VN:F [1.9.17_1161]
Oceń wpis - pomożesz kształtować zawartość bloga
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Pytanie, jakie zostało Mattowi dotyczyło strony, która znajduje się w TOP1 dla danej frazy i jedyne, co  pytający zauważył, porównując kilka stron był fakt, za przyczyną wyższej pozycji niektórych z nich był fakt bycia w DMOZ’ie. Utwierdzała go w tym zawartość stron -  „kiepski content” – która jest na.  Czyli DMOZ „rządzi”, o jakość stron nie ma co dbać. Według pytającego dostanie się do DMOZa jest dzisiaj niemożłiwe – po co więc Google nadal go używa?

No i co na to Matt? :)

To, co sprawia, że strona jest wysoko, to nie tylko content. Często osobom spoza Google trudno jest powiedzieć, dlaczego dana strona jest wysoko w SERPach. Wiele np. zależy od linków. A te, jak wiemy, nie są widoczne dla każdego po wpisaniu w Google operatora „link”. Jedynie właściciel strony może poznać ich najbardziej przybliżoną ilość – po dodaniu swojej domeny do Narzędzi Google dla Webmasterów. I według Matta fakt, że tak właśnie jest, że konkurent nie wie wszystkiego o naszych linkach jest … w porządku (hm…. ciekawe podejście – cenzura? :)

Po wpisaniu link:domena.pl w Google rzeczywiście może się tak zdarzyć, że dla danej strony zobaczymy DMOZa – a dla innych nie. Nie oznacza to jednak, że … inna strona nie jest w DMOZie. Albo, że ta pierwsza ma z silnych linków tylko ten „katalogowy”. Wielu webmasteró w Polsce dałoby sporo za link do swojej witryny, oczywiście dofollow, na stronach np. Onet.pl czy Wp.pl. Te serwisy, jako duże, o mocnej reputacji w Google, dałyby takim linkom niezłego „powera” i z pewnością wywindowałyby strony ich właścicieli wysoko w SERPach. Ale znowu – nie oznacza to, że po wpisaniu link:domena.pl zobaczylibyśmy np. wszystkie linki do naszej strony kierowane z Onet.pl…

Co do samego DMOZa – kiedyś był to dobry punkt na pozyskanie linków, dzisiaj – to już kolejna dygresja Matta na ten temat, jest trochę „podstarzały”.

Google korzysta jednak z jego zasobów w kilku przypadkach:

1) W niektórych językach łatwiej jest przeszukiwać informacje w katalogu (zapewne Matt ma na myśli te języki, dla których Internet jest bardzo ograniczony – Matt używa określenia „ancient” (z ang. starożytny). I o ile w większości krajów Google wyłączyło swój katalog stron, bazujący na danych z DMOZa, o tyle w niektórych przypadkach katalog Google pozostał – i dlatego DMOZ „musi istnieć”, ponieważ (jak się domyślam) zasoby internetowe danego języka zostałyby bardzo uszczuplone.

2) Jeżeli zablokujemy stronę przed robotami, to Google nie może uzyskać dostępu do niej. Google widzi backlinki, ich anchory – ale nie wie, jakie jest np. Title strony. I aby poprawnie wyświetlać ją w SERPach to korzysta wtedy z danych z … DMOZa. Ponieważ jest to znany, wiarygodny projekt.

3) Przyjęło się, że link z DMOZa to „wow”. A tymczasem, według Matta, link z innego serwisu, który posiada dużą reputację w Google, jest warty co najmniej tyle samo co taki sam link, który byłby umieszczony w DMOZie.

Szkoda, że Matt nie odnosi się do informacji o kupowaniu miejsca w DMOZie czy nie akceptowaniu przez moderatorów konkurencyjnych stron. Temat ten pojawił się nawet na Forum Google. Sam zgłaszałem kiedyś parę stron, lepszych od tych, które znajdowały się w DMOZie – i ze zdziwieniem (wtedy) przyjąłem fakt ich odrzucenia jako małowartościowych. Dzisiaj postanowiłem zatem zrobić test i zgłosiłem do DMOZa… swojego bloga. Dla testu raczej, niż dla idei – zobaczę, co z tego wyjdzie. Uważam, że po półtorarocznej działalności, napisaniu prawie 400 wpisów, powinien się „załapać”. Ot – taki mały test. Zgłosiłem jeszcze dwie inne, wartościowe strony, wyróżniające się w swoich branżach. Jeżeli wszystkie 3 przepadną, to chyba rzeczywiście będzie to oznaczało, że akceptacja wpisów tam leży na „dużym poziomie uznaniowości”, co ostatnimi czasy zarzuca wiele osób tamtejszym moderatorom…

YouTube Preview Image

Podobne wpisy:

VN:F [1.9.17_1161]
Oceń wpis - pomożesz kształtować zawartość bloga
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)