów w których koniecznie trzeba wnieść coś nowego do dyskusji i nie wystarczą dwa, trzy zdania.
Brandle.pl moim zdaniem było szczególnie popularne wśród ludzi którzy zaczynają swoją przygodę z pozycjonowaniem, po prostu znana wszystkim Lexy była dla nich gwarancją sukcesów :)

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 9:19

Ostatnie zdanie jest bardzo trafione. Moim zdaniem Lexy nadużywa swojego imienia i z abardzo na siłe je spienięża – chociażby wypuszczając kurs na robienie komercyjnych audytów stron – zaraz zostaniemy zalani specjalistami, którzy nie mają pojęcia o niuansach i działaniach wyszukiwarki – ale mają „poradnik nt audytu seo w pigułce”.

Piotr 19 sierpnia 2013, 13:18

Czy Twoim zdaniem, zarabianie pieniędzy na swojej wiedzy to coś złego? Może lepiej, w obawie przez falą nowych specjalistów, zabronić publikowania jakichkolwiek poradników/książek i materiałów ?:)
To jest paranoja, co za bzdury :)

Ludziom, którzy cokolwiek czytają radzę przede wszystkim myśleć, sprawdzać autorów i czytać, filtrować wiedzę i testować. Czytając ostatnie Twoje posty, mam wrażenie że wszyscy webmasterzy, którzy chcą zadbać o swoje strony www i ich widoczność w sieci – powinni zostac rozstrzelani za każdy link, bo to sprzeczne z G.

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 14:11

Już widze, jak oddałbyś auto do warsztatu, którego mechanik kupił e-booka „Jak naprawić DPF” :)
Wystarczy zobaczyc, do jakiego poziomu – także pod kątem etyki – doprowadziły wynalazki w stylu swle czy xrummery. teraz wszyscy płaczą lub pomstują na Google – ale jak działało to było super.
Nie miałbym nic przeciwko sprzedaży tej wiedzy – ale pisanie, że na jej podstawie można komercyjnie działać, to już nie najlepiej świadczy o pomyśle. No ale to moje zdanie, Ty masz swoje – w końcu żyjemy w wolnym kraju :)

Piotr 19 sierpnia 2013, 14:23

Trzeba przede wszystkim mieć zdrowy rozsądek. Ktoś, kto będzie oferował swoje usługi wyraźnie w jego ocenie jest na to przygotowany. Kupno poradnika nie może być wyznacznikiem jego wiedzy. Im więcej poradników, artykułów i caseów, tym lepiej. A to klient podejmie ostateczną decyzję, od kogo zakupi usługę.

Troszkę mi Twoje zdanie przypomina ostatnie żale fotografów, że teraz to mają źle bo każdy może być fotografem gdyż ogólnodostępny stał się sprzęt i poradniki jak robić dobre zdjęcie.

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 14:25

Jak napisałem powyżej – nie żalę się; ot, po prostu będa zaraz ‚audyty audytów” :)
Naprawdę nie widzisz różnicy – czy tylko bronisz Lexy na siłę?

Piotr 19 sierpnia 2013, 14:34

Ale ja nie bronię Lexy. Wyrażam tylko swoje zdanie, na temat tego że wiedza powinna być dostępna dla każdego. I to tylko autora jest sprawa, czy zarabia na niej czy nie. W Polsce jest bardzo duże parcie na zaglądanie do czyjegoś protfela :) Zamiast zapytać się jak ktoś coś robił, i probować zrobić to lepiej… lepiej w drugą stronę ;-). Wydaj poradnik na temat tego jak skutecznie wg. Ciebie obecnie zdobywać linki i jak za pomocą tych metod wypozycjonować stronę – to pewnie też znajdziesz dużą grupę klientów :).

To tak samo, jakbyś miał za złe wykładowcy, że mówi na zajęciach uczniom – po obronie dyplomu, będziecie mogli pracować w branży

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 14:41

Jeszcze raz podkreślę – co innego sprzedawanie poradnika, a co innego sprzedawanie go jako środka na komercyjne spieniężenie pozyskanej w ten sposób wiedzy.
Inny przykład – „Jak malować” – zaludniłbys ekipe malarską do malowania domu, która nie miałaby doświadczenia, a wiedziałbyś, że wiedze pozyskała z ebooka?
Sorry, ale z ebooka dowiesz się podstaw – a nie konkretów.
Jakoś u nas mało kto chce „podpaść” niektórym osobom – o ile jeszcze rozumiem obronę Xanna (w końcu wiele osób korzysta z jego systemu, więc sie mogą bać), to jednak w tym przypadku kompletnie nie rozumiem, dlaczego nie chcesz nawet spróbować zrozumiec mojego nastawienia.
Ebookiem jest mój blog – największe źródło informacji na temat Google dostepne w polskim Internecie. Poświęć tyle czasu co ja na prowadzenie bloga to zobaczysz wtedy, o czym mówię :)

Piotr 19 sierpnia 2013, 16:01

Nie bardzo rozumiem o co chodzi z tym podpadaniem? Tak jak już pisałem, nie bronię Lexy. Nie mam nic do nikogo, robię swoje :) Mogę się z kimś nie zgadzać i tyle. Próbuje zrozumieć twoje podejście, ale jestem innego zdania – wrażenie mam takie, że niepotrzebnie czepiasz się właśnie tego że produkuje w ten sposób specjalistów.

Zatrudniłbym do malowania osobę, która wcześniej malowała wałkami standardowymi, ale powstały nowe modele wałków, kupiła poradnik/ksiazke „jak malować nowymi modelami wałków” i chce to pomalować u mnie.

Czytając książki na dany temat, pogłębiając wiedzę w danym temacie – robisz to po co? Po co pewnie tesujesz jakieś techniki, analizujesz casy study itp? W biznesie, robi się to po to by być skuteczniejszym = mieć więcej klientów (dobrych) = mieć więcej pieniędzy. Podnoszenie swoich kwalifikacji zawodowych przeważnie zawsze ma motywację w pieniądzach. Więc nadal nie rozumiem dlaczego masz za złe komuś (obojętnie kto to jest) że zarabia na wiedzy i swojej pracy.

Nie ma sensu dalsza konwersacja, życzę Ci wydania własnego poradnika, który zapewne kupię, a nie żalenie się, że ktoś inny wydał i zarabia i jeszcze powiedział komuś że może na tym zarabiać :)

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 16:10

„a nie żalenie się, że ktoś inny wydał i zarabia i jeszcze powiedział komuś że może na tym zarabiać :)”

Uparty jesteś – 3 raz piszę, że się nie żalę, ale wiesz lepiej – jakbym gadał z Xannem :)

Co do malowania na koniec – Człowiek uczy się całe życie na błedach – sztuką jest jednak wyciągać z nich wnioski, a nie eksperymentować w nieskonczoność.
Ja do swojego domu takich speców bym nie wpuścił – zrobił to mój znajomy i miał potem same problemy. Inny nie posłuchał mnie i nie wziął inspektora nadzoru – też żałował. trudno – ich problem.

Robiłem już audyty SEO po znanych osobach z branży – za mało jest pokory w polskim SEO; ale nie powiem, aby mi to przeszkadzało. Każdy jest kowalem swojego losu :)

Rik 2 października 2013, 14:54

Stary, mamy wolny rynek. Chińczyki to rozumieją – ha, nawet oni, i zalewają nas tanim badziewiem, kompletnie bezużytecznym. Wszyscy płaczą, że tani badziew do niczego nie przydatny, a jednak kupują i to co raz więcej. Czy zatrudnisz faceta do wiercenia ściany który kupił właśnie beznadziejną chińską wiertarkę? Zatrudnisz, bo praktycznie innych nie ma. Rynek weryfikuje wszystko, jak ktoś jest słaby bo nauczył się sełować a poradnika Lexy i ma masę klientów to kurde będzie mistrzem świata. Jednak dwa nieudane strzały i gość poleci – przynajmniej wśród poważnych firm, bo one płacą za jakość i fachowców z poleceniem. Dla takich sełowców pozostaną marne firmy – ale to dobrze. Marna firma z marnym produktem zasługuje na marnego fachowca. Więc jak widzisz, wszystko ma swój porządek.

Sebastian Jakubiec 20 sierpnia 2013, 0:32

A pisanie tutaj artykułów i prowadzenie tego serwisu, niby Ci się nie spienięża? Nie masz na tej stronie oferty komercyjnej na kursy i audyt SEO? :)

Spieniężasz sam swój serwis, i nazwisko przy okazji – ale Lexy już nie może? :)

Po drugie, ocenianie działań innych to już paranoja. Jej życie, i to co robi z nazwiskiem i pozycją na które zapracowała latami ciężkiej pracy w branży. Teraz czas zbierać z tego profity. Osiągnęła coś, to zarabia.

Zresztą cóż, to normalne – osoby takie jak Lexy, porzuciły mentalność typowego polaka: narzekactwa i wytykania innym – reszcie społeczeństwa przychodzi to z trudnością…
Najłatwiej jest powiedzieć: ktoś na siłę spienięża nazwisko, bo trudniej samemu na coś podobnego zapracować – więc innym można powytykać. Łatwo powiedzieć: ktoś zarabia, bo robi coś nie tak, nie śmak. Niezwykle łatwo wytykać innym wady, zamiast samemu tworzyć coś imponującego i wartościowego.

Lepiej wziąć się do dzieła, zacząć ostro pracować i wypracować sobie swój sukces, niż obrabiać innym interes.

Sebastian Miśniakiewicz 20 sierpnia 2013, 7:23

Ja nie sprzedaję „ebooka” mówić, że dzięki niemu będzie się zarabiało.
Jak nie widzisz tej subtelnej róznicy to sorry, ale to nie mój problem…

Sebastian Jakubiec 20 sierpnia 2013, 8:23

Sprzedajesz szkolenie, dzięki któremu ktoś będzie mógł coś zrobić samodzielnie – więc i potencjalnie zarobić. Gdzie różnica? Kurs e-lerningowy jest gorszy od tego stacjonarnego? :)

Sebastian Miśniakiewicz 20 sierpnia 2013, 8:29

Zauważ, że nie piszę „dzięki temu szkoleniu będziesz mógł komercyjnie szkolić innych” – nie „podbijam bębenka”. Każdy zrobi z otrzymana wiedzą, co chce.
Nie promuję tego nachalnie, pod kątem kasy – „dzięki szkoleniom będziesz mógł przeprowadzać sam takie szkolenia komercyjnie”.
To jest ta różnica, o której piszę od samego początku, ale tego nie chcesz zauważyć – dla mnie to byłoby po prostu meganieprofesjonalne.
Ale oczywiście to moje zdanie – każdy zrobi to po swojemu.

Robert 19 sierpnia 2013, 9:37

A i żeby Lexy się nie obraziła :), to nie chodzi mi tutaj o kwestionowanie wiedzy Lexy, bo takich rzeczy nie robię. Brandle.pl ma po prostu myślę służyć do zarabiania pieniędzy, bo każdy z nas z czegoś musi żyć, a czy jest to skuteczne narzędzie i czy używając go nie narażamy się Google to już inna sprawa i myślę każdy z nas sam sobie na to pytanie odpowie :)

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 9:39

Co to tak każdy pisze o tym obrażaniu się? Nie można nic napisac, bo to Lexy narzędzie? bez jaj.
Dla mnie dobre narzędzie to takie, które służy do zarabiania pieniędzy ale w długim okresie czasu. Może większa moderacja i wyższe koszty, w zamian za większa funkcjonalnośc, odstraszyłyby spamerów?
Ale to nie mój „problem”

Brandle 19 sierpnia 2013, 10:01

Po pierwsze – nikt z naszego zespołu nie zaleca spamowania forów. Wręcz przeciwnie, potępiamy spamowanie forów (szczególnie bezmyślne linkowanie). W materiałach edukacyjnych Brandle wyraźnie to podkreślamy i pokazujemy, że można dyskutować na forach nie naruszając ogólnie przyjętych zasad. Pomijając kwestie etyczne, taka strategia (spamowanie) jest zupełnie niepraktyczna, bo prowadzi do utraty wiarygodności. Najczęściej spamerskie posty są po prostu usuwane, a z czujnością adminów nie jest tak źle, jak wskazuje autor tego bloga.

Po drugie – Brandle nie jest narzędziem do zdobywania linków. Linki są pozytywnym efektem ubocznym – przynoszą ruch do strony, zwiększają rozpoznawalność i okazują się dobrym uzupełnieniem działań SEO. Stosowanie Brandle wyłącznie w celach zdobywania linków jest po prostu bezmyślne i tego nie polecamy.

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 10:15

ad 1)

A kto pisze, że ktoś zaleca? Usuwanie sygnaturek jest spamowaniem? :)
Moim zdaniem marketing szeptany przekroczył pewne granice – coraz więcej wypowiedzi na forach czy komentarzy na blogach pochodzi od marketingowców. Jest to smutna rzeczywistość – do której niestety przyczyniają się narzędzia jak to, które automatyzując pracę ściągają osoby zainteresowane szybkim zdobyciem linków, ponieważ

ad 2)

jak przeczytamy na stronie serwisu

„Wiele miejsc w sieci pozwala na umieszczanie linków (w tym pozycjonujących) w wypowiedziach. Kampania Buzz managera pozytywnie wpłynie na pozycjonowanie Twoich stron. Gotowa baza forów i blogów wskaże Ci miejsca, w których możesz zdobyć wartościowe linki do Twojej witryny. ”

czy

„Skorzystaj z gotowej listy miejsc, w których warto rozpocząć lub dołączyć do dyskusji i budować pozytywny wizerunek marki. Dodatkowo Buzz manager pokazuje informację o możliwości zamieszczania linków (w tym pozycjonujących). ”

Za dużo tego SEO – jeżeli dodamy do tego publikowanie czeste baz for z linkami wychodzącymi dofollow to się zastanawiam, do czego tak naprawdę służy narzędzie – za bardzo przypomina mi xrummera.

racja 19 sierpnia 2013, 10:20

mi się wydaje, że Sebastian mydli oczy wszystkim, a potem sam i tak różnicuje linki wstawiając je na fora ;)

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 10:45

no way :)

Brandle 19 sierpnia 2013, 10:32

Być może niepotrzebnie wspominamy o zdobywaniu linków tak często. Pamiętajmy, że linki to nie tylko aspekt SEO, ale też wizerunkowy, budowanie ruchu itd. Jest to ważne dla naszych klientów, dlatego nie możemy tego faktu pomijać.

Masz jednak rację, że to może przyciągać osoby nastawione wyłącznie na spamowanie. No cóż – dalej stoimy na stanowisku, że spamowanie forów (szczególnie bezmyślne linkowanie) jest niepraktyczne i przynosi szkodę zarówno twórcy takiej „kampanii”, jak i samym forom. Świata jednak nie zmienimy – dostarczamy narzędzie, które może być wykorzystane w różnych celach. Coraz częściej zastanawiamy się nad tym, by weryfikować i zatwierdzać każdą kampanię utworzoną w Brandle.

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 10:45

Na pewno jak zaczniecie weryfikować bardziej, to jakość pójdzie w górę. Dobry pomysł :)

Darek Wroński 19 sierpnia 2013, 11:17

Stwierdzenie, że narzędzie typu Brandle to przeszłość jest grubo przesadzone, żeby nie powiedzieć dobitniej: śmieszne i tylko i wyłącznie czczym marzeniem. Nie, żebym takie narzędzia popierał, ale po prostu poznałem już trochę ludzi. Ci są leniwi i niecierpliwi. Chcą najszybciej i najłatwiej.
Nawet w sytuacji, gdy skrupulatnie rozbudowują własny serwis, systematycznie wzbogacając go o nowe, wartościowe treści, to dlaczego mieli by nie skorzystać z „klik, kilk” by pozyskać dodatkowe linki – szybko i łatwo?

Można dyskutować na ile są to sposoby skuteczne. I chociaż wiem, że Ty jesteś orędownikiem skuteczności Google, to jednak prawda jest zupełnie inna. Bardziej bolesna dla wyznawców WHT. Google nie potrafi nawet ze znaczącą skutecznością rozpoznawać spamerskich linków i NIGDY tego potrafiło nie będzie. Google już to zauważyło i uruchamia kolejne narzędzia, które angażują webmasterów i zwykłych użytkowników wyszukiwarki do ROZPOZNAWANIA spamu.
Przyglądam się rozwojowi tej wyszukiwarki od ponad 10 lat. Stanowisko „złe linki nie zaszkodzą” głoszone w okresie gdy zacząłem interesować się pozycjonowaniem i Google, a „wyczyść złe linki i poproś o ponowne rozpatrzenie” głoszone teraz to dwie, zupełnie inne filozofie. Google już wie, że algorytmicznie nic nie zdziała, a Ty już to wiesz?

Obserwując kolejne kroki Google dostrzegam przeniesienie sił z pracy nad algorytmem na zaangażowanie użytkowników i webmasterów do wyłapywania spamu, w tym spamerskich linków.

Niestety łatwiej jest i zawsze łatwiej będzie wrzucić 100 nowych spamerskich linków niż znaleźć 1 z nich. Stąd bardzo dziwię Ci się, że mówisz, iż systemy jak Brandle to przeszłość. Powiem odwrotnie, to przyszłość, bo w miejsce jednego wyłapanego trzeba wrzucić 100 kolejnych.

Ręczne filtry nie załatwią sprawy bo ręczny filtr trzeba by założyć na całą bazę Google, poświęcając tych kilka wartościowych stron. No ale za to wytnie się cały pozostały spam.

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 14:21

Lenistwo to szybka droga do nikąd – w biznesie zwłaszcza. A w SEO czy nawet w SEMie stricte tym bardziej. Ja na to nie narzekam – więcej audytów czy wyprowadzań stron z filtrów….
Nie jestem orędownikiem skuteczności Google – bo to tylko system, a żaden system w 100% nie będzie działał. Ale jak będzie to nawet 90%, to i tak szklanka będzie bardziej pełna niż pusta. Z Google korzystam codziennie i szukając informacji nie mam problemu z jej znalezieniem. Mało kiedy trafiam na kiepskie strony – wystarczy, że wejdę na Binga i już widzę, że poziom Google nie jest tak tragiczny, jak to większość uważa.
Sam jestem ciekawy, w która stronę pójdzie Google. Też nie wierzę, że algorytm jest w stanie wszystko wyłapać – ale doskonale pamiętam śmiechy równych osób, które mówiły, że Google się ich „nie ima”. Większość z nich dzisiaj jest albo zapomniana albo się nie udziela – to doskonale chyba świadczy o tym, jak to „nieskuteczne” Google „nie potrafi wyłapywać spamu”.
Przeniesienie części pracy na userów to normalna kolej rzeczy – czyż Facebook czy Firefox np. nie płacą kasy za znalezienie luk w ich zabezpieczeniach? Ale jakoś nie spotkałem się z tym jeszcze, aby ktoś na nich narzekał, że ‚wysługują się użytkownikami”.
Życie, a zwłaszcza nasza branża się bardzo zmienia – czy to sie nam podoba, czy tez nie. Ci, co tego nie zauważą, znikną z rynku, bo nie będa potrafili się dostosować do nowej rzeczywistości – normalna kolej rzeczy…

Darek Wroński 19 sierpnia 2013, 16:19

Google zawsze podkreślało swoją filozofię, że nie wpływają ręcznie na wyniki. Swego czasu, było tak, że nawet zgłaszając spamerską witrynę, informowanym się było, że to tylko celem wyłapania spamerskich technik i w konsekwencji ulepszenia algorytmu. To już historia. Fakt, nieunikniona, ale tylko historia.
Wykorzystywanie potencjału użytkowników nie jest niczym złym. Wskazane. Na dłuższą metę jednak na niewiele to się zda. Moim skromnym zdaniem to droga donikąd. Zresztą, użytkownicy nie byli aż tak chętni, skoro Google przymusza webmasterów. Jak? Filtr. Za linki. Dodatkowo wiadomość do webmastera. „Usuń ‚złe’ linki i poproś o ułaskawienie. Z góry dziękujemy, bo nie byliśmy w stanie tych złych rozpoznać.”
Zaraz, zaraz… jak to było 3 lata temu? Sebastian Miśniakiewicz: „linki przychodzące nie mogą zaszkodzić stronie internetowej, do której kierują.”* Upierałeś się przy tym, kiedy inni mówili o depozycjonowaniu. Nie jest więc tak, że ich nie ma… co więcej, mieli rację. Podobnie jest ze smaperskimi technikami. Google dotąd nie znalazło skutecznego sposobu. Mówienie więc, że ich nie będzie jest na wyrost.

Owszem, ktoś dla kogo bardziej jak pozycja ważny jest wizerunek dzisiaj już zaryzykować nie może. Jednak ludzie stawiający „stronki” pod programy partnerskie, reklamę kontekstową przejmować się tym nie muszą. I jestem przekonany, że póki spamowanie przynosiło będzie efekty, choćby krótkotrwałe, to BHS będzie się miało dobrze.

* https://blog.seo-profi.pl/czy-linki-przychodzace-moga-zaskoczyc-mojej-stronie/

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 17:34

Tak było. Potem Kaspar w wywiadzie u mnie oficjalnie stwierdził, że jest to możliwe…
Ale pamiętam, że jak np. pojawiło się stwierdzenie, że Google czyta keywordsy, to mimo, że w teście wykazałem, że mówią prawde, to i tak „mi się dostało”, że się czepiam. Bo stwierdzenie owo wyszło od ex-guglersa. Pisze to, aby pokazać, że nie boję się, jak inni, „iść pod prąd” i mieć swoje zdanie.

Piotr 19 sierpnia 2013, 13:09

Sebastian, czy Ty na swoim blogu piszesz teksty pod użytkowników czy pod Google? Jeśli pod użytkowników, tworząc wartościową treść… to bądź łaskaw podlinkować nazwę „brandle.pl” linkiem, by _użytkownikowi_ pomóc przejść na tą stronę i zaoszczędzić kilka sekund czasu na skopiowanie adresu… Czy może to będzie przegięcie i nie powinno się w internecie, w ogóle nigdzie (odnosząc się do Twojego znajomego) pozwolić ludziom dodawać linków?

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 14:02

Linku nie ma z innego powodu, ale to między mną a Lexy – nie zamierzam tutaj nic wyciągać.

Piotr 19 sierpnia 2013, 14:14

Czyli nie tworzysz kontentu dla użytkowników, zgodnie z wytycznymi Google?

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 14:24

To ja decyduję o tym, do kogo dam linka. Do PiO zawsze jest nofollow, a do Lexy nie dam i tyle – poszukaj w Google dlaczego :).

Piotr 19 sierpnia 2013, 14:27

Wiem, że to Ty decydujesz o tym. Tylko to wszystko rozmija się z tym co tutaj głosisz jak ewangelię :)

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 14:36

Przesadzasz

DMati 19 sierpnia 2013, 19:55

Och jak ja lubię takie odpowiedzi :)

Napiszę o tym serwisie bo tak, ale nie podlinkuje bo tej czy tamtej osoby nie lubię.

Prawdę mówiąc to gówno nas (odwiedzających) obchodzi kogo nie lubisz a kogo lubisz. Wchodząc na Twojego bloga oczekuje dobrego contentu i braku dziecięcego nie bo tak ;P

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 20:00

Ta… Nie można mieć własnego zdania już, innego niż Ty?
Bardzo lubię jaatakuje za to że mam własne zdanie. Kocham to – i nie zamierzam zmienić formy bloga bo zwykli Webmasterzy sobie go chwalą. a jak komuś z branży się nie podoba może go nie czytać. Poza tym nie znam sytuacji gdzie blog czy nawet książka czy film podobały się bezkrytycznie każdemu.
to co mnie najbardziej dziwi to fakt że ktoś narzeka ai tak czyta mojego bloga. Ja jestem konsekwentny i jak coś mi się nie podoba to nie czytam. a nie czytam i narzekam.
Za bardzo osobiście odebrałeś wpis.

Patryk 1 listopada 2013, 2:37

I tym właśnie stwierdzeniem autor udowodnił, że powyższy artykuł po prostu nie mógł mieć pozytywnego wydźwięku… Nieważne czy autorka stworzyłaby coś wyjątkowego czy nie. Po prostu takie polskie taplanie się w zawiści. W biznesie jak w życiu – „Nie rób drugiemu, co Tobie nie miłe”, kto tego nie rozumie tracić będzie Klientów i tyle. Tutaj – 1.

Sebastian Miśniakiewicz 1 listopada 2013, 14:57

Patryk,
jak będziesz miał forum czy bloga i będą Ci wpadały wpisy, które nazywane są marketingiem szeptanym, a tak naprawdę są marketingowym spamem, to zmienisz zdanie.
Zawiść? Proszę – nie mam czego zazdrościć.
Niech sobie każdy robi to, co chce – ale nie na mojej stronie. A jak widać z dyskusji nie tylko mnie to denerwuje :)

Patryk 1 listopada 2013, 23:03

Sebastianie! Nie mam nic do Ciebie, nie oceniam Twojej pracy, bo się na niej nie znam. Trafiłem na Twoją stronę jako potencjalny klient i co widzę? Branża SEO (zawężam to do osób tutaj wypowiadających się pod tym wpisem) to dla mnie zlepek emocjonalnie niedojrzałych osób. Przepraszam jeśli kogoś uraziłem, ale w mojej branży niedopuszczalne jest tak emocjonalne nacechowanie działań konkurencji, bo to broń obusieczna i każdy na tym traci. Widać branża młoda i niedojrzałość biznesowa za tym idzie, bo jeśli mam do wydania np. kilkanaście tyś na świadczone przez Ciebie usługi, to 2 razy się zastanowię zanim je wydam, wszakże SEO to działanie wymierne i policzalne, a nie poezja deprecjonująca konkurencję. Rzeczowość przede wszystkim. Tego oczekuję. A skoro jesteś pewien, że robisz dobrze to co robisz, to może załatwiaj takie sprawy z Brandle na priv, face to face. Wyjdzie to z pożytkiem dla odwiedzających Twój blog/forum. Pozdrawiam

Sebastian Miśniakiewicz 1 listopada 2013, 23:17

Wiesz Patryk, jest w tym sporo racji, co piszesz. Ja mam jednak kontakt z wieloma osobami, które mi dziękuję za zwracanie uwagi na problemy, których inni „boją się dotknąć” – bo jako jedyny chyba nie boję się wytknąć problemów, które trapie tę, jak sam napisałeś, młoda branżę. Są to osoby, które nacięły się np. na gwarancjach SEO, na obietnicach pozycjonowania WHS, po czym … wpadły strony w filtry, bo linki były kupowane na giełdach linków czy w SWLach. Nie dbam o to, jak każdy sobie „robi koło strony” – ale jak zaczyna wykorzystywać to do oszukiwania to … zwiększa się prawdopodobieństwo, że o tym napiszę.
Jako pierwszy napisałem np. o tym, że depozycjonowanie to czyn nieuczciwej konkurencji (opinia prawna). I co? Właściciel jednego z SWLi „grozi mi”, że po 15 listopada będe miał „napływ linków”, bo według jego wiedzy, wiele osób „rzuci się na bloga”. Mam nie pisac o takich rzeczach, nie nagłaśniac ich na FB czy G+? Powiem krótko – NIE.
Tak, jak nie wyrażam zgody, aby mój blog był w systemach, które zalewać by go miały pseudo-komentarzami – które nazywane są marketingiems zeptanym, mimo, że nijak się do tego mają – tak i nie zamierzam obojętnie przechodzić obok w sytuacji, gdy ktoś pisze oficjalnie o tym, że depozycjonuje strony. Branża jest młoda – ale to od niej zależy, czy będzie pozwalała na tolerowanie tego typu zagrań :)

Patryk 1 listopada 2013, 23:41

Ok. Teraz rozumiem Twoją „misję”. Trudne i niewdzięczne zadanie sobie postawiłeś. Don Kichot walczył z wiatrakami, a Ty przeciwników masz równie trudnych ;) Bycie pierwszym krytykiem, pierwszym, który obnaża obłudę bywa niebezpieczne. Nie wiem jaki jest Twój target, grupa docelowa czytelników, ale przeciętny człek (potencjalny klient) nie będzie chciał rozsądzać racji, tylko oceni autora, a jedno z prawideł psychologicznych mówi, że nie lubimy kiedy się kogoś w ten sposób krytykuje. Mniej emocji, a więcej rzeczowości w Twoich wpisach i lepiej będzie się to czytało (jak dla mnie). Chyba, że Twoim celem jest duży pogłos, co akurat tutaj chcąc, nie chcąc udało Ci się osiągnąć;) Pozdrawiam i sukcesów życzę!

Sebastian Miśniakiewicz 2 listopada 2013, 23:19

Patryk,
to nie misja – ale na pewno sprawia frajdę.
Moją główną grupą czytelników nie jest branża SEO – wychodzę z założenia, że o wielu rzeczach, które poruszam, osoba, która mieni się mianem specjalisty, powinna wiedzieć :) Blog ma docierać do „zwykłych webmasterów” – oraz do tych, których interesuje coś więcej, niż tylko „dowalenie konkurencji linkami”.
Zmiany, jakie zachodzą w Google utwierdzają mnie, że ścieżka, obrana przez kilkoma laty, się doskonale sprawdza.
A jak ktoś się czuje dotknięty, bo np. artykuł taki jak ten pokazuje, że trzeba się chronić przez spamowaniem własnego forum czy bloga, no cóż – trzeba „wziąć to na klatę”; fakty nazywa się po imieniu.
Dodam jeszcze, że unikam we wpisach „osobistych wycieczek” – za duży jestem, aby bawić się w takie gierki; no chyba, że ktoś głośno mówi coś innego niż robi – to wtedy „nie mam wyboru”

Bielack 19 sierpnia 2013, 19:21

Mnie z kolei irytuje brak linka pod nazwiskami Interlokutorów; Jeśli chcę przeczytać coś więcej Autora, którego komentarz wydaje się interesujący – muszę go wyszukiwać. Słabo.

Mariusz Kołacz 19 sierpnia 2013, 19:53

Od dłuższego czasu w Twoich wpisach można zauważyć jedną rzecz, co innego mówisz i przekazujesz we wpisach, a co innego myślisz i robisz. Z przykrością muszę stwierdzić, że Twoje wpisy na blogu powoli schodzą na „psy” – to jest opinia całkowicie obiektywna wynikająca z analizy Twoich wypowiedzi.

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 20:06

Mariusz ostatnio pisałeś o mnie u siebie i coś nie udało Ci się zmusić innych do takiej dyskusji jak tutaj. Czekam na kolejny wpis o mnie przy okazji dziwię się że Ci się chce :) Zarzucasz mi coś co sam uprawiasz – weź się chłopie w garść i bądź konsekwentny a nie pleć andronów…
Często piszę o kontrowersyjnych kwestiach i nie zamierzam tego zmieniać. Czy to się niektórym osobom z branży podoba czy też nie. Dla mnie opisany we wpisie system to spam i trzeba to powiedzieć jasno. Liczy się to co jest w opakowaniu, w środku – a nie kolorowy papierek.
Poza tym na swoim blogu mogę pisać swoje uwagi. Jak ktoś ma inne zdanie zawsze może skomentować – nie daję jak niektórzy w branży bana na komentowanie. Nigdy nie zniżyłbym sie do takiego poziomu.

Piotr 19 sierpnia 2013, 20:08

Sebastian, usuń te literówki i błędy gramatyczne, bo Ci Gbot wykryje tekst z mieszarek ;)

cyt: Dla system to spam i trzeba to powiedzieć jasno
cyt: Zarzucasz mi coś co dam uprswiasz – weź się chłopie w garść i bądź konsekwentny a nie płeć andronow…

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 20:16

Komórka ma swoje minusy. Ale ok. Daj mi chwilę

Mariusz Kołacz 19 sierpnia 2013, 22:12

Sebastianie, nie zamierzam pisać więcej, bo każdy widzi jaki z Ciebie jest człowiek, ja przekonałem się o tym bardzo późno, ale lepiej późno niż wcale. Pisać oczywiście możesz co chcesz, wprowadzaj dalej ludzi w błąd, bo to ostatnio u Ciebie norma. A bana na pojedyncze komentarze dajesz i to nie raz czy dwa więc daruj sobie usprawiedliwienia. Jeśli ktoś tylko źle o Tobie pisze lub ma inne zdanie niż Ty nie akceptujesz jego komentarzy, jak to miało miejsce w przypadku który opisywałem na swoim blogu.

Sebastian Miśniakiewicz 19 sierpnia 2013, 22:36

To, co mnie cieszy i sprawia frajdę, to fakt, że jako jedna z niewielu osób z branży mam odwagę powiedzieć co myślę, a nie zachowywac się jak lizus. Tak mnei wychowano i ciesze się, że nadal mam wartości, których się trzymam.
Nie daję bana na komentarze, przestań mi tu wciskać kit. Mam w Akismecie ponad 1000 komentarzy – i nie zawsze je przeglądam.
Stali czytelnicy piszą czasem jednak, że nie widać komentarza, wtedy szukam – Ty wolisz zarzucać komuś kłamstwa – taki jesteś, trudno.
Jak nie masz o czym pisać u siebie to warto spróbowac swojego lasnsu zarzucając znanej osobie coś, czego nie robi – wielu robiło to przez ostatnie lata i .. nie widze już ich w branży. Niech to da Ci trochę do myślenia.

Sebastian Jakubiec 20 sierpnia 2013, 0:23

Myślisz, że konstruowanie sformułowań w stylu:
„to fakt, że jako jedna z niewielu osób z branży mam odwagę powiedzieć co myślę, a nie zachowywac się jak lizus.”
jest merytoryczną wypowiedzią człowieka kierującego się wartościami?

Tym zdaniem określiłeś wszystkich dyskutantów mających inne zdanie, jako lizusów (choć nie masz ku temu podstaw), oraz jako kłamców nie mówiących co myślą (również brak ku temu podstaw). To w sumie manipulacyjna dzwignia nie do przejścia – albo jesteś po mojej stronie (‚jednej z niewielu osób mającej odwagę powiedzieć co myśli’), albo jesteś lizusem mając inne zdanie, przychylne komuś innemu.

Pomijając kwestie racji, tego chyba się w poważnej dyskusji po prostu nie robi.

Sebastian Miśniakiewicz 20 sierpnia 2013, 7:44

Czasem trzeba po męsku nazwać pewne rzeczy po imieniu.
A tak nie jest?
Znajdź mi u kogoś na blogu chociażby podobne jak moje stanowisko w/s Brandle – nie znajdziesz. A z tej prostej przyczymy, że mój blog jest skierowany głównie do webmasterów, a nie branżowców. Bo jakbym był kolejnym „zwykłym” blogiem SEO, to musiałbym pisać recenzję Seopilota, prolinka, Brandle itp. – wszystkie pozytywne.
https://blog.seo-profi.pl/spam-od-maxroya-na-emailowej-skrzynce-firmowej-gdzie-sa-granice/ – napisał ktoś o tym mocno? ktoś wspomniał gdzieś w komentarzu i tyle. Ja potrafiłem „się odważyć”. jako jedyny.
Nie rozumiem, dlaczego między sobą osoby rozmawiają i wytykają pewne rzeczy – ale juz publicznie napisać o tym nie chcą.
Jako podsumowanie – jedna osoba napisała mi kiedyś, że podziwia mnie za to, że wchodzę w dysputy z Xannem – ponieważ mam rację, a „inni się boją, aby mu nie podpaść, bo „siedzą w jego systemie”.
Dla takiego komentarza warto żyć :)

Sebastian Jakubiec 20 sierpnia 2013, 8:31

Po pierwsze, mój blog jest skierowany do osób spoza branży. Nie opisuje w pełni zaawansowanych technik, nowinek – kierując się do młodych webmasterów i przedsiębiorczych ludzi.

Nie chodzi o „pisanie wszystkich pozytywnych”, dziennikarska rzetelność jednak to też nie jest, kiedy się jedzie personalnie po osobach, nie dotrzegając obiektywnie czyjej pracy włożonej w kurs czy narzędzie.

Za granicą na pęczki jest takich kursów i nikt nikomu palca za to do oka nie wkłada. Każdy ma prawo uczyć, bo pracował na swój autorytet – to wybór klientów weryfikuje, czy produkt jest wartościowy czy nie.

Nie interesuje mnie czy podpadne Xannowi, nie siedzę w systemie Xanna, szczerze mówiąc cenie jego osobę za to, że działamy w tej samej branży, choć może inaczej, mając inne podejścia – nie mi osądzać, czy właściwe czy nie. Dlaczego nie komentuje i nie udzielam się masowo na PiO? Bo mi szkoda czasu na takie pogaduchy, i kiedy inni się zatrzymują na pogawędki i przepychanki – ja biegnę dalej do celu.

Sebastian Miśniakiewicz 20 sierpnia 2013, 8:54

„i kiedy inni się zatrzymują na pogawędki i przepychanki – ja biegnę dalej do celu.”

Dobra uwaga – ale zobacz, jaki ten watek się zrobił…. Maxroya pobił :)

Mariusz Kołacz 19 sierpnia 2013, 23:02

Sebastianie, kit to Ty wciskasz, myślisz że jestem taki głupi co?

Kiedyś także mi nie zaakceptowałeś komentarza, wtedy myślałem że to był błąd, dlatego w omawianym przypadku specjalnie sprawdziłem czy komentarz trafił do kolejki dwukrotnie go wysyłając, przy drugim razie otrzymałem komunikat o wykryciu duplikatu więc komentarz był w kolejce, a Ty go zwyczajnie usunąłeś bojąc się opinii osoby z branży.

Gdybym nie miał pewności że go wywaliłeś cwaniaku to bym nie pisał na swoim blogu o tym.

O lansie nawet nie wspominaj, bo to Ty lansujesz się na największego chojraka seo równając z ziemią Bogu ducha winne firmy i osoby. Część przypadków jest uzasadniona, ale pozostałe już nie. Pisać możesz co chcesz, tylko miej to na uwadze że nie każdy czytelnik jest głupi i potrafi sobie sprawdzić choćby czy jego komentarz jest w kolejce moderacji.

Koniec kropka w tym temacie.

Sebastian Miśniakiewicz 20 sierpnia 2013, 7:31

Daj sobie spokój z tym komentarzem, męczący się już zrobiłeś, jak dziecko – uczepiłeś się sytuacji, gdzie pewnie Akismet Ciebie nie puścił.
Pisałem już kilka razy o tym…
Gdyby naprawdę Ci zależało, to byś go napisał w wyniku tej dyskusji raz jeszcze – a ja sprawdziłbym nawet spam w blogu.
Po co się czepiasz? Nie możesz przyjąć do wiadomości, jak jest?
Zaparz sobie kawę i zobacz, co ludzie piszą w komentarzach – gdybym jak niektórzy usuwał komentarze, to by one się u mnie nie pojawiły.
Dzięki moim od czasu do czasy dysputom z Xannem np. nie mówiąc już o Forum Google jestem uodporniony na różne bzdurne zarzuty. Na PiO tez mnie chciano „zjeść” – a jak jednej osobie znalazłem od razu błąd w stronie, to aż inni bywalcy tamtego forum się z niego smiali, że „dopiero Sebastian Ci pomógł”.
Koniec kropka w tym temacie? często to piszą osoby, które mi coś bzdurnego zarzucają – no ale co mają napisać, jak nie mają argumentów? :)

Sebastian Jakubiec 20 sierpnia 2013, 0:13

Niestety z przykrością muszę przyznać rację zarówno @Mariuszowi i @Piotrowi, jak by się troszkę pogorszyło @Sebastianie u ciebie. I nie mówię tu o sam blog, wartościowo piszesz – czasami może na mase, ale to Twoja strategia i szanuję to. Myślę bardziej pod kątem atmosfery w społeczności Twojego bloga. Jakiekolwiek argumenty odbijają się echem, lub przysłowiowym grochem – ok, rozumiem też i to. Choć płynie jeden z tego wniosek: mało społeczności w tym TWOIM wszak poletku. No cóż, każdy ma swój ogródek i może w nim orać jak chce. Pytanie czy jest sens, gdy gości wyraźnie to odstrasza. To pozostawiam Tobie i tylko Tobie do decyzji, niestety przez to ja bywam tu rzadziej, skuszony jakimś na prawdę rzadko pojawiającym się mega kąskiem.

Jeśli chodzi o kurs audytów – cóż, po czasie w jakim opublikowano wpis – tak się domyślałem, że to to mogło być impulsem. Czyżby zabolało to, że ktoś po prostu spienięża swoją wiedzę? A cóż innego robisz Ty oferując – https://blog.seo-profi.pl/szkolenia-z-zakresu-sem/ – szkolenia SEO/SEM? Przekazujesz cząstkę wiedzy, bierzesz pieniądze. Czy forma interaktywna to coś innego od e-booka/narzędzia? Tak samo po Twoim szkoleniu ktoś może wyjść i okrzyknąć się Mistrzem SEO, i oferować bóg wie co.

Znów wychodzi przerzucenie odpowiedzialności na niewłaściwą osobę.
Kto kupuje od niedoświadczonego – sam sobie winien, bo kupił od krętacza. Kto uważa siebie za master of SEO po jednym tylko przeczytanym artykule, pdf’ie – też innym krzywdę robi. Ok od czegoś trzeba zacząć, ale pomału – najpierw coś osiągnij, potem zacznij oferować itd.

Czy zatem Danowski i Makaruk są winni tego, że ktoś po przeczytaniu ich książki chce pracować w SEO i to oferuje?
Czy zatem Lexy jest „winna” tego, że ktoś po jej kursie może wykonać pewne mechaniczne przeglądy choćby kwestii optymalizacji?

Bez względu na wszystko – taka osoba będzie mieć już jakąś wiedzę, choćby minimalną by ocenić jakość kodu strony, i wskazać podstawowe błędy. To poziom wyjściowy, no i ceny muszą być wtedy wyjściowe. Nie wyobrażam sobie by taka osoba brała się za audyty np. empik.com ;)

Zajmując się od jakiegoś czasu szkoleniami – wyznaję jedną prostą zasadę. Każdy jest w stanie zapłacić drugiej osobie, jeśli ta posiada wiedzę przydatną tej pierwszej. Jeśli ktoś po kursie Lexy posiądze wiedzę na temat tylko i wyłącznie dosyć topornie robionej optymalizacji – tytuł, meta, nagłówek H1, ok może jest to nie wiele, ale i tak wie już więcej niż niejeden przedsiębiorca, którzy na szkoleniach na których byłem uczyli się, jak coś opublikować na FB. Przykład z życia wzięty, więc jak widzisz – zawsze będą ludzie, którzy wiedzą mniej i będą w stanie za tą wiedzę zapłacić.

A na koniec sentencja, która powala wszystko – rynek zweryfikuje wszystko. I Lexy, która jak widać ma się dobrze więc chyba rynek mówi: rób tak dalej. I tych audytorów, jedni się utrzymają, inni utoną – nie rozwijając się dalej.

Sebastian Miśniakiewicz 20 sierpnia 2013, 7:37

Sebastian, bardzo merytoryczny komentarz; wszystko jest OK, poza jedną rzeczą – ja nie pisze u siebie na blogu „dzięki jego lekturze będziesz mógł komercyjnie zarabiać”.
Bo to byłoby przegięcie – i wiele osób się tutaj ze mną zgodzi. I tylko i wyłącznie o to chodzi – o to jedno, krótkie zdanie.
To nie tylko moja uwaga – ale inne osoby wolą nie „podpaść”, nie zwrócić uwagi. No cóż, to ich sprawa – ja jestem sobą.

Sebastian Jakubiec 20 sierpnia 2013, 8:35

Zatrzymajmy się na chwilę :)

Kto jest odbiorcą bloga Marty? Generalnie ludzie z branży SEO – opisuje głębsze tematy, znający już co nieco wyszukiwarkę i jej sposób działania. Zatem kurs jest kierowany do tej grupy osób, która siedzi w SEO i może rozwinąć swoje umiejętności i czerpać korzyści z posiadanej wiedzy, usystematyzowanej w kurs. To dosyć logiczne, że taka grupa zacznie zarabiać na audytach?

Sebastian Miśniakiewicz 20 sierpnia 2013, 9:03

„generalnie” – dobrze napisałeś; nie mam dostępu do statów, ale od kiedy pamiętam był postrzegany też jako blog dla początkujących. Zresztą kurs pozycjonowania dla początkujących nie jest na pewno dla osób z branży:)
Co zrobi grupa…. jak czytam na PiO wczoraj, że Xann zaczyna pisac o wyciąganiu stron z filtrów to … wiesz, jest mi to totalnie obojętne, na czym grupa będzie zarabiać :)
Zaczyna się nam rozmywac wątek – zaczęliśmy od Brandle, teraz jesteśmy na audytach SEO :)

paweł 20 sierpnia 2013, 7:01

Świat „pozycjonerów” to dla mnie jeden z najbardziej toksycznych. Widać to na PIO i tutaj. Każdy musi się dowartościować, tak jakby jego biznes był złożony z zbyt dużej liczby porażek ;-)
I to niedowartościowanie powoduje, że wszyscy muszą udawadniać jacy są zarąbiści.

Osobiście lubię ten blog bo jest szybki i ma spójną linię. Akurat z opinią o Brandle się nie zgadzam, ale rozumiem, że z punktu widzenia extremalnie white-seo jest ona logiczna.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Seo jest piękne :-)

paweł 20 sierpnia 2013, 7:04

I żeby wszystkich dowartościować – w tym tygodniu pozbyłem się 4 filtrów ręcznych. Dzięki komu? Dzięki Sebastianowi i Lexy. Korzystałem z ich blogów ucząc się.

Marcin 20 sierpnia 2013, 13:33

Zgadzam się z Pawłem w 100 % ja również zaglądam na blog Sebastiana ale i Lexy i to właśnie dzięki nim można się czegoś w sieci dowiedzieć o pozycjonowaniu. Jak ktoś uważa że albo jedno albo drugie pisze bzdury to niech się przerzuci na bloga Googlaska gdzie piszą samą prawdę i tylko prawdę :)
Każdy z nas ma swój rozum więc niech sam zadecyduje komu bardziej wierzyć :) W moim przypadku oboje są świetni w tym co robią i oby tak dalej było !

Robert 20 sierpnia 2013, 14:18

Artykuł o Brandle.pl każdy może poczytać i odnieść się do tego poprzez komentarze, ale widzę że niektórzy za wszelką cenę chcą bronić Lexy (chyba nie jest tajemnicą, że niektórych z piszących tu łącza z nią bardzo dobre relacje) nie ważne jakim kosztem. Przecież co to za problem dla was znawców tematu zrobić podobny test i opublikować jego wyniki na swoim blogu lub tutaj w komentarzach? Wtedy rozwiejecie wszelkie wątpliwości.

Nie widzę w komentarzach aby właściciele Brandle.pl oskarżali twórcę artykułów o kłamstwo itd,, co więcej sami widzą niedoskonałości tego: Coraz częściej zastanawiamy się nad tym, by weryfikować i zatwierdzać każdą kampanię utworzoną w Brandle.

Igor 22 sierpnia 2013, 13:07

Brandle zniszczyło wiele dobrych for. Np forum e- biznesy

Sebastian Miśniakiewicz 22 sierpnia 2013, 13:30

Igor, możesz powiedzieć coś więcej – dlaczego? Jakie błedy popełnili np. admini tamtego forum?

Igor 23 sierpnia 2013, 14:20

Niemal nie ma już tematów do rozmowy, tylko marketing szeptany i upychanie linków w postach.

Błędem administratorów zaspamowanych for jest to, że odpuścili sobie moderację, ale jak im się dziwić, skoro każdego dnia trzeba by poświęcić masę czasu na moderację? Brandle zniszczyło wiele for, przez tworzenie bazy która jest dostępna w ich narzędziu dla każdego spamera.

Sebastian Miśniakiewicz 23 sierpnia 2013, 15:22

Wiesz, że założyłem konto testowe jakiś czas temu i … znalazłem nawet swojego bloga – plus wiele innych z branży?
Lekkie przegięcie…

Brandle 26 sierpnia 2013, 9:31

„Nawet jak te komentarze nie są z Brandle, to dodanie blogów SEO do systemu uważam za małe przegięcie.”

Sebastianie, sugerujesz po raz kolejny, że Brandle spamuje, Brandle zamieszcza posty. Otóż Brandle nie zamieszcza żadnych postów. Jak masz konto to możesz się zorientować. Brandle to narzędzie do organizacji i monitoringu kampanii na forach. Samo narzędzie nie zamieszcza postów, bo nie jest automatem do zamieszczania treści. Użytkownicy tworzą założenia kampanii i je samodzielnie realizują, a Brandle dostarcza im dane. Jeśli coś krytykujesz, to dobrze byłoby się dowiedzieć jak działa.

Wracając do tematu bazy miejsc. Jest to nic innego jak zbiór mediów, w których toczą się otwarte dyskusje. Jeśli uważasz, że Twój blog nie pasuje, to możemy go usunąć.

Sebastian Miśniakiewicz 26 sierpnia 2013, 9:49

To nie tylko moja opinia – w dyskusji sa też głosy podobne do mojego – a że mało to już inna kwestia.
Proszę o usunięcie mojego bloga z bazy danych – i nie umieszczanie go w żadnym innym projekcie Waszej firmy.

Sebastian Miśniakiewicz 26 sierpnia 2013, 11:37

Dodam jeszcze jedną rzecz – mimo wielokrotnych moich wpisów i opinii innych osób SWLe nie zdecydowały się na weryfikację własności dodawanych domen.
Może trzeba u Was zrobić coś takiego – tym bardziej, że twórca Brandle uważa, że weryfikacja własności w Swlu byłaby dobrym rozwiązaniem

„nie lepiej dodać wymóg weryfikacji każdej dodawanej domeny?

Zatem co stoi na przeszkodzie? Odpowiedź jest w dalszej części wypowiedzi

„Chociaż pewnie z biznesowego podejścia byłoby to niekorzystne, bo niewielki procent klientów godziłby się na to.”

Czyli kasa. W sumie wtedy baza byłaby uboższa, bo nie wierzę, aby właściciel szanującego się serwisu poszedł na „SEOwy” marketing szeptany.

Sebastian Miśniakiewicz 26 sierpnia 2013, 11:42

Dodam jeszcze jedną rzecz – mimo wielokrotnych moich wpisów i opinii innych osób SWLe nie zdecydowały się na weryfikację własności dodawanych domen.
Może trzeba u Was zrobić coś takiego – tym bardziej, że twórca Brandle uważa, że weryfikacja własności w Swlu byłaby dobrym rozwiązaniem

„nie lepiej dodać wymóg weryfikacji każdej dodawanej domeny?

Zatem co stoi na przeszkodzie? Odpowiedź jest w dalszej części wypowiedzi, zaraz kolejnym zdaniu

„Chociaż pewnie z biznesowego podejścia byłoby to niekorzystne, bo niewielki procent klientów godziłby się na to.”

Czyli mamy jasność – kasa. W sumie logiczne – przy weryfikacji serwisu – czyli de facto zgodzie jego właściciela na uprawianie na nim marketingu szeptanego – baza byłaby uboższa, bo nie wierzę, aby właściciel szanującego się serwisu poszedł na (zwłaszcza) „SEOwy” marketing szeptany – a w serwisie jest wyraxnie pokazane, jaki serwis pozwala na linki dofollow.

Brandle 26 sierpnia 2013, 12:27

Nie widzę związku z naszym systemem. Dodam tylko, że baza miejsc pełni rolę pomocniczą i ma niewielki wpływ, gdzie rzeczywiście prowadzone są dyskusje (tj. sporo dyskusji monitorowanych w Brandle toczy się na stronach nie uwzględnianych w naszej bazie miejsc). Usuniemy Twojego bloga, ale to nie oznacza, że nikt kto korzysta z Brandle nie będzie monitorował napisanych u Ciebie komentarzy.

Sebastian Miśniakiewicz 26 sierpnia 2013, 12:35

Dziękuję za usunięcie.
Co do monitorowania – oczywiście to jest poza tematem. Dla mnie ważne jest tylko, aby nie można było korzystać z bazy programowej „z moim udziałem”.
A co user sobie zrobi, do kogo będzie próbował „pukać” – na to już oczywiście ani Pan, ani ja, nie mamy wpływu :)

Czytelnik 27 sierpnia 2013, 15:39

Drogi Sebastianie, czytam Twego bloga od dawna. Z początku pisałeś ciekawie i rzeczowo, lecz teraz trafiam do Ciebie wyłącznie z przyzwyczajenia, co któryś post. Muszę Ci szczerze powiedzieć, że w ten sposób autorytetu sobie nie wyrobisz, a jeżeli go posiadałeś, to z całą pewnością już go jakiś czas temu straciłeś.

Brandle to jeden z wielu takich systemów i to do tego niezbyt jeszcze rozwinięty. Wiem, że jesteś w pewnym konflikcie ze współtwórczynią tegoż systemu, jednak Twój problem polega na tym, że za bardzo upubliczniasz ten konflikt.

Do tego wyczuć można u Ciebie dużą dozę zazdrości (za Brandle i Seostation).

Moja rada: Weź się w garść chłopie i zacznij tworzyć coś konstruktywnego.

Sebastian Miśniakiewicz 27 sierpnia 2013, 16:41

„Moja rada: Weź się w garść chłopie i zacznij tworzyć coś konstruktywnego.”

Marketing szeptany w pełnej krasie :) – nie wiem, jak można wmawiać mi, że ZAZDROSZCZĘ, że Brandle spamuje mi bloga…

Dyskusja nie dotyczy Seostation – ale jak już ją rozpoczęto to powiem, że web-tools.pl Marka Ściubidło uważam za znacznie lepszy. Sprawdzony od lat, do tego znacznie tańszy – plus chociażby wersja serwerowa przechowuje dane z całego okresu.
I tak dobrze, że ceny SS spadły – wczesniejsze były wzięte z sufitu i nijak przystawały do sytuacji na rynku….

Brandle 28 sierpnia 2013, 11:19

Kolejny raz to samo. Proszę nie zarzucać nam, że spamujemy. Nie będę kolejny raz tłumaczył Ci działania naszego systemu – masz konto, możesz sprawdzić.

Ceny seostation.pl nie spadły. W zasadzie to zlikwidowaliśmy pakiet, który był najtańszy na rynku. Nie da się robić monitoringu stron na odpowiednim poziomie z dumpingowymi cenami.

Sebastian Miśniakiewicz 28 sierpnia 2013, 11:35

Przecież nie zarzucam spamowania :) – tylko to, że korzystając z systemu można to robić prościej, bo dołączacie już gotową bazę for i blogów, nie pytając się ich właścicieli, czy życzą sobie reklamowy spam w swoich serwisach.
PS Dziękuję za usunięcie mojego bloga z systemu – nie napisałem tego wcześniej.

grono 28 sierpnia 2013, 13:07

Ten blog wygląda jakby był prowadzony przez pracowników Google, a sam temat tego tekstu jest poniżej krytyki.

Sebastian Miśniakiewicz 28 sierpnia 2013, 14:00

Blog jest mój :) – nie po to poświęcam mu tyle czasu, aby nie reagować na taką uwagę :)
A że poruszam na nim tematy, które sprawiają, że myślisz, że pracownicy Google je piszą, to już inna sprawa – 3 lipca pokazał, jak mało w Polsce wie się o Wskazówkach, zwłaszcza osoby, których strony są pozycjonowane.
Powiadomienie o nienaturalnych linkach można dostać też za linki dofollow „pochodzące” z marketingu szeptanego – uważam, że osoby, których to najbardziej dotyczy, czyli właściciele stron, którzy zlecają marketing szeptany, powinni o tym wiedzieć.
Zastanawia mnie jedna rzecz – tekst poniżej krytyki, a tak wiele osób go krytykuje. Hm … :)

Piotr 28 sierpnia 2013, 14:07

Powiedz mi, jak rozróżnić komentarz napisany na forum z dobrego profilu, link w postaci adresu url do konkretnego produktu, komentarz rzeczowy jeden od drugiego kiedy:

1. Komnetarz został opłacony – marketing szemrany
2. Komentarz został dodany przez xsinskiego, ktory nie ma pojecia o SEO i wojenkach w branży,a po prostu kobietka zapytała o np. najlepsza butelkę do mleka – a xsiniski wklejił link do sklepu z którego sam kupił wg niego najlepsza butelkę?

Sebastian Miśniakiewicz 28 sierpnia 2013, 14:44

Piotrek,
Jest to praktycznie niemożliwe. Praktycznie, ponieważ dobry admin forum czy bloga to wychwyci i da bana na IP/usera.
Podałeś bardzo dobry przykład – podobnie ma się z linkowaniem – zobacz na to:
Masz sklep z częściami samochodowymi. Twój znajomy prowadzi warsztat wulkanizacyjny. Twój znajomy ma strone. Prosisz go, aby – w ramach komplementarynych usług – umieścił informacje o Tobie i Twojej stronie u siebie. W wyniku tego
1) dostajesz linka z anchorem „części samochodowe” – to jest naturalny link
2) j/w ale PROSISZ ZNAJOMEGO o dokładnie taki anchor, bo chcesz pod niego wysoko rankowac – wtedy to NIE JEST już naturalny link.
Jak odróznimy oba od siebie? Nie odróznimy? Nie do końca
Są sposoby na to – analiza innych odnośników i wychwycenie wzorca linków. Moim zdaniem np. to, co robią SWLe – linkując strony linkami nofollow, czy tez linkowanie anchorami „zovacz”, „tutaj” itp – jest dobre, ale tylko na chwilę. Wzorczec trochę przykurzysz – ale algorytm jest mocniejszy od Ciebie czy ode mnie – poradzi sobie z tym prędzej czy później. jak dobry admin forum czy bloga…
John bardzo dobrze mówił o tym – https://blog.seo-profi.pl/hangout-z-johnem-muellerem-26-08-2013/
Od dawna stoję na stanowisku, że analiza WSZYSTKICH linków WSZYSTKIMI dostepnymi narzedziami nie ma sensu. Ja potrafię wychwycić wzorzec linków bazując tylko na Narzędziach – po co mi 10tys domen i konieczny 10x większy nakład pracy?
Kluczem do wszystkiego są wzorce i naturalnośc – a tej, przy nienaturalnym linkowaniu NIGDY nie osiągniesz :)

Grzegorz 18 października 2013, 10:04

Jeszcze moje spostrzeżenie odnośnie forum/blogów itp. i identyfikacji naturalności wpisu. Otóż biorę przykład mojej żony :). Gdyby chciała na forum polecić coś ciekawego to na pewno nie będzie się bawić w anchory. Po prostu weźmie i skopiuje link w celu wklejenia w post, który pisze. Tak zrobi większość normalnych osób – mam na myśli użytkownika, który nie wie, że link z anchor tekstem ma jakiś konkretny wpływ na pozycjonowanie strony. Co tu dużo pisać, ja sam gdy byłem w tej materii kompletnie zielony tak robiłem. A może się mylę…?

Sebastian Miśniakiewicz 18 października 2013, 10:42

Nie mylisz się :) – chociaż coraz częściej osoby, które robią „szeptankę” robią tak, jak mówisz – aby „nie rzucać się w oczy”….

Adam 17 października 2013, 22:38

Prawda jest taka, że ten marketing w wersji szeptanej na forach potrafi ludzi bardziej dezorientować i zniechęcać niż pomagać firmom. Ludzie nie są głupi i widzą w czym rzecz. Co lepsze nawet i same firmy o tym piszą, że jest to śmieszne i bezsensowne http://polishenglish4u.blogspot.com/2013/10/forum-jezykowe-i-nachalny-marketing.html

Sebastian Miśniakiewicz 18 października 2013, 6:06

Świetny link, Adam – dzięki :)

Grzegorz 18 października 2013, 9:55

Dobrze wiedzieć, że lektorzy czytają nasze przemyślenia – nawet tego typu :) (Pan Adam). Dzięki za zauważenie naszych przemyśleń. Natomiast Pany Sebastianowi chciałbym przyznać dużego plusa za poruszaną tematykę. Między innymi ciekawe wpisy na Pana blogu pchnęły nas do napisania nieco więcej na ten temat i pewnie się na tym nie skończy. Może przyda się to też ludziom właśnie stricte zajmującym się szeroko pojętym marketingiem internetowym. Oto link do kolejnej części rozprawy na ten temat: http://polishenglish4u.blogspot.com/2013/10/reakcje-na-artyku-o-nachalnym.html

Sebastian Miśniakiewicz 18 października 2013, 10:46

Dziękuję za miłe słowa – przydadzą się jako „natchnienie” przed kolejnymi wpisami :)

Grzegorz 19 października 2013, 17:59

Witam. Chciałbym w zasadzie na razie zamknąć ten temat ze swojej strony i zaprosić do zapoznania się z tym jakie techniki stosują firmy z Black Hat SEO wykorzystując slogan „community building”. Żywy przykład na nas. http://polishenglish4u.blogspot.com/2013/10/kliencie-uwazaj-na-opinie-na-forach.html

Neutron 24 października 2013, 13:36

Witaj Sebastianie,

Widząc burze jaką wywołałeś w sierpniu tym wpisem nie potrafię zrozumieć jak mogłem pominąć go. :D
Ku mojej radości jakiś czas temu Ewelina S bardzo dosadnie opisała „kółko wzajemnej adoracji”, które napadło na Ciebie. Zaczynam rozumieć jakim toksycznym środowiskiem jest polskie SEO… wystarczy napisać niepochlebny artykuł a już zaczyna się nagonka. „Ręka rękę myje” wiec nie ma się co dziwić czemu Ciebie tak zmieszali z błotem. Ja jednak murem stoję za Tobą. Nie sprzeciwiam się tutaj działalności Lexy czy Brandle…. chociaż… Testowałem ten system… uważam że za te pieniądze powinien oferować dużo więcej. Etyki związanej z marketingiem szeptanym poruszać nie będę bo to kwestia indywidualna podobnie jak gust muzyczny. Podsumowując mój żałosny elaborat. O ile nie zawsze się zgadzam z tym o czym piszesz o tyle teraz ciesze się że jest ktoś taki kto bez skrupułów, potrafi zgnoić tandetne produkty samozwańczych mistrzów SEO (na które jeszcze dają „gwarancję” sukcesu w SERPACH…. litości). „Szkolenia SEO” czy najbliższe spotkanie w Wawie też sobie odpuszczę… i to nie przez osoby które to prowadzą bo akurat oni są naprawdę dobrymi specami od SEO, tylko przez to, że zjawią się też, ci namolni sprzedawcy profili i inni niekoronowani mistrzowie pozycjonowania… a ja mam słabe nerwy i nie chciałbym komuś z nich dać w mordę…

Pozdrawiam Ciebie Sebastianie i życzę sukcesów w branży… oczywiście nie tam gdzie kolidują z moimi frazami ;P

Sebastian Miśniakiewicz 24 października 2013, 15:32

Hej.
Ciekawy komentarz… Dzięki – jestem sobą i zagrywki takie, jak opisujesz, mnie … śmieszą; ale i wpływają negatywnie na wizerunek branży, więc … o nich piszę.
Na takie zaś ataki się uodporniłem – może dlatego, że nie mam konta w Brandle czy w Weblinku, więc mogę napisać coś „bez obawy”, że dostanę bana czy duża ilość „naturalnych linków”?
Życie pokazuje, że najwięksi krzykacze krzyczą … mocno, ale krótko. Efekty już widać – Xann reklamuje się na szkoleniach z zakresu …. White hat SEO; osoby, które zarzucały mi jakość, same zaczynają o niej pisac – i to w takim tempie, że wygląda to aż dziwnie.
To tylko dobitnie pokazuje, że branża jest w dalszym ciągu młoda – przy czym mnie dziwi to, że osoby starsze wiekiem i o większym życiowym doświadczeniu potrafią zniżać się do poziomów, do których ja osobiście nigdy bym nie zszedł.

Ewelina coś opisała? Która? I gdzie?

Jeszcze co do ataków – to obecnie wątek numer jeden pod względem ilości komentarzy – pobił Weblinka o 50%, a MaxRoya prawie o 200%. Nigdy nie spodziewałbym się, że takie emocje wywoła opisanie faktycznego stanu rzeczy…

Neutron 24 października 2013, 19:31

Miałem na myśli ten wpis: http://o-internecie.blogspot.com/2013/10/pingwin-21-wnioski-wysnute-w-oparciu-o.html Ona akurat odniosła się do jednej sytuacji. Ja jednak pamiętam też dyskusję, w której niezbyt pochlebnie wypowiadali się ludzie na temat PROFILI… Zgadnij kto zaraz zaczął zaciekle bronić swoich „produktów” a raczej tego konkretnego…? ;> nie będę tutaj sypał nazwiskami czy ksywami. Na dzisiaj koniec mojego GDAKANIA…. ups ;)

Sebastian Miśniakiewicz 24 października 2013, 20:26

Zobacz na to – https://plus.google.com/107213890378241946970/posts/diVxDn82vsL
Kolejna osoba, której nikt nie chce podskoczyć – którą ludzie krytykują „w kuluarach”, a publicznie „ściskają się jak przyjaciele”
Smutne czy żałosne?

gdaq 24 października 2013, 21:09

Ehhh tyle ostatnio miłości w branży seo :) Neutron najlepszego Ci życzę!

Sebastian Miśniakiewicz 24 października 2013, 21:15

Gdaq – nienawiścią zieją Ci, co nie potrafią polemizować i każda próbe wyrażenia swojego zdania odbierają jako atak na siebie :)
BTW – napisałeś 100 komentarz do tego wpisu – absolutny rekord mojego bloga :)

gdaq 24 października 2013, 21:22

Nie chcę wejść w taką dyskusję jaka miała miejsce kilka dni temu na G+ także odpuszczę. Ciężko prowadzić dyskusję z kimś kto chce mi dać w mordę :)

100 komentarz czy coś wygrałem :)?

Sebastian Miśniakiewicz 24 października 2013, 21:26

Podasz linka do tej dyskusji?
Niestety, nagrody za 100 komentarz nie przewidziałem :)

Grzegorz Figoń 28 października 2013, 14:58

„Jeszcze co do ataków – to obecnie wątek numer jeden pod względem ilości komentarzy – pobił Weblinka o 50%, a MaxRoya prawie o 200%. Nigdy nie spodziewałbym się, że takie emocje wywoła opisanie faktycznego stanu rzeczy…”

czyli nagonka wypadła najlepiej ze wszystkich ;)

Piotrek Polok 22 stycznia 2015, 10:27

Szkoda, że nie znasz tematu, a się wypowiadasz. Zleciłeś jakąś kampanię przez brandle i miałeś z tego efekt? Nie wiesz jak działają agenci i zdziwiłbyś się jakie marki korzystają z tego narzędzia. Wielu z klientów prosi o merytoryczne wypowiedzi. Link do follow albo no follow to przeważnie dodatek do całego wpisu i nie każdy go wymaga. Warto się zastanowić.
Wszystkiego dobrego

Sebastian Miśniakiewicz 22 stycznia 2015, 15:10

Fajnie, że wiesz lepiej, co znam – dlaczego mnie to nie dziwi? :)
Naprawdę sądzisz, że prowadząc bloga od lat i świadcząc usługi SEO od lat, pozwoliłbym sobie na napisanie czegoś, czego NIE ZNAM?
Twoja wypowiedź wpisuje się w jeden trend – i moim zdaniem jest to nieumiejętnie prowadzona „szeptanka”, mająca na celu gloryfikację systemu Brandle.
No cóż, ja powiem tak – dużo stron wyciągałem po dużych agencjach – dla mnie to, co one robią, to często nieporozumienie. A jak to robią z Brandle, to nie jest to mój problem – ale ich Klientów.
Jak działają agencje dobrze wiem.
I wiesz co?
Niech dalej działają – ja przynajmniej się nie nudzę :)
PS Zauważ tylko jedną rzecz, a właściwie dwie
1) Dalej robię to, co robiłem
2) wiele osób/firm zmienia profil działalności – z SEO przerzuca się na szkolenia czy nawet na Adwords – nawet Xann, a dokładnie jego firma, robi szkolenia z Adwords :) – to się nadaje na nagłówek do Faktu czy SE :)
Więc pisz więcej takich postów – zauważ tylko jedno: one jednak niestety rzeczywistości nie zmienią…

Sebastian Jakubiec 23 stycznia 2015, 1:23

A co złego w Adwords, bo nie rozumiem? SEO to część SEM, czyli marketingu w wyszukiwarkach, zatem to chyba normalne uzupełnienie? :) Co w tym z sensacji?

PS. To naturalny trend branży, która dorasta – rozszerzanie swojego zakresu na nowe pola działania, i ich włączanie do obecnej oferty. Usługi uzupełniające ofertę to naturalny element wzrostu firmy – skoro firma osiągneła stabilną pozycję w głównej usłudze, rozszerza działalność na nowe pola by zwiększać dochody. Jak widzisz jeden i ten sam fakt, można interpretować na dwa różne sposoby. Tak samo jak to, że „nadal robisz to co robisz” – jako stagnacje i brak rozwoju oferty. Punkt widzenia zależy jedynie od punktu patrzenia ;)

Co do Brandle, ostatecznie – patrzysz jedynie pod kątem SEO. To narzędzie ma szereg innych zastosowań, wiele zleceniodawców nawet nie zwraca uwagi na ten aspekt jakim jest SEO, bo w ich strategii nie ma ono priorytetu. Czy brandle zatem nie powinno się wykorzystywać wizerunkowo, skoro SEO kogoś nie obchodzi? :)

Sebastian Miśniakiewicz 23 stycznia 2015, 9:42

Sebastian,

nie zrozumiałeś idei.

jak ktoś jest specjalistą w SEO, lub takim się mieni, a po zmianach w Google przechodzi na Adwords – to chyba nie jest to normalne.

A dzisiaj sporo osób przechodzi z SEO na Adwords lub na szkolenia. Osób, które od lat były „mocne w SEO”…. – dla mnie to znak, że nie dostosowały się do nowej rzeczywistości. Smutne, ale takie życie…

CO do Brandle nie mam ochoty się wypowiadać – wszystko już na ten temat powiedziałem. Jak kiedyś ludzie zmienią sposób wykorzystywania, to i ja zmienię zdanie :)

Sebastian Jakubiec 23 stycznia 2015, 12:07

Ok, a Ty uważasz siebie za specjalistę SEO? :)
Jak rozumiem, tak. To w takim razie dlaczego Ty, mieniąc się specjalistą SEO oferujesz i Adwords i szkolenia, ba, nawet obsługę mediów społecznościowych?

Czy to nie „znak, że nie dostosowałeś się do nowej rzeczywistości”? ;)

Sebastian Miśniakiewicz 23 stycznia 2015, 17:13

Sebastian,
ja pomagam skierować do odpowiedniej osoby – np. Leszka Krupę od Adwords. Poziom usług SEM w Polsce jest na niskim poziomie i ludzie często żałują decyzji, jakie podjęli w przeszłości
Z racji, że często działam ze specjalistami w teamie, i nasze usługi się zazębiają, mogę tak napisać, jak napisałem.
Pewnie „pijesz” do sformułowań na stronie – zmienię to specjalnie dla Ciebie

pibi 16 kwietnia 2015, 18:42

Cała prawda o Brandle jest miażdżąca. Większość agencji nie podpisuje umów przez co osoby wykonujące zlecenia raz dostają wynagrodzenie, a raz nie. Linkami spamuje się wszędzie, gdzie się da. Lista for dla agentów jest nieaktualna, dlatego są odwieczne problemy. Administracja pomaga tylko czasem, ale tylko firmom, które zapłacą a nie agentom. Jeśli ktoś nie zapłaci to pozostawiają sprawę bez żadnej interwencji. Nie zależy im na dobrych agentach, ale na agencjach, które płacą kupę kasy, a dzięki takiemu działaniu dostają często gęsto posty marnej jakości.

Sebastian Miśniakiewicz 16 kwietnia 2015, 21:27

A skąd taka opinia? :)

pibi 17 kwietnia 2015, 0:04

Z doświadczenia :) Brandle to wydmuszka. Promują tylko kilka agentów (zaprzyjaźnione czy ich własne firmy???), a resztę agentów mają gdzieś przez co też jakość usług jest jaka jest. Chwalą się ilością agentów, ale tak naprawdę działa tam max 15- 20 osób – reszta to martwe dusze. Mam wrażenie, że eliminują też agentów, którzy robią tanią i dobrą robotę. Wiele firm nawiązuje kontakt z agentami, olewa brandle i działa poza nimi. Mam nieodparte wrażenie, że wielu agentów to gimnazjaliści, dlatego moim zdaniem szkoda kasy na korzystanie z ich propozycji.

viva 29 kwietnia 2015, 14:43

Zgadzam się z powyższą wypowiedzią, większość agencji coraz częściej nie płaci wynagrodzenia, najlepsi odchodzą. Zostają gimnazjaliści Brandle.

tomasz 3 grudnia 2015, 23:39

Mało ciekawych zleceń na brandle, to chyba jeden z większych problemów. Brak zapłaty z strony agencji to częsty problem. Największy żart, to złote zasady etyki jakie opublikowała administracja (Wiele osób piszę fałszywe, zachwalające opinie i nikt z tym nic nie robi). Dziwne moralnie zlecenia typu publikowanie pozytywnych komentarzy pod kandydatami partii politycznych również się trafiały. Zlecenia na pisanie pozytywnych opinii również często się trafiają, no ale agencja płaci :)

Sebastian Miśniakiewicz 4 grudnia 2015, 8:30

Bo to jest tzw. „polski content marketing”
Tu nie liczy się nic, poza jednym – LINK
Dopóki serwisy tego typu będą istnieć a ludzie będą z nich korzystać, to ktoś z nich będzie korzystał …
Zauważ przy okazji, jak twórca systemu ocenia tego typu działania, usuwając linki ze swojego serwisu – myślę że to najlepiej pokazuje, czym tak naprawdę jest Brandle

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *